Dove, Odżywczy szampon z czerwonymi algami | Czas na... silikony!

18 lutego 2019

Dove, Odżywczy szampon z czerwonymi algami | Czas na... silikony!

dove_regenerate_nourishment_shampoo_log_recenzja_test

Moje włosy nie mają ze mną lekko - rozjaśnianie, codziennie mycie i suszenie... To potrafi je wykończyć. Kiedyś patrzyłam na keratynę i silikony spod byka, ale teraz wiem, że nie taki diabeł straszny, jak go malują - we wszystkim potrzebny jest balans i rozwaga. I dlatego udało mi się dogadać z szamponem Dove, który ma regenerować i odżywiać zniszczone włosy. Takie po zabiegach fryzjerskich oraz często traktowane wysoką temperaturą. To brzmi zupełnie jak coś dla mnie!

dove_regenerate_nourishment_shampoo_log_recenzja_test

Szczerze mówiąc, nigdy jakoś szczególnie nie przepadałam za marką Dove, bo trochę kojarzy mi się z czymś drogeryjnym i takim ze średniej półki. Jako blogerka nie mam jednak oporów przed testowaniem różnych produktów. 

A szampon okazał się miłym zaskoczeniem. Konsystencja jest średnio gęsta - w sumie właśnie takie lubię najbardziej. Produkt ładnie pachnie, a opakowanie przywodzi na myśl linię profesjonalną, dzięki "czystemu" designowi. Szampon dobrze się pieni i radzi sobie z oczyszczaniem włosów, również po nałożeniu produktów do stylizacji. Przez to, że jest w tubce, udało mi się go zużyć do końca, a zarazem nie wylewał się przy aplikacji - to duży plus!

dove_regenerate_nourishment_shampoo_log_recenzja_test

Co dla mnie najcenniejsze, fryzura łatwo się po szamponie układa. Włosy się nie strąkują, nie są oklapnięte i nie tracą też szybciej świeżości. Choć jednocześnie trzeba przyznać, że przez dużą zawartość silikonów po rozczesaniu włosów da się zauważyć, że kosmetyk zostawia na nich film. Oddaję jednak produktowi sprawiedliwość i dodam, że oprócz tego zawiera on czerwone algi oraz keratynę

Dodatkowo, włosy są gładkie i błyszczące. Nie zauważyłam, żeby produkt w jakiś sposób podkreślał kolor, ale staram się nie być przesadnie wymagająca.


Podsumowanie będzie krótkie - ja jestem na tak! A Wy? :)

Nowości w mojej szafie | Zimowy lookbook prosto z Tatr :)

11 lutego 2019

Nowości w mojej szafie | Zimowy lookbook prosto z Tatr :)

blog_moda_spodnie_w_kratkę_zimowa_stylizacja_w_góry

Cześć po dłuższej przerwie! Może i chwilę mnie nie było, ale za to wracam do Was z przytupem i świeżutkim, zimowym lookbookiem, bo dopiero wróciłam z wypadu do Zakopanego. Uwielbiam Wam pokazywać nowości w mojej szafie w ten sposób :) Jedyne, co mi pozostało, to życzyć Wam miłego oglądania!

stylizacja_na_zimę_blog_zakopane_wielka_krokiew_sweter

Przegląd zaczniemy od nowych ubrań ze sklepu internetowego bonprix - już pokazywałam Wam ich rzeczy na blogu. Sweter to najprostsza i zarazem zawsze udana stylizacja na zimę. Wybrałam oversize'owy model w kolorze ecru z kontrastowymi żółto-oliwkowymi oraz czarnymi paskami. Uwielbiam w swetrach luźne kroje i dekolty w serek. Marzyły mi się też materiałowe spodnie w kratkę.... no i w końcu są! Uwielbiam w nich ten lampas - czerwony z brokatową obwódką. Dzięki temu spodnie są naprawdę oryginalne. Minusem jest dla mnie materiał, z którego spodnie są wykonane, bo bardziej przypomina tkaninę legginsową. Ale nosi się je bardzo wygodnie i absolutnie nic nie prześwituje. 

różowa_bluzka_z_koronką_bonprix

Ostatnią rzeczą z bonprix jest dziewczęca bluzka w kolorze pastelowego różu. Jej atutem są prześwitujące rękawy oraz koronkowe wstawki na ramionach. Niby model jest zakryty, a jednak nie do końca, prawda? ;) Bluzka na szyi z tyłu jest zapinana na guziczek, więc nie ma problemu z jej zakładaniem.

stylizacja_zima_blog_winterlook
różowe_trapery_renee

Nie mogło zabraknąć butów - standardowo z mojego ulubionego sklepu Renee. Czy te różowe traperki nie są słodkie? Żeby nie było nudno model ma szare wstawki i świetne, grube sznurówki, które nadają im charakteru. To co mnie zaskoczyło to to, że naprawdę dały radę w górach. Nie było mi w nich zimno ani szczególnie się nie pobrudziły mimo śniegu, błota i kałuż. 

bordowe_rękawiczki_monnari

Na koniec przepiękne rękawiczki z Monnari w bordowym odcieniu, które były prezentem gwiazdkowym. Mam obsesję na punkcie tego koloru w tym sezonie! Rękawiczki mają bardzo ciekawe detale, dzięki czemu zwracają na siebie uwagę w stylizacji.


Jestem ciekawa, co Wam spodobało się w moim lookbooku najbardziej! 


*post powstał we współpracy ze sklepem bonprix

Eveline, Luksusowe przeciwzmarszczkowe złote płatki pod oczy | Natychmiastowy efekt liftingu

27 stycznia 2019

Eveline, Luksusowe przeciwzmarszczkowe złote płatki pod oczy | Natychmiastowy efekt liftingu

eveline_luksusowe_przeciwzmarszczkowe_złote_płatki_pod_oczy_recenzja_test_blog

Po ciężkim tygodniu w niedzielę postawiłam na kompletny relaks i małe SPA. Jednym z jego elementów stały się przeciwzmarszczkowe płatki pod oczy Eveline. Producent obiecuje nam przede wszystkim trzy efekty - lifting, wygładzenie zmarszczek i redukcję cieni oraz obrzęków. 

Płatki zapakowane są standardowo w folię wypełnioną płynem oraz kartonik. Same płatki są bardzo cienkie, ale dobrze przylegają po skóry. Przez chwilę po zaaplikowaniu odczuwalny jest bardzo przyjemny chłód. Ja postanowiłam przeprowadzić półgodzinny zabieg pielęgnacyjny, bo moja skóra pod oczami była wysuszona, wiotka i zmęczona. 

eveline_luksusowe_przeciwzmarszczkowe_złote_płatki_pod_oczy_recenzja_test_blog

Efekty po ściągnięciu płatków były bardzo widoczne, a obietnice umieszczone na opakowaniu spełnione. Skóra stała się nawilżona, bardzo napięta i wygładzona, a zmarszczki bardzo wyraźnie spłycone. Początkowo redukcja zasinień nie wydała mi się szczególna, ale tutaj produkt po prostu zadziałał z opóźnieniem i po upływie dłuższej chwili cienie pod oczami zaczęły blednąć. 

W składzie znajdziemy kilka ciekawych rzeczy: ekstrakt z oczaru wirgiljskiego, puder z chrząstnicy kędzierzawej, sztuczną mikę (która odbija światło i zmniejsza widoczność zmarszczek) czy algin (który jest filmotwórczy i działa ochronnie).

Płatki mają dosyć standardową cenę jak na tego typu produkt - ok. 8 zł. 

Myślę, że złote płatki Eveline są naprawdę godne uwagi!

Test masek w płacie It's Skin: Bamboo, Tea Tree, Olive, Pomegranate, Avocado

20 stycznia 2019

Test masek w płacie It's Skin: Bamboo, Tea Tree, Olive, Pomegranate, Avocado

maska_w_płacie_its_skin_test_efekt_recenzja_blog

Mam nadzieję, że stęskniliście się za testami azjatyckich masek w płacie, bo ja bardzo! Tym razem mam dla Was jednak mniej popularną markę - It's Skin. Udało mi się sprawdzić większość z masek, które mają dostępne w ofercie, i jestem w sumie mile zaskoczona efektami :)

Maski mają niezbyt cienki płat, nie są też przesadnie nasączone, przez co esencja nam nie spływa. Mogłyby być jednak lepiej dopasowane do twarzy - zawsze mi coś odstaje albo się marszczy, większość z masek miała zdecydowanie za dużą dziurę na brodzie, więc nie ma możliwości, żeby taką maskę bardzo dobrze zaaplikować. 

Bamboo (Moisture & Fresh)


Na pierwszy ogień poszła maska bambusowa i start testów okazał się bardzo dobry! Przy aplikacji był odczuwalny delikatny, świeży zapach i silny efekt chłodzenia. Mimo że w tym przypadku producent obiecał przede wszystkim nawilżenie, to uznałabym je za średnie. Za to zmarszczki stały się mniej widoczne, koloryt wyrównany, a skóra sprężysta. Następnego dnia cera była odświeżona, a niedoskonałości znacznie zmniejszone.

Tea Tree (Balance)


Zapach tej maski bardziej przypominał mi trawę cytrynową niż drzewo herbaciane. Po nałożeniu odczuwalne było lekkie mrowienie, a nawet szczypanie. Po zdjęciu płatu zauważyłam, że pory były zwężone, ale jednocześnie czułam trochę nieprzyjemne ściągnięcie na policzkach. Skóra była gładka w dotyku, ale zaczerwienienia i niedoskonałości pozostały bez zmian, co jednak trochę mnie zaskoczyło. Ta maska w sumie wypadła najsłabiej ze wszystkich. 

maska_w_płacie_its_skin_test_efekt_recenzja_blog

Olive (Nutrition & Firming)


Co ciekawe, tę maskę testowałam krótko po zabiegu złuszczającym kwasami, więc miała trochę trudniejsze zadanie od pozostałych, ale zdała egzamin. Maska dawała mocny efekt chłodzenia i zarazem odprężenia. Nawilżenie było naprawdę bardzo dobre, skóra po zdjęciu płatu stała się rozświetlona i wygładzona. Miała trochę dziwny zapach - dla mnie nie miał on nic wspólnego z oliwą ani oliwkami, ale i tak najważniejsze jest działanie!

Pomegranate (Clean & Vitality)


Ta maska miała najładniejszy zapach - bardzo owocowy, ale nie był też intensywny. Płat był nasączony gęstszą, białą esencją. Tylko zaraz po aplikacji odczuwalny był delikatny chłód, a potem bardzo przyjemne uczucie łagodzenia, otulenia i nawilżenia. Po ściągnięciu maski cera była niezwykle napięta i sprężysta, a taki efekt utrzymywał się nawet kolejnego dnia. 

maska_w_płacie_its_skin_test_efekt_recenzja_blog

Avocado (High-Nutrition)


Maska miała ledwo wyczuwalny zapach i nie dawała żadnego efektu chłodzenia. Esencja tak jak w przypadku wersji z granatem była zdecydowanie gęstsza, dzięki czemu po aplikacji miało się wrażenie efektu nałożenia mleczka na twarz i natychmiastowego nawilżenia. Skóra stała się miękka i nawilżona, ale jednocześnie nie był to efekt "wow". Następnego dnia miała ładniejszy koloryt i wydzielała mniej sebum. 

Czy maski It's skin są warte uwagi? Myślę, że jak najbardziej! Cena masek to ok. 10 zł za sztukę, więc jest ona porównywalna do ceny innych tego typu produktów. 


Znacie markę It's Skin? Jakie macie wrażenia? 

Kosmetyczne hity 2018 roku! | Paznokcie, perfumy, pielęgnacja, kolorówka

16 stycznia 2019

Kosmetyczne hity 2018 roku! | Paznokcie, perfumy, pielęgnacja, kolorówka

kosmetyczne_hity_ulubieńcy_blogerek_2018_ulubieńcy_roku_odkrycia_roku_blog

Jestem pewna, że czekaliście na taki post... i o to jest! Dzisiaj podzielę się z Wami kosmetycznymi hitami z 2018 roku. Będzie ich niewiele, ale za to wybrałam same perełki - najlepsze z najlepszych, które mogę polecić z czystym sumieniem. To co, zaczynamy? :)


Semilac Flash, Aurora Pink


Czasem nie mam ochoty ani czasu na wyrafinowany manicure, a jednocześnie chciałabym, żeby zwracał uwagę, czymś się wyróżniał... i wtedy do akcji wkracza pyłek Aurora Pink. Do zwykłego koloru nałożonego na paznokcie dodaje nieoczywistego blasku i wielowymiarowości. Od razu robi się szykownie i glamour! Jeśli chcecie zobaczyć, jak prezentuje się ten efekt na paznokciach, zajrzyjcie do tego postu:


kosmetyczne_hity_ulubieńcy_blogerek_2018_ulubieńcy_roku_odkrycia_roku_blog

SunOne, Lampa LED 48W


Nowa lampa do hybryd dosłownie zrewolucjonizowała mój manicure. Dlaczego? Bo robię go dwa razy szybciej niż przy małej lampie-mostku. W lampie mieści się cała ręka, więc nie muszę utwardzać kciuków osobno. Dodatkowo, można zdjąć dolną osłonę i spokojnie przeprowadzić pedicure. Moc jest na tyle duża, że kolorowy lakier utwardzam jedynie 30 sekund. Oszczędność czasu - ogromna! Lampa posiada sensor ruchu, wyświetlacz, na którym widzimy czas, oraz timer (30 i 60 sekund).


Yves Saint Laurent, Woda perfumowana Mon Paris


Mój pierwszy zapach z prawdziwej perfumerii i od razu strzał w dziesiątkę! Muszę przyznać, że to też zasługa kompetentnej obsługi sklepu :) Zapach jest ciepły, kwiatowy i kobiecy, a trwałość genialna. Zdarza się, że perfumy czuję na ubraniach nawet po wypraniu. A do tego, co tu dużo ukrywać, flakon cieszy oko.


kosmetyczne_hity_ulubieńcy_blogerek_2018_ulubieńcy_roku_odkrycia_roku_blog

Pixi, Glow Tonic


Jeśli tonik wydaje Wam się zbędnym kosmetykiem, bo w zasadzie nic takiego nie robi i nie widać efektów, to Glow Tonic od Pixi na pewno Wam zaimponuje. Dlaczego? Bo naprawdę działa! Skóra jest rozjaśniona i pełna blasku - w zasadzie już po pierwszych użyciach. Niedoskonałości są też znacznie zmniejszone i szybciej się goją. Pewną niedogodnością dla niektórych może być trochę dziwny, "babciny" zapach, ale dla mnie nie jest on przeszkodą. 



Cettua, Rozświetlające płatki pod oczy


Zasinienia pod oczami to moja zmora, dlatego płatki pod oczy to stali bywalcy mojej kosmetyczki. Płatki Cettua są naprawdę wyjątkowe, bo są cienkie i całkowicie przyklejają się do skóry. Zapomnijcie o tłustych i zjeżdżających spod oczu płatkach, które zmuszają Was do nieruchomego leżenia. Przez to, że tak doskonale przylegają, działanie jest naprawdę imponujące, choć oczywiście doraźne. Cienie są znacznie zmniejszone, zmarszczki spłycone, a skóra napięta. To lubię! 



kosmetyczne_hity_ulubieńcy_blogerek_2018_ulubieńcy_roku_odkrycia_roku_blog

Syoss, Szampon SalonPlex

Moja przygoda z marką Syoss nie zaczęła się zbyt obiecująco, dlatego kiedy w paczce PR-owej zobaczyłam te produkty, byłam sceptycznie nastawiona. A tu kompletny szok - moje wiecznie obrażone włosy pokochały ten szampon! Fryzura była pełna objętości, a jednocześnie miękka i wygładzona. Szampon nie powoduje przetłuszczania i ułatwia rozczesywanie. To dla mnie największe włosowe odkrycie tego roku!


kosmetyczne_hity_ulubieńcy_blogerek_2018_ulubieńcy_roku_odkrycia_roku_blog

L'Oreal, Color Riche La Palette Matte Bold 


Paleta pomadek L'Oreal towarzyszyła mi w tym roku podczas większości moich wyjazdów. Jej zalety są oczywiste - w poręcznym opakowaniu mamy lusterko oraz pięć odcieni pomadek i bazę. Moje serce skradły szczególnie dwa najciemniejsze odcienie (co chyba widać po zużyciu), bo mają najlepszą pigmentację i trwałość. A do tego w opakowaniu zmieścił się nawet malutki pędzelek, który ma naprawdę fajny kształt, umożliwiający precyzyjną aplikację. 


MUA Luxe, Velvet Lip Laquer 'Tranquility'


A kiedy potrzebowałam naprawdę wyjątkowej trwałości... sięgałam po pomadkę w płynie MUA w odcieniu nude. Produkt dosłownie zastyga na ustach, przez co trzyma się na nich przez wiele godzin. Oczywiście ma to swoje konswkwencje - usta mogą być nieprzyjemnie ściągnięte, a suche skórki podkreślone, dlatego przyda się dobry balsam. Konsystencja jest bardzo gęsta, więc trzeba uważać przy nakładaniu, aby nie uzyskać efektu skorupy. 




Inglot, Pomada do brwi


Odkąd po raz pierwszy kupiłam pomadę do brwi Inglot, nie szukałam już innych produktów w tej kategorii, bo dla mnie jest po prostu idealna. Ma odpowiedni odcień i genialną trwałość - zastyga, przez co się nie ściera i nie rozmazuje. Konsystencja jest aksamitna, mogę nią wyrównywać ubytki i poprawiać kształt. Pod koniec opakowania niestety zasycha, ale są na to sposoby ;)

Urban Decay, Baza pod cienie


Ten produkt jest ze mną najkrócej ze wszystkich tu przedstawianych, ale okazał się na tyle wart uwagi, że znalazł się w tym zestawieniu. Po kilku niezbyt udanych ostatnio bazach w końcu zakupiłam słynnego ulubieńca blogerek, bo akurat upolowałam go w niższej cenie. Ma wygodny, błyszczykowy aplikator oraz beżowy kolor, który delikatnie wyrównuje koloryt skóry. Ma bardzo ciekawe działanie, którym będą zachwycone posiadaczki tłustych powiek, bo dosłownie zapobiega produkcji sebum, dzięki czemu kolorowe produkty świetnie się utrzymują.

Zoeva, pędzel 228 Luxe Crease


Myślałam, że wśród produktów Zoeva znalazłam już swój ulubiony pędzel do blendowania, ale w tym roku moje serce skradł bardzo puchaty model. Cudownie nakłada się nim cienie w zewnętrznym kąciku, pozostawiając odpowiednią smugę koloru. Tak bardzo mi się spodobał, że już dokupiłam drugą sztukę!


Jestem ciekawa, jakie produkty zostały Waszymi ulubieńcami 2018 roku. Koniecznie podzielcie się w komentarzach!


Kokosowa pielęgnacja z Palmer's | Czy jestem zadowolona z produktów tej marki?

12 stycznia 2019

Kokosowa pielęgnacja z Palmer's | Czy jestem zadowolona z produktów tej marki?

produkty_palmers_balsamy_opinia_recenzja_blog

Palmer's to marka, którą kojarzę z półek drogerii głównie z tego, że jej produkty opierają się na oleju kokosowym. Ja miałam okazję przetestować dwa nawilżające produkty - balsam do ust oraz do ciała. Czy jestem zadowolona z kosmetyków na tyle, by przetestować inne produkty spod znaku tej firmy?

produkty_palmers_balsamy_opinia_recenzja_blog

Zacznijmy od balsamu do ust zamkniętym w spłaszczonym opakowaniu, przez które również pomadka ma taki właśnie kształt. Nie jest ona w żaden sposób ścięta, a więc nie dopasowuje się do ust i trzeba się przyłożyć do tego, aby aplikacja była dokładna. Balsam ma kokosowo-kakaowy zapach i bardzo zbitą konsystencję, która delikatnie rozpuszcza się pod wpływem ciepła.

Efekt po nałożeniu jest podobny do takiego, jakbyśmy zaaplikowały na usta olej kokosowy. Na powierzchni pozostaje właśnie taka oleista (ale nieklejąca się) warstewka, która niestety dla mnie nie przynosi przyjemnej, natychmiastowej ulgi. Dlatego kompletnie nie lubię stosować tego produktu na dzień, zdecydowanie lepiej sobie radzi nocą. Rano budzę się faktycznie z nawilżonymi ustami, ale wystarczy nałożenie na usta kolorowej pomadki, aby ten efekt natychmiastowo się ulotnił.

Kosmetyk okazał się więc przeciętny, choć na podziw zasługuje jego wydajność, bo mam wrażenie, że pomadka się nie kończy.

produkty_palmers_balsamy_opinia_recenzja_blog

Balsam jest zaskakująco gęsty, dlatego wydobywanie go z butelki może czasem sprawiać problem. Musi być nakładamy na idealnie osuszoną skórę, w przeciwnym wypadku maże się i nie chce wchłaniać. Zapach jest dziwny, trochę chemiczny - dla mnie nie przypomina kokosa, ale bardziej... marcepan

Działanie szczególnie mnie nie zachwyciło -  mam wrażenie, że balsam daje bardzo doraźny efekt, nawilża jedynie wierzchnią warstwę skóry i dodatkowo to uczucie nie utrzymuje się zbyt długo. Tak jakby struktura tego balsamu nie pozwalała mu się dostać głębiej w skórę. Choć po przyjrzeniu się składowi jest obiecująco - oprócz oczywiście oleju kokosowego jest masło shea, masło kakaowe, olej monoi czy olej ze słodkich migdałów. Niestety jestem pewna, że o produkcie zapomnę zaraz po wyrzuceniu do kosza.


Mój pierwszy kontakt z Palmer's nie należał do szczególnie udanych, a jakie są Wasze doświadczenia?