Pędzle Hakuro po trzech latach używania | Jak wyglądają i czy nadal jestem z nich zadowolona

23 sierpnia 2016 38 komentarzy
pędzle hakuro

Pędzle Hakuro to prawdopodobnie najczęściej polecane pędzle dla osób, które chcą kupić swój pierwszy poważny zestaw do makijażu, a przy tym nie wydawać na to miliona monet. Tak też było w moim przypadku. Trzy lata temu dla studentki wydanie prawie dwustu złotych na pędzle było ogromnym przeżyciem, ale i bardzo skrupulatnie przemyślaną decyzją, choć tak naprawdę pędzle nie należą do wysokiej półki cenowej. Po przygodzie z chińskim zestawem i pierwszym zetknięciem z urodową blogosferą, wiedziałam, że czas na zmiany. Mój pierwszy post na blogu dotyczył właśnie zakupionych wtedy pędzli Hakuro! :)

Skompletowałam zestaw, którym mogłam wykonać pełny makijaż twarzy i oczu. Sam design pędzli należy raczej do klasycznych - czarne, lekko połyskujące trzonki oraz srebrna skuwka. Prezentują się dobrze i nieekstrawagancko, zdecydowanie mogą się podobać.

pędzle hakuro opinia

Jeśli chodzi o pędzle do twarzy, wybrałam model H50S do podkładu, H14 z myślą o bronzerze, H24 do różu oraz pędzel typu kabuki H100 do pudru. 

Z całej czwórki jedynie pędzel kabuki na początku stracił troszkę włosów i ostatnio niestety się rozkleił, ale w zasadzie trudno, aby w przypadku takiego modelu do kleju nie dostała się woda. Reszta przez trzy lata użytkowania nie straciła prawdopodobnie ani jednego włókna. Włosie nadal jest tak samo miękkie jak na początku, ale bardzo mocno straciło na elastyczności. Co to oznacza? Po użyciu nie wraca już do swojego poprzedniego kształtu, lecz jest rozcapierzone. O ile w wypadku pędzla do podkładu czy pudru nie jest to większym problemem, to niestety przy pędzlach do konturowania wpływa to na jakość makijażu. Trudniej niż wcześniej jest nałożyć precyzyjnie i dobrze rozetrzeć kosmetyki.

pędzle hakuro

Na powyższych zdjęciach widzicie, jak wyglądają pędzle po intensywnym używaniu ich przez trzy lata - bez ściemy i bez retuszu. Na skuwkach i trzonkach jest sporo zarysowań, a napisy niemal całkowicie się starły, zużycie można więc określić na spore - faktem jest, że pędzle były ze mną dosłownie wszędzie i jeździły wszelkimi środkami komunikacji - od tramwaju po samolot, ale zawsze były zabezpieczone.

pędzle hakuro blog

Zdecydowanie lepiej przetrwały te lata pędzle do makijażu oczu, choć warto podkreślić, że były jednak mniej używane niż pędzle do twarzy, bo nie wykonuję make-upu oka codziennie.

W mojej kolekcji znalazł się płaski pędzel do nakładania cienia na całą powiekę H70, pędzel kuleczkowy H78, pędzel do blendowania H77 oraz pędzel do brwi/eyelinera H85. 

Tutaj nie zauważyłam zbyt wielkiej zmiany w jakości włosia - zapewne również dlatego, że jest krótsze niż w wypadku pędzli do twarzy i trudniej ulega odkształceniom. Najmniej jestem zadowolona z pędzla do blendowania - na początku gubił bardzo dużo włosia i nadal mu się to zdarza przy myciu. Rozciera cienie, ale nie daje tak pięknego efektu jak niesamowity pędzel Zoeva 227, dzięki któremu zobaczyłam, że akcesoria do makijażu naprawdę potrafią zrobić ogromną różnicę. Płaski pędzel już kilkukrotnie się rozkleił, ale jestem w stanie to wybaczyć. Zachwycona jestem natomiast pędzlem do brwi - włosie jest odpowiednio sztywne i naprawdę świetnie się u mnie spisuje.


Dla kogo więc pędzle Hakuro?


Zdecydowanie dla rozpoczynających swoją przygodę z makijażem. Dla tych, którzy na początku nie mogą lub nie chcą dużo inwestować w pędzle. Pędzli Hakuro używam cały czas i będę ich używać nadal - są dla mnie teraz dobrym zestawem wyjazdowym. Mogę więc oszczędzać pędzle Zoeva i nie zabierać ich ze sobą. Muszę uczciwie przyznać, że po kupnie zestawu z Zoevy zaczęłam zauważać mankamenty w Hakuro - smuga przy nakładaniu podkładu, nieprecyzyjnie roztarta granica cienia, plama różu... i nabrałam do tych pędzli dystansu. Z Hakuro przeżyłam świetne chwile jako początkująca, ale po kilku latach doświadczeń i prowadzenia bloga oczekuję już czegoś więcej, dlatego nie powiększę już swojej kolekcji o kolejne modele tej marki.

 Jak się mają Wasze Hakuro? Jesteście posiadaczkami kilkuletniej kolekcji?

Czytaj dalej »

Vichy, Krem matujący do twarzy SPF 50 | Filtr przeciwsłoneczny wart uwagi!

20 sierpnia 2016 21 komentarzy
vichy spf 50

Wakacje to idealny czas na to, aby poruszyć temat ochrony przeciwsłonecznej. W tym roku postanowiłam kupić w końcu słynny matujący krem Vichy z wysokim faktorem. Nie mam zbyt dużego doświadczenia z filtrami słonecznymi, ale do tej pory nigdy nie byłam zadowolona - przez makijaż przebijał okropny blask, a podkład szybciej się ścierał i znikał z twarzy. Całe szczęście krem Vichy okazał się dla mnie naprawdę trafnym wyborem.

vichy spf 50

Krem jest lekki, a jego konsystencja dosyć wodnista. Podczas nakładania możecie się przerazić białym kolorem, ale spokojnie - po chwili wszystko się wchłonie, a filtr nie pozostawi na twarzy żadnego koloru. Krem po chwili zastyga i robi się tępy, więc trzeba dość szybko zaaplikować go na twarz. Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się po zaschnięciu kremu - powstaje powłoczka, która w dotyku przypomina puder albo talk.

Krem nie pozostawia po sobie błyszczącego wykończenia, co jest wadą większości filtrów do twarzy, dzięki wspomnianej wcześniej pudrowości jest wręcz idealny pod makijaż. Mat na mojej twarzy utrzymuje się czasem nawet do kilku godzin (sporo zależy od dnia i stanu skóry), co jest niezłym wyczynem. Zauważyłam, że krem działa jak baza i podkład lepiej trzyma się skóry - nawet po wielu godzinach nadal pozostaje na twarzy. Zapach kosmetyku jest trochę dziwny i nieszczególnie przypadł mi do gustu, ale staram się nie zwracać na to wielkiej uwagi.

vichy spf 50

Czemu warto kupić filtr Vichy? Ponieważ nie posiada najczęstszych wad kremów z filtrem:

- nie bieli twarzy i nie zmienia odcienia podkładu
- ma matowe wykończenie, przez makijaż nie przebija charakterystyczny dla filtrów błysk
- nie jest tłusty, nie lepi się
- nie skraca żywotności makijażu, a wręcz zwiększa przyczepność podkładu do skóry
- posiada wysoki faktor przeciwsłoneczny
- nie zapycha porów dzięki lekkiej konsystencji

Jedynym problemem może być cena ok. 50 zł, ale krem jest niesamowicie wydajny. Ja mam wrażenie, że przez ostatnie tygodnie ledwie go napoczęłam.

A jakie są Wasze ulubione filtry do twarzy? Co się u Was sprawdziło?


Czytaj dalej »

Owoce leśne, czyli szalony makijaż na letnią imprezę

17 sierpnia 2016 29 komentarzy
makijaż na lato

Lato w tym roku nas nie rozpieszcza... A gdyby tak zrobić mu na przekór i dodać sobie trochę koloru? Jeśli wybieracie się na imprezę i nie macie pomysłu na makijaż, być może pomoże Wam dzisiejszy tutorial inspirowany... owocami leśnymi! Maliny, jagody, jeżyny... czyli make-up w odcieniach różu, fioletu i niebieskości.

Makijaż krok po kroku



1. Płaskim pędzlem na całą powiekę nakładam różowy cień Inglot Double Spark 489.

2. Puchatym pędzlem w zewnętrznym kąciku nakładam fioletowy cień Inglot AMC 73, żeby wykonturować oko i podnieść kącik.

3. Na środku powieki nakładam odrobinę pigmentu Inglot AMC 115. Robię to na sucho, bo nie chcę uzyskać błyszczącej tafli, lecz połyskujące drobinki, które nie będą zbyt nachalne. Dzięki nim na środkowej części powieki będzie odbijać się światło, co powiększy optycznie oko, a makijaż będzie bardziej trójwymiarowy.


4. Aby rozświetlić wewnętrzny kącik i nadać spojrzeniu wypoczętego wyglądu, małym pędzlem nakładam sypki cień My Secret Star Dust nr 4 o brzoskwiniowym odcieniu. Przejeżdżam też resztą cienia do mniej więcej połowy dolnej powieki.

5. Przyciemniam pozostałą część dolnej powieki użytym wcześniej fioletem.

6. Dokładam rzucającą się w oczy kreskę w kobaltowym odcieniu. Używam do tego eyelinera Wibo Electric Blue, który niestety jest trudny w obsłudze przez dość wodnistą konsystencję. Dlatego też nakładam dwie warstwy eyelinera i kreskę poprawiam jeszcze patyczkiem kosmetycznym nasączonym płynem micelarnym.


7. Aby dodać makijażowi wieczorowego charakteru, linię wodną pokrywam granatową kredką firmy FM 082.

8. Tuszuję rzęsy, doklejam sztuczne rzęsy Ardell Demi Black, a następnie decyduję się jeszcze na rozblendowanie fioletu cieniem Nougat z palety Sleek Au Naturel, aby uzyskać wrażenie przydymienia.

makijaż dla brązowych oczu

letni makijaż

Tak makijaż prezentuje się w całości! Myślę, że jest niebanalny, zwracający uwagę, a zarazem ma w sobie odrobinę słodyczy. Zdecydowałam się też na mocniejsze usta, które fajnie współgrają z różem na powiece.

Poniżej skrócona wersja tutorialu oraz pełna lista użytych kosmetyków.




Użyte kosmetyki

Twarz:
podkład - Bourjois Healthy Mix nr 51 Light Vanilla
korektor - L'Oreal True Match nr 1 Ivory 
puder - theBalm Sexy Mama
bronzer - theBalm Bahma Mama
rozświetlacz - theBalm Mary Lou-Manizer
róż - Inglot (brak numeru)

Brwi:
pomada - Inglot nr 12
kredka - Max Factor nr 090 Natural Glaze 

Oczy:
cienie - Inglot nr 489 i 73, pigment Inglot AMC nr 115, My Secret Star Dust nr 4, Nougat z palety Sleek Au Naturel
eyeliner - Wibo Electric Blue 
kredka - FM nr 082
tusz - Kobo Ideal Volume
rzęsy - Ardell Demi Black

Usta:
pomadka w płynie - Eveline Velvet Matt Lip Cream w odcieniu nr 416 Wild Fuchsia
Czytaj dalej »

4 podkłady, które chciałabym wypróbować

14 sierpnia 2016 47 komentarzy

Od długiego czasu mam już swój stały zestaw podkładów, których używam. Co do fluidów jestem dość wymagająca - krycie ma być zadowalające, trwałość całodzienna, a mat przynajmniej kilkugodzinny. Jako bladzioch mam też niestety problem z doborem kolorów, dlatego najchętniej trzymam się już sprawdzonych kosmetyków.

Jako blogerka lubię jednak testować i sprawdzać nowości, dlatego przygotowałam sobie listę czterech podkładów, które chciałabym w przyszłości wypróbować.

1. Estee Lauder, Double Wear


Najprawdopodobniej najbardziej znany podkład do zadań specjalnych - polecany na śluby i wielkie wyjścia. Należy do fluidów dość ciężkich, dlatego najlepiej nakładać go gąbeczką na mokro, ale ma zapewniać doskonałe krycie i długi mat. Minusem jest jednak brak pompki. Jak przystało na produkt z wyższej półki, cena niestety jest dość zaporowa - od 120 do 180 zł za buteleczkę.


2. Dr Irena Eris, Podkład matujący Provoke


Swego czasu sporo mówiło się o tej serii kosmetyków kolorowych znanej marki dr Eris. Wiele pozytywnych opinii kusi mnie jednak, aby go wypróbować. Podkład podobno bardzo długo utrzymuje mat, na czym mi szczególnie zależy. Paleta kolorystyczna jest niestety dość uboga i raczej nie dla bladziochów, ale być może wypróbuję go podczas następnych wakacji, kiedy delikatnie się opalę. Buteleczka wygląda bardzo luksusowo, a cena jest do przejścia - to ok. 80 zł za standardowa pojemność 30 ml.


3. L'Oreal, True Match


Z tej serii posiadam już korektor i jestem nim zachwycona, należy zdecydowanie do moich ulubieńców wszech czasów. Opinie o podkładzie są mieszane, szczególnie po ostatniej zmianie formuły, ale pamiętam, że przy Revlonie ColorStay też było spor zamieszania, a jest to fluid, który jest w mojej kosmetyczce najczęściej. L'Oreal przekonuje mnie dość bogatą paletą kolorystyczną, najjaśniejszy odcień wygląda w Internecie dość obiecująco, a dodatkowo podobno ma dopasowywać się do cery. Cena to ok. 60 zł w drogerii i najprawdopodobniej będzie to pierwszy podkład z mojej listy, który przetestuję.


4. Catrice, All Matt Plus


Typowy podkład drogeryjny z niewielką ceną ok. 30 zł. To podobno bardzo lekki fluid o satynowym wykończeniu i raczej niewielkim kryciu, ale komfortowy w noszeniu. Zapowiada się więc jako fajny produkt na okres wiosenno-letni, kiedy ciężkie podkłady raczej chowamy do szuflady. Jestem ciekawa, czy nie będzie trochę przypominał Bourjois Healthy Mix, który bardzo lubię. 


Koniecznie napiszcie w komentarzach, które podkłady z mojej listy znacie i jakie jest Wasze zdanie na ich temat :)

Czytaj dalej »

Jak domyć pędzel do podkładu i pomadki? Niezawodny sposób na usunięcie tłustych zabrudzeń z pędzli!

11 sierpnia 2016 31 komentarzy
jak usunąć podkład z pędzli

Pędzle to często duża inwestycja, dlatego ja o swoje staram się dbać jak najlepiej. Najwięcej problemów z myciem sprawiają jednak pędzle, których używamy do tłustych produktów - podkładów, korektorów czy pomadek. Zauważyłam, że włosie moich pędzli do podkładu przybrało brzydki, żółty kolor. Wszystkie sposoby ich doczyszczenia zawodziły. Nie pomagało mycie w szamponie, płynie do higieny intymnej czy w szarym mydle. Mimo że pędzel wydawał się już czysty, przebarwienie włosia nadal się utrzymywało.


Wpadłam więc na pewien pomysł, a że testy przebiegły zadowalająco, postanowiłam się tym pomysłem z Wami podzielić. Stwierdziłam, że skoro makijaż zmywamy płynami dwufazowymi z zawartością olejów, to na zasadzie analogii olej powinien usunąć również trudne zabrudzenia z włosia. 

Przedstawiam Wam przepis na niezawodną mieszankę, którą wyczyścicie każdy pędzel z wszelkich możliwych kosmetyków.

Czego będziemy potrzebować?

- płynu do higieny intymnej lub szamponu (u mnie płyn Facelle)
- dowolnego oleju (u mnie mieszanka olejów z Alverde)
- szklanki
- wody


W zasadzie proporcje nie są szczególnie ważne, ale lepiej nie przesadzać z olejem, bo możemy mieć potem problem z jego domyciem. Ja dodaję jedną łyżkę płynu do higieny intymnej oraz pół łyżki oleju.


Potem do szklanki dolewam wody, wszystko mieszam i wkładam do niej pędzel. W szklance musi być odpowiednia ilość mieszanki - tak, aby zatopione było w niej całe włosie, ale woda nie dostawała się do skuwki. W przeciwnym razie pędzel może się rozkleić.

W zależności od stanu zabrudzenia pędzla zostawiam go w mieszance na 15-30 minut.

jak myć pędzle

Po tym czasie dla pewności dwukrotnie (lub więcej jeśli to konieczne) myję pędzel w szarym mydle. Po oleju może na włosiu zostać lekka warstewka, ale zadziała ona pielęgnująco na włosie. Możecie jeszcze dodatkowo odtłuścić pędzel np. alkoholem izopropylowym, więc przy okazji go zdezynfekujecie.

Pędzel jest doskonale doczyszczony i wygląda jak nowy!

Dajcie znać, czy stosowaliście ten sposób i jak się u Was sprawdził :)

PS. Za jakiś czas będziecie mogli przeczytać ogólny wpis o tym, jak dbam o pędzle, jak je myję i suszę.

Czytaj dalej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.