NaiLove: Semilac 033 Pink Doll | Neonowy manicure na lato

30 czerwca 2016 17 komentarzy

Czego nie może u Was zabraknąć w letnim manicure? U mnie koloru miętowego (kto mnie czyta od dawna, ten wie ;)) i oczywiście... neonów! Dzisiaj mam dla Was propozycję lakieru stworzonego na wakacyjny czas, który doskonale komponuje się z opaloną skórą. O jakim lakierze mowa? To Pink Doll od Semilac, który polecałam Wam ostatnio w poście o 5 kosmetykach idealnych na lato.

semilac 033 pink doll

Pink Doll to lakier z serii tych, które na pewno zaskoczą Was przy pierwszym pomalowaniu, bo żadne swatche dostępne w Internecie nie są w stanie odwzorować realnie tego odcienia.

Różowa laleczka to kolor nieoczywisty - w naturalnym, dziennym świetle to bardzo odblaskowy oranż, w świetle sztucznym robi się pomarańczowy lub ujawnia śliczny, koralowy ton, który jest dość ukryty, ale zasugerowany w nazwie, i który zdominował zdjęcia. Niestety w żaden sposób nie jest możliwe sfotografowanie tej mieszanki kolorów, bo aparat zjada jego całą neonowość.

semilac 033 pink doll

Dodatkowo, lakier świetnie się nakłada - konsystencja pozwala na precyzję, ale nie wymaga ogromnej wprawy. Przy pierwszej warstwie kolor może być nierównomierny, ale wszystko wyrównuje się przy drugim malowaniu. Zauważyłam też, że ten lakier wyjątkowo dobrze zachowuje się podczas odrastania, bo nie odkleja się aż tak łatwo od płytki, a zarazem jest łatwy do usunięcia.

Myślę, że to świetna propozycja dla osób, które chciałyby dopiero poćwiczyć manicure hybrydowy, bo trudno tutaj o popełnienie błędów.

Czy taka neonowa propozycja na lato do Was przemawia? :)

Czytaj dalej »

Sylveco, Lniana maska do włosów | Jak znalazłam na nią sposób?

27 czerwca 2016 19 komentarzy

Jeśli Waszym włosom brakuje objętości, powinniście spojrzeć cieplejszym wzrokiem na lnianą maskę Sylveco. Ja musiałam nauczyć się z nią obchodzić, popróbować różnych metod i dać drugą szansę, żeby się do niej przekonać. Ale udało mi się znaleźć na nią sposób.

Czemu początkowo nie byłam zadowolona? Po nałożeniu maski na mokre włosy miałam wrażenie, że po prostu znika, włosy jakby ją pochłaniają i nie widziałam żadnych efektów - zupełnie tak jakbym nie nałożyła nic poza szamponem. Ale wszystko się zmieniło, kiedy zaczęłam jej używać przed myciem, co zresztą jest również polecanym przez producenta sposobem.


Maska ma rewelacyjny, naturalny skład i jest niesamowicie wygodna w użytkowaniu - nie tylko dzięki opakowaniu, które jest niezbyt głębokim słoikiem z bardzo szerokim otworem, do którego bez problemu można włożyć rękę - ale również dzięki ciekawej konsystencji, która przypomina bitą śmietanę. Zapach produktu osobiście nie przypadł mi do gustu, a wręcz jest dla mnie nieprzyjemny. Wiele osób pisze, że pachnie kokosem, ale ja zupełnie tego nie wyczuwam.

Maskę nakładam na włosy i trzymam pod czepkiem w zależności od ilości wolnego czasu - od 10 do 30 minut. Potem myję szamponem i nakładam odżywkę lub kolejną maskę. Krótko mówiąc, u mnie jest jednym z elementów metody pielęgnacji włosów znanej jako OMO (odżywka-mycie-odżywka). 

To przynosi mi podwójną korzyść. Dzięki masce i zawartemu w niej olejowi kokosowemu włosy są odbite od nasady, mają większą objętość, a nawet dłużej pozostają świeże, dzięki zastosowaniu kolejnej odżywki po myciu dociążam końce.

Teoretycznie olej lniany sprawdza się przy włosach wysokoporowatych, a olej kokosowy niskoporowatych, więc takie połączenie w masce powinno nam dawać pewną równowagę i uniwersalność. Włosy są miękkie i nawilżone, uniesione od nasady i lepiej poddają się stylizacji. Maskę trzeba dokładnie zmyć -  w przeciwnym razie włosy mogą być troszkę sztywne. Wiele osób pisze, że kosmetyk może się nie sprawdzić przy niskoporowatych włosach, z czym się nie zgadzam, bo kompletnie nie obciąża moich włosów, które mają dużą skłonność do przetłuszczania się i utraty objętości. Trudno było mi przewidzieć, jak zachowają się włosy wysokoporowate ze względu na dużą zawartość oleju kokosowego w składzie - przewertowałam więc Internet i reakcje są bardzo pozytywne.


 Co myślicie o tej masce? Jest warta wypróbowania?


Czytaj dalej »

5 kosmetyków idealnych na lato

23 czerwca 2016 20 komentarzy

Oficjalnie rozpoczęliśmy lato! A to oznacza, że często zmieniamy także kosmetyki, których używaliśmy wcześniej. Dziś subiektywny przegląd pięciu kosmetyków, które idealnie sprawdzą się w letni czas.

Żele pod prysznic Balea


Jeśli choć raz użyliście tych żeli, to wiecie, że trudno się z nimi rozstać. Intensywne owocowe zapachy są wręcz stworzone na wakacyjny czas. Żele mają przyjemną konsystencję, dzięki której łatwo wydobywa się je z butelki, ale nie przelewają się przez palce, świetnie się pienią i w ogóle nie wysuszają skóry. Czyli wszystko to, czego wymagam od żelu pod prysznic.


Perfecta, I love bronze, Olejkowy balsam brązujący


Idealny kosmetyk dla kogoś, kto nigdy nie używał samoopalaczy i troszkę się ich obawia, a chciałby uzyskać efekt skóry muśniętej pierwszymi promieniami słońca i "nie straszyć" całkowicie białym ciałem na plaży. Balsam pięknie pachnie, a podczas "opalania" nie ma charakterystycznego smrodku. Trzeba się jednak liczyć z tym, że efekt jest bardzo delikatny i naturalny, nie uzyskamy tutaj mocnej opalenizny. Ogólnie balsam nie robi smug i plam, ale trzeba uważać w okolicy kolan, bo tutaj mogą pojawić się przebarwienia. Zauważyłam też, że najwolniej koloru nabierają łydki i okolice piszczeli. Kosmetyk dodatkowo nawilża skórę, ale z pewnością nie jest to dogłębne nawilżenie i można go raczej zaliczyć do kategorii "lekkich". Pierwsze efekty zauważyłam po mniej więcej tygodniu stosowania. Po dwóch tygodniach skóra już raczej nie ciemnieje, ale dzięki używaniu balsamu podtrzymujemy opaleniznę.

Vichy, Matująca emulsja do twarzy SPF 50


W tym roku nastawiłam się na kupno dobrego filtra do twarzy, nawet jeśli miałabym zainwestować troszkę większą kwotę. Zdecydowałam się na emulsję matującą Vichy z wysokim faktorem SPF 50, o której słyszałam wiele dobrego. Opinie te okazały się jak najbardziej uzasadnione. Krem nie bieli twarzy i nie wpływa na właściwości podkładu, na czym najbardziej mi zależało. Podkład nie waży się i nie ściera szybciej, a nawet mam wrażenie, że dzięki kremowi makijaż lepiej się trzyma w czasie upałów. Pomimo wysokiego faktora wykończenie kremu jest matowe, więc przez makijaż nie przebija blask, który przeszkadzał mi w innych kremach z filtrem. Zapach jest dość specyficzny i dla mnie raczej neutralny - nie zachwycam się nim, ale też mi nie przeszkadza.

Perfecta, Energizujący żel-scrub


Ten produkt to zdecydowanie bardziej żel niż scrub, bo drobinki, które zawiera, są niewielkie, dodatkowo ma w sobie mikrogranulki, które ostatnio wywołują sporo kontrowersji ze względu na zanieczyszczanie środowiska. Co do żeli do twarzy nie mam zbyt dużych wymagań. W tym wypadku nie zauważyłam spektakularnych efektów, jeśli chodzi o działanie antybakteryjne czy zwężanie porów. Czemu więc produkt znalazł się w zestawieniu? Bo ma genialny zapach, który przypomina mojito. A to oznacza przyjemne, delikatnie miętowe odświeżenie, którym jestem zachwycona. W czasie upałów to naprawdę doskonały sposób na przebudzenie w letni poranek. Żel może scrubem nie jest, ale energizujący już jest jak najbardziej! 


Semilac, Pink Doll


Poszukujecie idealnego koloru lakieru na lato? Już nie musicie, bo mam dla Was kuszącą propozycję, czyli Pink Doll od Semilac. To kolor wręcz stworzony do opalonej skóry, bo jest neonowy, rzucający się w oczy, a jednocześnie nieoczywisty. To połączenie oranżu i koralu, które wygląda różnie w zależności od światła i którego nie sposób uchwycić na zdjęciach, choć ja wykonałam próbę, którą możecie zobaczyć poniżej.



A jakie są Wasze kosmetyki idealne na lato?
Czytaj dalej »

NOWOŚCI: Biżuteria | Katherine

20 czerwca 2016 18 komentarzy


To już drugi raz, gdy zdecydowałam się na zakupy w sklepie ze sztuczną biżuterią Katherine. Nie jest to absolutnie post sponsorowany, ale wiem, że bardzo lubicie oglądać na blogu dodatki, więc postanowiłam pokazać Wam, co wpadło do mojego zakupowego koszyka. A jest tego całkiem sporo, bo oferta sklepu jest naprawdę bogata i jest w czym wybierać.

Jeszcze kilka lat temu byłam absolutną fanką kolczyków, a już szczególnie takich, które rzucają się w oczy. Ostatnio coraz częściej zastępuje kolczyki innymi dodatkami, a jeśli już się na nie decyduję, to wolę zdecydowanie mniejsze i niewiszące modele.


Swoją kolekcję uzupełniłam o trzy pary - kolczyki w kształcie kwiatu z ślicznym niebieskim środkiem, czarne kolczyki o ciekawym kształcie z rozbudowanym dołem oraz bardzo prosty i subtelny model z okrągłym oczkiem. "Kryształki" we wszystkich kolczykach cudownie się mienią!


Zdecydowałam się też na bransoletki. Szukałam takiej, którą mogłabym nosić razem z zegarkiem i dlatego wybrałam czarne koraliki z płaskim "pomponem". W drugim modelu dzieje się już znacznie więcej - mamy tutaj sznurki, metalowe części oraz przywieszki. Ta bransoletka jest o tyle ciekawa, że zapina się na magnes, co jest niesamowicie wygodne, bo nie trzeba się szczególnie starać przy samodzielnym zakładaniu.


Bardzo zależało mi na delikatnym i krótkim wisiorku w złotym kolorze. Udało mi się taki odnaleźć - jedyną ozdobą są dwa niewielkie listki na cienkim łańcuszku, którego długość można regulować.


Na koniec dwa długaśne wisiory. Jeden z nich to różowy sznurek ze srebrnymi elementami, który sięga aż do brzucha. Głównym elementem jest tutaj pęk ozdób, w którym można odnaleźć pióra i koraliki, co przypomina mi trochę motyw łapacza snów. Druga opcja jest równie ciekawa, bo składa się z trzech łańcuszków różnej długości, do której przyczepiona jest niewielka ozdoba, co tworzy zwracającą na siebie uwagę całość. Tego typu naszyjniki świetnie prezentują się z jednokolorowymi bluzkami, ożywiając stylizację, ale jej nie przytłaczając.


Jestem ciekawa, jaki typ biżuterii najbardziej przypadł Wam do gustu?

Czytaj dalej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.