Wiosenno-letnie nowości w mojej szafie | Answear, H&M, Selfieroom, Renee i inni

12 czerwca 2019

Wiosenno-letnie nowości w mojej szafie | Answear, H&M, Selfieroom, Renee i inni


Nie da się już tego ukryć - ja naprawdę kocham ubrania i zakupy! Uwierzycie, że do tego postu przygotowywałam się przez kilka tygodni?! Zawsze zależy mi na tym, żeby w miarę możliwości pokazywać zakupione rzeczy na sobie. Czas podsumować, co nowego znalazło się w mojej garderobie, a będzie tego sporo, bo oprócz ubrań pojawiły się też torebki i buty (czy można mieć ich za dużo? ;)). Dla ułatwienia marki lub sklepy będę zapisywała w nawiasie.

Pomimo że od pewnego czasu staram się wybierać bardziej klasyczne i stonowane ubrania, nie mogłam się powstrzymać, kiedy zobaczyłam słodki T-shirt z flamingami i ananasami (Reserved) - idealny na lato! Co ciekawe, naprawdę fajnie komponuje się z marynarką ze zdjęcia. Szukałam jakiegoś modelu z lekkiego materiału, zależało mi też, żeby marynarka nie była zbyt krótka i miała różowo-szary kolor. A gdybym jeszcze trafiła na dwurzędową, to już byłoby zupełnie cudownie! Wymagań miałam więc całkiem sporo. Marynarka wprawdzie się nie zapina, ale nawet ma tak uroczy detal jak guziki ze zwierzęcym motywem (Tally Weijl)!


Przeglądając szafę, zauważyłam, że nie mam prostej koszulki z długim rękawem - królują u mnie koszule. Wybrałam dosyć nieoczywisty kolor - jakby pudrowo-lawendowy. Bluzka dopasowuje się do ciała, ma dekolt w łódkę i guziki, które można rozpiąć (Selfieroom).

Jeansy z wysokim stanem w stylu vintage (H&M) to mój najlepszy zakup od kilku miesięcy. Naprawdę je uwielbiam, bo pięknie podkreślają figurę, wydłużają nogi, podkreślają talię i eksponują kostki, czyli najszczuplejszą część nóg. Jeszcze chyba nigdy nie miałam jeansów, w których czułabym się tak genialnie.


Sukienki, które zobaczycie na powyższych zdjęciach, zebrały sporo komplementów (Selfieroom). Bordowa bardzo podkreśla kształty - jest elastyczna, ale dobrze będą w niej wyglądać szczupłe dziewczyny, bo może niestety eksponować boczki. Jest bardzo zabudowana, ale przy moim wzroście pokazuje też nogi. Fajnie wygląda zarówno z butami na obcasie, jak i w sportowej wersji z tenisówkami. Pierwszy raz mam taką sukienkę midi, ale kwiatowy motyw, różowy kolor i falbany bardzo mnie zaintrygowały, kiedy ją przez przypadek zobaczyłam. Niestety mam spore zastrzeżenia co do jej jakości, bo rozpruła się w kilku miejscach po jednym założeniu, ale moja reklamacja została natychmiast rozpatrzona pozytywnie, więc mam nadzieję, że po prostu trafiłam na felerny egzemplarz. 


Kolejna klasyczna rzecz, której mi brakowało, to czarne, wąskie spodnie (H&M). Nie jest to jeans, choć tak na pierwszy rzut oka wygląda. Nogawki są proste, a stan również jest wyższy. Jedynym minusem jest to, że przeokropnie przyczepiają się do nich wszelkie kłaczki. 

Czarny T-shirt nie musi być nudny! Ma wyszczuplający krój i dekolt w serek, ale błyszczące gwiazdki sprawiają, że rzuca się w oczy (Answear).

Brakowało mi też w mojej kolekcji prostych kolczyków - zależało mi, żeby były to srebrne koła (H&M). Mają w sobie coś eleganckiego. 


Poszukiwania czarnych topów idealnych pod marynarkę zakończone (H&M)! Aktualnie jest jednak zbyt gorąco, żeby je z tą marynarką nosić ;) Jeden jest gładki, dwuwarstwowy, na cieniutkich ramiączkach, drugi zaś ma prążki i guziki biegnące przez cały środek. 


Wydaje się, że moja szafa jest pełna, ale nie znalazłam w niej żadnego jasnego, rozpinanego sweterka, który nie byłby długi. Początkowo planowałam wybrać kolor szary, ale pomyliłam się przy składaniu zamówienia i dotarł do mnie piaskowy odcień, który okazał się świetny (H&M)!

Kolejny klasyczny T-shirt do kolekcji - tym razem w złote, lekko połyskujące pasy (Answear), który nada się pod sweter i marynarkę. 


Czarna, koronkowa bluzka (Medicine) świetnie sprawdzi się u dziewczyn, które mają figurę gruszki, bo trochę powiększa ramiona. Niestety jest dosyć gruba, a do tego ma ciemny kolor, więc nie nada się na gorące, słoneczne dni. Z tyłu jest zapinana na suwak. 

Spódniczka skradła moje serce (Answear)! Dzięki niej dowiedziałam się, że przy wyższym stanie mogę sobie pozwolić na mini. Do tego ma nieoczywisty kolor, a wręcz ciekawą strukturę. 

Kwiatowe kimono z frędzlami i dużymi kieszeniami wyzwala we mnie odrobinę szaleństwa (Sinsay) ;) Fajnie sprawdza się do narzucenia na top w letnie poranki. 


Czas na buty! Zaszalałam z czerwonymi szpilkami (Answear). Urzekło mnie przede wszystkim to, że nie są w całości zabudowane, a paski bardzo ciekawie się układają. 

Wszędzie prześladowały mnie sandałki z cienkimi paskami, ale trochę przerażała mnie wizja ich noszenia, bo nie wydawały mi się zbyt wygodne. I dlatego właśnie zdecydowałam się na model na słupku (Renee), który stabilizuje stopę przy tak cienkich paskach. Postawiłam też na rzucający się w oczy żółty kolor. 


Na wiosnę wybrałam natomiast espadryle na niskim koturnie w panterkę... drapieżnie (Selfieroom) ;)

Czerwone koturny to jest to (Renee)! Może na pierwszy rzut oka wyglądają na toporne, ale są bardzo komfortowe w noszeniu, a dodatkowo nie są zapinane, tylko wiązane sznurkiem, który zakończony jest chwostem. Na zdjęciu z różową sukienką możecie zobaczyć, jak wyglądają na nodze.

I znów moja miłość do wysokiego stanu - w szarych szortach z lekko podwiniętymi nogawkami wyglądam naprawdę przyzwoicie (H&M). Jednolity kolor pozwala mi na szaleństwo przy dobieraniu góry. 

Nie mogło też zabraknąć najmodniejszej w tym sezonie plecionej torebki (Answear)! Nie zmieści się w niej zbyt wiele rzeczy (portfel, telefon, klucze), ale za to, jak wprowadza letni klimat! Jest naprawdę dobrze wykonana, ma wypełnienie zapinane na zamek. Długi sznurek umożliwia przewieszenie jej przez ramię. 


Otrzymałam też przesyłkę z dwiema rzeczami od BerryLook - granatowa sukienka midi z kieszeniami, z której ostatecznie jestem tak średnio zadowolona, bo troszkę mnie powiększa, oraz miętowa torebka-kuferek, która zaskoczyła mnie swoją pojemnością!


Polowanie na strój kąpielowy po kilku tygodniach boju w końcu zakończyło się sukcesem. Ze względu na mój biust jest mi dość trudno znaleźć dobrze podtrzymujący model, który jeszcze będzie miał jakiś ładny wzór... Ale w końcu udało się w Calzedonii. Cieszę się, że strój nie jest gładki, tylko ma tropikalny deseń. Mam nadzieję, że kiedyś zabiorę go w prawdziwe tropiki ;)


Dajcie znać, co spodobało Wam się najbardziej!

Gadżety Kobiety: 6 interesujących urodowych gadżetów z Aliexpress

5 czerwca 2019

Gadżety Kobiety: 6 interesujących urodowych gadżetów z Aliexpress

ciekawe_tanie_gadżety_uroda_blog_aliexpress

Jestem ciekawa, czy wśród moich czytelników jest wiele fanów Aliexpress. Ja zaczęłam z tej strony korzystać dopiero kilka miesięcy temu - wcześniej wydawało mi się, że jest to skomplikowane, szczególnie jeśli chodzi o płatności. Ale teraz notorycznie coś zamawiam :D

Na Aliexpress można znaleźć wiele interesujących gadżetów, czasem nawet nie wpadlibyśmy na to, że coś takiego istnieje, wiele rzeczy można też kupić w bardzo przystępnych cenach. Dziś mam dla Was przegląd kilku przydatnych w dbaniu o urodę drobiazgów.

Przyrząd do spieniania kosmetyków 


O "spieniaczu" dowiedziałam się z blogów i teraz towarzyszy mi codziennie przy myciu włosów. Od dłuższego czasu bardziej przykładam się do tej czynności - nie nakładam kosmetyku bezpośrednio na włosy, tylko najpierw rozpuszczam go w wodzie. Do tej pory robiłam to w zwykłym pojemniku. Teoretycznie nie ma oczywiście w tym sposobie niczego złego, ale "spieniacz" radzi z tym sobie zdecydowanie lepiej i szampon dokładnie się rozpuszcza, a powstałą pianę można wykorzystać do umycia włosów na ich długości. Do pojemnika nalewamy wody, a na sitko, które jest w środku, produkt - ubijamy miksturę wystającym uchwytem i gotowe!

ciekawe_tanie_gadżety_uroda_blog_aliexpress

Zamykany pojemnik na pędzle


Pojemnik na pędzle z pokrywką był moim marzeniem. Uwielbiam swoją kolekcję pędzli i staram się o nią dbać, ale jednocześnie lubię też ją eksponować, co wiąże się z tym, że na włosiu zbiera się kurz. Taki pojemnik to genialne rozwiązanie! W Polsce na razie dość trudno znaleźć typu gadżet, a jeśli już, to cena jest dosyć wysoka. Na Aliexpress kupiłam największą wersję pojemnika, na jaką udało mi się trafić - ma trzy przegrody: dwie małe z tyłu i jedno dużą z przodu. Wypełnienie trzeba kupić osobno - zwróćcie na nie baczną uwagę. Ja wybrałam drobne, szklane kulki, które nie rysują trzonków pędzli. 

Pojemnik na waciki / patyczki


Taki pojemnik to bardzo banalna rzecz. Można kupić wersję z pokrywką oraz taką przeznaczoną typowo na waciki z dziurą z przodu do ich wyciągania. W ogóle na Aliexpress odkryjemy absolutne królestwo, jeśli chodzi o akrylowe organizery. Pojemniki ze zdjęcia nie są ze sobą połączone. Mogą stać osobno lub jeden na drugim, jeśli chcecie zaoszczędzić miejsce. Model z wieczkiem idealnie nada się na patyczki, ale ja trzymam w nim duże płatki kosmetyczne, których używam do demakijażu twarzy. 

ciekawe_tanie_gadżety_uroda_blog_aliexpress

Buteleczka na perfumy


A gdyby była możliwość mieć zawsze przy sobie swoje ulubione perfumy, także w podróży? Wystarczy odpowiednia buteleczka! Mieści się w niej kilka mililitrów i jest "ładowana" od dołu. To bardzo wygodne rozwiązanie.

ciekawe_tanie_gadżety_uroda_blog_aliexpress

Wyciskacz do tubek


Czasem gadżetom muszę nadać swoje własne nazwy, jak wiecie, opisy na Aliexpress potrafią być naprawdę kreatywne ;) Ten prosty przyrząd w kształcie ust pomaga wycisnąć z tubki wszystko to, co najlepsze! Prosta rzecz, która jest pogromcą tubkowych problemów. 


Wałek do twarzy z kwarcu


Ten masażer to wspomagacz relaksu. Kamień utrzymuje chłód, dzięki czemu masaż jest bardzo przyjemny i może być pomocny przy obrzękach. Wałeczka używam przy maseczkach w płacie, dzięki czemu wyciskam jeszcze z nich dobroczynną esencję i wmasowuję ją w skórę. Przyrząd ma dwa końce i dwa rozmiary wałków, więc nada się zarówno pod oczy, jak i większych części twarzy.


Który gadżet spodobał się Wam najbardziej? A może zachęciłam Was do upolowania czegoś na Aliexpress? :)


Ulubieńcy blogerek: Make-Up Atelier Paris, Waterproof Liquid Foundation | Czy pokład przetrwał 10-godzinny test?

31 maja 2019

Ulubieńcy blogerek: Make-Up Atelier Paris, Waterproof Liquid Foundation | Czy pokład przetrwał 10-godzinny test?

make-up_atlerier_paris_map_waterproof_liquid_foundation_podkład_wodoodporny_blog_recenzja_test_trwałośćć_zdjęcia_jasny_podkład

O wodoodpornym pokładzie marki Make-up Atelier Paris swego czasu było naprawdę głośno za sprawą moich koleżanek po fachu. Na fali zachwytów również ja postanowiłam skusić się na tę pozycję pomimo wysokiej ceny. Zwykle staram się nie wydawać na podkład więcej niż 30-40 zł, bo jest to kosmetyk, którego używam codziennie. Wiele pozytywnych opinii skłoniło mnie jednak do tego, aby postawić na coś z wyższej półki - i muszę przyznać, że moje oczekiwania były duże. Podkład udało mi się przetestować naprawdę dobrze i w różnych warunkach, dlatego mogę przyjść do Was z całkowicie wyrobioną opinią na jego temat. 

make-up_atlerier_paris_map_waterproof_liquid_foundation_podkład_wodoodporny_blog_recenzja_test_trwałośćć_zdjęcia_jasny_podkład

Na samym początku warto wspomnieć, że podkład ma wręcz imponującą paletę kolorów, w tym również bardzo jasnych - nie często udaje mi się znaleźć w drogerii odpowiedni odcień. W przypadku MAP wybrałam 1FLW1NB, najjaśniejszy z całej palety o żółtym tonie (choć według oznaczenia producenta zalecany jest cerom chłodnym), których pokochają prawdziwe bladziochy.  

Podkład ma standardową pojemność 30 ml i pompkę, która działa bez zarzutu, a już prawie kończę opakowanie. 

make-up_atlerier_paris_map_waterproof_liquid_foundation_podkład_wodoodporny_blog_recenzja_test_trwałośćć_zdjęcia_jasny_podkład

Na powyższych zdjęciach możecie zobaczyć to, co jest najważniejsze - jak podkład wygląda na skórze. Zdjęcia nie były w żaden sposób obrabiane, żebyście mogły same to ocenić. Zaraz po aplikacji prezentuje się naprawdę genialnie. Przyjemnie się go rozprowadza, ma bardzo dobre krycie, niweluje wszelkie zaczerwienienia. Nie boję się użyć określenia, że to wręcz płynny Photoshop - podkład pięknie prezentuje się na zdjęciach, więc bardzo często zdarzało mi się go używać właśnie podczas sesji na blog. 

Wykończenie określiłabym jako satynowe, produkt nie zastyga, tylko pozostaje lekko mokry i daje lekki blask. Przez to jednak pojawia się jego minus, który możecie także zobaczyć powyżej - wchodzi w zmarszczki i załamania skóry. Niestety na mojej skórze kompletnie nie wytrzymuje próby czasu. Testowałam go z różnymi kremami i pudrami, a efekt zawsze był taki sam.

Cera zaczyna się mocniej błyszczeć po 3-4 godzinach, a podkład warzyć, co w połączeniu z jego "mokrością" powoduje katastrofalne ścieranie. Od kilku tygodni noszę na stałe okulary, więc oprawki są od niego brudne, podkład migruje, nie utrzymuje się na nim zbyt dobrze konturowanie.

Na potrzeby tego wpisu zrobiłam zdjęcie makijażu po 10 godzinach - dla mnie to niezbędne minimum, kiedy powinien on wyglądać dobrze, bo co najmniej tyle codziennie spędzam poza domem. Tutaj akurat widzicie wersję kompletnie bez poprawek, tzn. w ciągu dnia nie używałam ani pudru (tylko rano), ani bibułek matujących. Widoczne są wszystkie niedoskonałości, zaczerwienienia, nierówny koloryt. Nawet mimo użycia pudru w ciągu dnia, przy zmywaniu podkładu wieczorem w zasadzie na płatku pozostają tylko resztki. 

make-up_atlerier_paris_map_waterproof_liquid_foundation_podkład_wodoodporny_blog_recenzja_test_trwałośćć_zdjęcia_jasny_podkład

Biorę pod uwagę, że mam kapryśną i mieszaną cerę, ale od podkładu za ok. 130 zł można wymagać więcej. Absolutnie do niego nie wrócę. Szczerze mówiąc, to nawet nie lubię go używać i stosuję tylko wtedy, kiedy po pracy wracam od razu do domu, wiedząc, że nie mogę na jego trwałość liczyć. Staram się go też mieszać z innymi pokładami. 

Czy któraś z Was stosowała ten podkład? Jakie Wy macie odczucia? 


Test: Skin79, Seoul Girl's Beauty Secret Mask | Vital, Brightening, Soothing, Moisturizing Care

27 maja 2019

Test: Skin79, Seoul Girl's Beauty Secret Mask | Vital, Brightening, Soothing, Moisturizing Care

 Seoul Girl's Beauty Secret Mask

Powracam do Was z moimi testami masek w płacie - tym razem przyjrzałam się bliżej serii Seoul Girl's Beauty Secret Mask od Skin79, której cechami charakterystycznymi są kolorowe, wypełnione rysunkami opakowania oraz wyciągi z kwiatów w składzie.

Muszę przyznać, że te maski łatwo się nakłada i można je dosyć dobrze dopasować do twarzy. Ponadto, płat jest miękki i bardzo dobrze przylega do skóry przez cały zabieg. Bardzo zaskoczyło mnie, że w opakowaniu nie jest zbyt dużo esencji i po wyciągnięciu płatu w zasadzie nie zostaje już nic do nałożenia na szyję czy dekolt, co jest sporą stratą. Aplikacja wszystkich masek z serii nie powinna przekraczać 15 minut zgodnie z zaleceniem producenta.

A teraz przyjrzyjmy się bliżej poszczególnym maskom.

 Seoul Girl's Beauty Secret Mask

Vital Care


Maska zawiera wyciąg z wiesiołka dwuletniego, ma ona łagodzić podrażnienia i stany zapalne oraz wygładzać drobne zmarszczki. Zapach można określić jako kwiatowy, ale był w zasadzie ledwo wyczuwalny. Faktycznie zauważyłam, że cera stała się rozjaśniona i rozświetlona, napięta i nawilżona, a zaczerwienia się zmniejszyły. Następnego dnia skóra miała ładniejszy koloryt, a makijaż ładnie się trzymał. Niestety był też pewien skutek uboczny w postaci nowych niedoskonałości na brodzie, za co winię własnie ten produkt. 

Moisturazing Care


W składzie produktu znajdziemy wyciąg z lotosu i róży damasceńskiej, a producent obiecuje poprawę elastyczności i kolorytu, nawodnienie skóry oraz zapobieganie powstawaniu niedoskonałości. Ta maska bardzo mi się spodobała - nakładaniu towarzyszył kwiatowo-kremowy zapach oraz uczucie natychmiastowej ulgi, jakby łagodzącego kompresu. Skóra była gładka, miękka w dotyku, nawilżona i rozjaśniona. Zgodnie z obietnicą koloryt się wyrównał, a wypryski się zmniejszyły. Następnego dnia cera zdecydowanie mniej się przetłuszczała. Jestem na tak!

 Seoul Girl's Beauty Secret Mask

Soothing Care


Maska zawiera kompleks roślinny - nagietek lekarski oraz wyciąg z lawendy i rumianku. Ma koić podrażnioną skórę, regenerować ją i działać przeciwzapalnie. Tak jak w przypadku poprzedniczki ta wersja dawała wrażenie nałożenia kompresu, miała też podobny zapach, a zabieg był niesamowicie przyjemny i relaksujący. Cera stała się przyjemna w dotyku, nawilżona i napięta. Wydawała się lekko zaróżowiona, ale za to następnego dnia wyraźnie rozjaśniona. W przypadku tej maski esencja bardzo ładnie się wchłonęła.

Brightening Care


W tej wersji producent zwraca uwaga na zawartość wyciągu z wiśni Yoshino, który działa łagodząco, przeciwzapalnie, antyalergicznie oraz rozjaśniająco. Z całego zestawienia ta maska wypadła zdecydowanie najsłabiej. Po aplikacji odczuwalne było delikatne mrowienie, w trakcie zabiegu płat jakby coraz mniej przylegał do skóry, a po zdjęciu skóra była lekko ściągnięta. W przeciwieństwie do pozostałych zapach maski miał cytrynową nutę i utrzymał się przez cały czas. Nie zauważyłam w zasadzie żadnego większego efektu, może pory były trochę mniejsze. Esencja zostawiła po sobie nieprzyjemną, lepką warstwę. 


Która z masek najlepiej sprawdziłaby się na Waszej skórze? 


Kilka kosmetycznych nowości + paczka od Meet Beauty

22 maja 2019

Kilka kosmetycznych nowości + paczka od Meet Beauty


Całe wieki nie było tu kosmetycznych nowości! Powód jest prosty - w zasadzie nic nie kupuję, tylko zużywam zapasy :) Ostatnio jednak odwiedziłam Hebe, oczywiście idąc po jedną rzecz, wróciłam z całą torbą. Dodatkowo, ze względu na odwołaną w tym roku konferencję Meet Beauty (spotkamy się w Warszawie dopiero w 2020 roku!) organizatorzy przesłali nam kosmetyczną paczkę - pokażę Wam, co się w niej znalazło.


Na samym początku wspomniałam o Hebe. Wybrałam się tam po gąbki celulozowe, których używam do zmywania maseczek, bo moje do niczego się już nie nadawały. Przy okazji natknęłam się na promocję na maseczki właśnie, więc do domu przywędrowały ze mną dwie wersje z tołpy, płatki kolagenowe pod oczy Purederm oraz maski w płacie Skin79 z serii Fresh Garden. Obok na zdjęciu możecie zobaczyć zwartość małej paczki PR od Delii - dwa kremy do rąk oraz zmywacz do paznokci w gąbce (aż szkoda, że go nie użyję, bo od dawna nie korzystam ze zwykłych lakierów).


Powyżej możecie natomiast zobaczyć, co znalazło się w przesyłce od Meet Beauty. Róż oraz rozświetlacz mineralny Annabelle Minerals, zapas suchych szamponów Batiste w wersji standardowej i podróżnej, krem do twarzy Mesoboost i balsam do ust marki bloc oraz coś do pielęgnacji ciała - balsam Solverx i tołpa.

Dajcie znać, co zaciekawiło Was najbardziej i o czym chcielibyście poczytać na blogu!

Delia, Matt Liquid Lipstick Metallic Finish | 103 Britney | Metaliczny akcent na usta

16 maja 2019

Delia, Matt Liquid Lipstick Metallic Finish | 103 Britney | Metaliczny akcent na usta

delia_pomadka_metaliczna_matt_liquid_lipstick_mettalic_finish_103_britney_blog_swatche_opinia_recenzja_cena

Metaliczne akcenty pojawiły się w modzie kilka sezonów temu, opanowały też makijaż, bo to bardzo ciekawy efekt. I o ile jakoś ten efekt na oku stosujemy chętniej, o tyle przy ustach nie mamy tyle odwagi. Trafiłam jednak na pomadkę, która idealnie pasuje do dziennego makijażu, zwraca uwagę swoim metalicznym wykończeniem, ale przy tym absolutnie nie wygląda tandetnie. 

Delia wypuściła na rynek pomadkę, która ma matową "bazę", ale zatopienie w niej milionów bardzo drobno zmielonych drobinek daje metaliczny efekt przy odbiciu światła. Drobinki te widać po naprawdę dobrym wpatrzeniu się w produkt i co ważne nie migrują po twarzy - zostają tylko tam, gdzie mają być, czyli na ustach.

delia_pomadka_metaliczna_matt_liquid_lipstick_mettalic_finish_103_britney_blog_swatche_opinia_recenzja_cena

Pomadka przy nakładaniu wydaje się lekka i płynna, ale jednocześnie nie jest kremowa. Błyszczykowy aplikator pasuje tutaj idealnie, bo umożliwia bardzo precyzyjne wyrysowanie konturu. Po kilku minutach produkt zaczyna zastygać, ale nie tworzy nieprzyjemnej skorupy i nie wysusza warg. Mimo to nadal pozostawia delikatny ślad na szklance przy piciu.

Zdecydowanie pomadka nie należy do najtrwalszych. Przy ostrożnym piciu czy suchej przekąsce nadal będzie widoczna, ale nie przetrwa większego posiłku. Całe szczęście bardzo ładnie się ściera. 

delia_pomadka_metaliczna_matt_liquid_lipstick_mettalic_finish_103_britney_blog_swatche_opinia_recenzja_cena

Kolor 103 Britney to brudny róż - w sam raz na co dzień. Ze względu na wyraziste wykończenie według mnie lepiej komponuje się z delikatnym makijażem oka. Muszę przyznać, że chyba nie odważyłabym się na intensywny kolor, który jednocześnie byłby metaliczny - dla mnie na ustach działoby się wtedy zdecydowanie za dużo. Natomiast odcień nude lub róż ze względu na swoją neutralność pozwalają za to na lekką ekstrawagancję w wykończeniu. 

Produkt daje nam możliwość zabawy - można go pomieszać z inną pomadką czy nałożyć odrobinę tylko na środku, tworząc efekt ombre. Pomadkę kupimy za jedyne 15 zł - opakowanie jak na tę cenę jest dobrze zrobione i nie ma obaw o noszenie go w torebce.

A Wy - miałybyście odwagę na metaliczne usta?