Moja pielęgnacja twarzy | Aktualizacja

27 lutego 2017 3 komentarze
poranna_pielęgnacja_twarzy_blog_pianka_holika_holika_evree_tonik_różany_serum_witamina_C_bielenda_krem_aqua_pi_cosmetics_vichy_slow_age

Ostatnio o mojej pielęgnacji twarzy mogliście przeczytać we wrześniu (klik), więc, jak możecie się domyślić, od tamtej pory zmieniło się... wszystko! Czas więc na aktualizację, bo wśród używanych przeze mnie obecnie kosmetyków jest kilka interesujących pozycji.

Pielęgnacja poranna


Dzień rozpoczynam od przemycia twarzy pianką aloesową Holika Holika. Bardzo ją lubię, bo jest delikatna, nie powoduje przesuszenia ani podrażnień i ma przyjemny zapach. Forma żelu, który w kontakcie ze skórą zamienia się w jedwabistą piankę, też jest fenomenalną sprawą!


Odkąd zrozumiałam, jak ogromne znaczenie ma stosowanie toniku, nie opuszczam już tego etapu pielęgnacji ani rano, ani wieczorem. Kiedy wstaję, jest na tyle wcześnie, że nie chce mi się bawić w przecieranie twarzy płatkiem kosmetycznym, dlatego chętnie rano stawiam na produkty do spryskiwania. Od niedawna towarzyszy mi tonik różany Evree. I choć ogólnie nie przepadam za zapachem róży w kosmetykach, to tutaj jest on całkiem przyjemny i w ogóle mi nie przeszkadza. Na razie nie zauważyłam większego działania, ale zdecydowanie odczuwam odświeżenie. Mam jednak zastrzeżenie do pompki, jak dla mnie powstały strumień jest zdecydowanie za mocny, wolałabym subtelną mgiełkę. 

Ostatnio pisałam Wam w recenzji książki Skin Coach (klik), że pod jej wpływem wprowadziłam do swojego porannego rytuału serum z witaminą C. W tym momencie jestem w połowie buteleczki produktu z Bielendy i mam co do niego mieszane uczucia. Po aplikacji skóra nieprzyjemnie piecze, choć jest to zupełnie normalna reakcja na zawarty w składzie kwas askorbinowy, dlatego nie jest to zarzut. Liczyłam jednak na rozjaśnienie i szybsze blednięcie śladów po niedoskonałościach, czego nie zauważyłam. Choć wydaje mi się, że cera przestała być ziemista, co często zdarza mi się zimą. Mam jednak poczucie, że robię coś dobrego dla swojej skóry. 

Po serum czas na krem pod oczy. Właśnie denkuję fajnie nawilżający krem od Aqua Pi Cosmetics, który urzekł mnie swoją masełkowatą konsystencją, która za razem nie jest zbyt ciężka na co dzień, a skóra ma się świetnie przez cały dzień.


Na koniec krem do twarzy - tutaj akurat nowość w mojej łazience, czyli serum Slow Age od Vichy. Używam go krótko, ale pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne. Jego podstawowym zadaniem jest opóźnienie pojawiania się oznak starzenia, o czym muszę już niestety zacząć myśleć :) Dosłownie kilka minut po aplikacji widać, jak wyrównuje się koloryt i znikają zaczerwienienia. Produkt ma w sobie filtr SPF25, dzięki czemu nie muszę obciążać skóry dodatkowym filtrem przeciwsłonecznym. Krem zostawia lekki błysk, ale nie powoduje przetłuszczania się cery i doskonale sprawdza się pod makijażem. Za jakiś czas napiszę Wam o tym kremie-serum trochę więcej. 

wieczorna_pielęgnacja_twarzy_blog_pianka_holika_holika_hibiskusowy_tonik_serum_pure_orphica_krem_oceanic_dvit_boost

Pielęgnacja wieczorna


Po demakijażu płynem micelarnym (w tym momencie to płyn Vianek, o którym przeczytacie tu), przechodzę do mycia twarzy. Tutaj ponownie wspomniana już wcześniej pianka Holika Holika, bo sprawdza się u mnie zarówno do porannego odświeżenia, jak i pozbycia się resztek makijażu z twarzy.

Potem oczywiście czas na tonizację. Obecnie używam zachwycającego toniku hibiskusowego z Sylveco, który w składzie ma hibiskus i aloes. Świetnie nawilża skórę, pozostawiając na niej lekką warstewkę. Koniecznie go sprawdźcie, bo warto się nim zainteresować! 


Na koniec coś, co Was pewnie nie zaskoczy, czyli nawilżanie. Serum pod oczy PURE od Orphica, które jest naprawdę rewelacyjne! Świetnie napina skórę i niweluje zmarszczki. Krem do twarzy to Oceanic D-Vit Boost, którego niedawno zaczęłam używać i na razie nie mam na jego temat wyrobionego zdania. Bardzo podoba mi się jego dość bogata konsystencja - cenię sobie coś bardziej odżywczego na noc. Na początku wydawał mi się przeciętniakiem, który jako tako nawilża, ale ostatnio mam wrażenie, że zaczyna się coś dziać i dam mu szansę na wykazanie się. 



Jakie są Wasze obecne hity do pielęgnacji twarzy?

Czytaj dalej »

Sylveco, Hibiskusowy tonik do twarzy + moje nietypowe zastosowanie toniku

24 lutego 2017 4 komentarze
sylveco_hibiskusowy_tonik_blog_opinia_recenzja_najlepsze_kosmetyki_sylveco

Ostatnio sporo u mnie kosmetyków z naturalnymi składami oraz azjatyckiej pielęgnacji. Dzisiaj kolejny produkt z pierwszej grupy, który początkowo nie przypadł mi do gustu, ale teraz go uwielbiam! Mowa o hibiskusowym toniku Sylveco o ciekawej konsystencji. Czemu warto mieć go w łazience? 

Tonik hibiskusowy Sylveco zamknięty jest w małej, słodkiej butelce, która od razu skradła moje serce, bo na półce prezentuje się obłędnie i wzbudza zaufanie. Na początku miałam spory problem z zapachem - bardzo źle mi się kojarzył i wręcz musiałam zatykać nos przy aplikacji... Ale mniej więcej w połowie opakowania przestałam do niego przywiązywać wagę. Teraz w ogóle się nad nim nie zastanawiam, choć,  według mnie, trudno uznać go za przyjemny.

W czym tkwi fenomen tego toniku? Ma niespotykaną formę rozwodnionej galaretki, przez co zostawia na twarzy delikatną, lepką warstwę, która naprawdę działa! 

sylveco_hibiskusowy_tonik_blog_opinia_recenzja_najlepsze_kosmetyki_sylveco

Oprócz hibiskusu w składzie znajdziemy też aloes - takie połączenie sprawia, że tonik utrzymuje lepsze nawilżenie skóry, a cera jest ukojona. Produkt sprawdzi się zarówno przy porannej i wieczornej pielęgnacji, ale ja zdecydowanie wolę używać go przed snem. Miałam ostatnio bardzo przesuszoną i ściągnietą skórę, ale po kilku tygodniach używania toniku wróciła w końcu do normy. Nie traktowałabym go raczej jako uzupełnienie demakijażu - działa bardziej pielęgnująco niż oczyszczająco. Spełni swoje zadanie, jeśli po umyciu twarzy czujecie dyskomfort.

Znalazłam też inne świetne zastosowanie dla tego kosmetyku - robię z niego maseczkę! Wykorzystuję do tego skompresowane maseczki, które wyglądają jak tabletka aspiryny (możecie je zobaczyć na zdjęciu powyżej). Taki płat wchłania dość sporo toniku, ale też skóra pobiera więcej dobrych składników dzięki takiemu sposobowi aplikacji. Po tonikowej maseczce skóra jest rozświetlona, nawilżona i ma wyrównany koloryt. Byłam pozytywnie zaskoczona efektami! 

Myślę, że hibiskusowy tonik sprawdzi się przy każdym typie cery, także przy tej wrażliwej. Szczególnie, że w okresie zimowym każda skóra jest bardziej wysuszona. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do przetestowania, bo naprawdę warto!

Które kosmetyki Sylveco są Waszymi ulubieńcami?

Czytaj dalej »

Vianek, Nawilżający płyn micelarny | Do lekkiego makijażu

20 lutego 2017 4 komentarze
vianek_nawilżający_płyn_micelarny_blog_opinia_recenzja

Obawiałam się, że dzisiejszy post się nie ukaże ze względu na problemy zdrowotne, które uniemożliwiają mi dłuższą pracę przy komputerze, ale udało się! Przy okazji - trzymajcie kciuki, żebym szybko stanęła na nogi - ciekawych odsyłam na InstaStories :)

Ostatnio testuję bardzo wiele kosmetyków do demakijażu, ale myślę, że dla Was jest to też ciekawy i bardzo cenny temat. Wszak każda kobieta musi pozbyć się swojej "maski" bardzo precyzyjnie, by skóra mogła odpocząć.

Vianek to marka, której jeszcze nie miałam okazji testować, ale należy do tej samej grupy co Sylveco czy Biolaven. Zawsze stawiam tym produktom wysokie wymagania, bo naprawdę wyróżniają się na polskim rynku kosmetycznym. Podobnie jak inne kosmetyki również ten micel ma krótki, naturalny skład i przyjemną dla oka szatę graficzną (trochę w słowiańskim klimacie :)). Opakowanie jest bardzo poręczne, a aplikator odpowiednio dopasowany do tego, by nie wylewać zbyt wiele produktu.

vianek_nawilżający_płyn_micelarny_blog_opinia_recenzja

Nawilżający płyn micelarny okazał się świetny do zmywania delikatnego i oszczędnego makijażu, dlatego... nie do końca spełnił moje oczekiwania. Już od dłuższego czasu na co dzień wykonuję "full make-up" - przykrywam zasinienia pod oczami i niedoskonałości, dokładnie konturuję twarz, a na powieki zawsze nakładam cienie, czasem rezygnuję jedynie z eyelinera. Niestety płyn nie radzi sobie całkowicie z tuszem do rzęs i bardzo często po jakimś czasie od demakijażu dostrzegałam ciemną linię pod dolnymi rzęsami. Mam też mieszane uczucia przy zmywaniu cięższego podkładu, bo płyn jakby myje skórę i delikatnie się pieni, więc miałam wrażenie, że rozcieram trochę fluid po skórze.

Komu może przypaść do gustu ten płyn micelarny? Osobom, które mają problem ze ściągnięciem skóry po demakijażu. Ten płyn tego nie robi, a nawet wręcz przeciwnie - skóra wydaje się nawilżona (jak wskazuje nazwa kosmetyku). Jeśli nosicie bardzo lekki makijaż, np. mineralny, to również istnieje szansa, że się z nim polubicie. Może to być też fajna opcja dla osób, które lubią płyny z naturalnym składem, ale płyn micelarny stanowi jedynie pierwszą fazę demakijażu i nie zależy im na dokładności. Jeśli więc przekonał Was trend zmywania makijażu olejami, ten produkt może przydać się w pozbyciu się pierwszej warstwy kolorówki.

Na początku myślałam, że płyn od Vianka będzie ładniej pachnącą wersją płynu lipowego Sylveco (pisałam o nim tutaj), ale ten drugi sprawdził się u mnie zdecydowanie lepiej. Ten micel już nie zagości w mojej łazience, ale jestem w stanie zrozumieć, że niektórym skórom może się spodobać.

Lubicie naturalne płyny micelarne?

Czytaj dalej »

5 kosmetycznych rozczarowań ostatnich tygodni

16 lutego 2017 1 komentarz
bielenda_maska_nawilżająca_krem_odżywczy_algi_morskie_blog_opinia

W dzisiejszych kosmetycznych rozczarowaniach aż dwa produkty marki, którą naprawdę lubię, masło do ciała, co do którego miałam spore oczekiwania, peeling do ust oraz podkład, który uwielbiają blogerki! Co się u mnie nie sprawdziło?

Bielenda, Algi Morskie, Krem odżywczy


Kosmetyki Bielendy już wiele razy mnie pozytywnie zaskoczyły i niejeden raz umieszczałam je w ulubieńcach, ale ostatnio ta dobra passa dobiegła końca. Krem z serii Algi Morskie miał być lekki i odżywczy - i o ile lekki naprawdę jest, to żadnego odżywienia nie zauważyłam. Kremu używałam rano pod makijaż i całe szczęście podkład się na nim nie rolował, ale niestety nawilżenie było dla mnie za słabe. W zasadzie już po kilku minutach od aplikacji kremu odczuwałam ściągnięcie skóry na policzkach. Często wspomagałam się jeszcze żelem aloesowym (pisałam o nim tu), bo po przypudrowaniu makijażu cera była jeszcze bardziej wysuszona.

Bielenda, Super Power Sleeping Mask, Aktywna maska nawilżająca


Maska korygująca z tej samej serii była tak rewelacyjna (recenzja), że za wszelką cenę chciałam dorwać wersję nawilżającą, co wcale nie było łatwe. Jak się okazało, moje wysiłki poszły na marne, bo niestety ta maska nie jest warta uwagi. W związku z tym, że nakładamy ją na noc, liczyłam na dogłębne nawilżenie i zmiękczenie skóry. Maska natomiast działa gorzej niż niejeden przeciętny krem nawilżający. Ma w sobie dziwne drobinki i chemiczny zapach. Niestety jestem na nie.

balea_bodycreme_kokos_wanilia_eveline_peeling_do_ust_blog_recenzja

Balea, Krem do ciała z kokosem i wanilią


Na blogu miałam okazję prezentować już kilka kosmetyków Balea i w głównej mierze byłam nimi zachwycona, ale krem do ciała zupełnie się nie sprawdził. Po tej marce spodziewałam się czegoś, co będzie pachniało naprawdę nieziemsko, tymczasem zapach określiłabym jako... nudny. Niby jest ok, ale nie zwracam na niego większej uwagi. Działanie natomiast kompletnie mnie rozczarowało - krem szybko się wchłania, ale skóra od razu jest sucha, zupełnie jak gdybym nie nałożyła nic po kąpieli. Kiedy budzę się rano, niestety to odczucie jest jeszcze bardziej nieprzyjemne.

Eveline, Peeling do ust


O peelingu już Wam wspominałam tutaj. Szczerze powiedziawszy, im dłużej go używam, tym bardziej nie rozumiem jego idei. Drobinki są małe i ostre, ale się nie rozpuszczają, więc po użyciu peelingu musimy je zetrzeć chusteczką. Peeling ma wygodną formę pomadki, ale zawarte w składzie olejki nie mają żadnych szans na działanie, bo produktu musimy się pozbyć z ust. Często też pomimo starcia pomadki drobinki nadal są wyczuwalne. Mam wrażenie, że peelingiem można sobie zrobić krzywdę, szczególnie zimą, jeśli wargi są spierzchnięte. Bezpieczniej będzie dla Waszych ust po prostu omijać ten produkt.


make-up_atelier_paris_waterproof_liquid_foudation

Make-Up Atelier Paris, Podkład wodoodporny


Na koniec coś, co miało być prawdziwych hitem, a u mnie kompletnie się nie sprawdziło. Po przeczytaniu wielu pochlebnych opinii i wysokiej cenie (ponad 100 zł!) spodziewałam się podkładu-petardy, a okazał się gorszy niż kilka razy tańsze drogeryjne pozycje. Ma dwa dość istotne plusy - występuje w bardzo jasnych, trudnych do znalezienia do odcieniach i niesamowicie wygląda na zdjęciach. Świeżo nałożony fluid daje efekt Photoshopa bez obróbki, naprawdę - spójrzcie sobie na te zdjęcia. Ale cóż po pięknych fotografiach, skoro podkład na żywo nie spełnia podstawowych oczekiwań? Wygląda dobrze niestety tylko przez jakieś trzy godziny po nałożeniu. Potem zaczyna się świecić i niesamowicie ścierać. Kiedy robię demakijaż wieczorem, na płatku w zasadzie nie ma już nic, za to w ciągu dnia sporo podkładu zostaje mi na dłoniach lub ubraniach. 

Mieliście któryś z tych produktów? Jakie są Wasze wrażenia?

Czytaj dalej »

Podręcznik pięknej skóry | Bożena Społowicz, Skin Coach

13 lutego 2017 3 komentarze
bożena_społowicz_skin_coach_książka_recenzja_opinia_blog

15 lutego premierę będzie miała bardzo ciekawa na rynku urodowym pozycja książkowa. Skin Coach to lektura obowiązkowa dla każdego, kto walczy o piękną skórę i zmaga się z przeróżnymi problemami - trądzikiem, przebarwieniami czy przedwczesnym starzeniem. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte mogłam książkę przeczytać przedpremierowo i opowiedzieć Wam, czemu warto sięgnąć po tę pozycję.

Autorką książki jest Bożena Społowicz - kosmetolog i pierwszy skin coach w Polsce - która postanowiła podzielić się swoją wiedzą i wieloletnim doświadczeniem. Skin Coach nie jest zwykłą książką, to podręcznik, który nie tylko przekazuje informacje, ale przede wszystkim uświadomia, jak wiele czynników wpływa na naszą skórę. Celem skin coachingu jest doprowadzenie cery do takiego stanu, aby wykazywała cechy skóry normalnej. Zawiera jednak elementy mentoringu, wsparcia, budowania pewności siebie i samoakceptacji, dzięki czemu mamy poczuć się piękne, także bez makijażu.

bożena_społowicz_skin_coach_książka_recenzja_opinia_blog

Holistyczne podejście do tematu zdrowia skóry, to dla mnie największa wartość tej książki. Wspólne spotkanie z autorką pozwala poczuć się jak na indywidualnej sesji, a podejście do zagadnienia obejmuje wiele aspektów. I choć wydaje mi się, że o skórze wiem całkiem sporo, to dałam się zaskoczyć. Dlatego myślę, że po przeczytaniu nikt nie będzie zawiedziony, choć książce trzeba poświęcić sporo czasu. 

Styl zdecydowanie nie przypomina pogawędki przyjaciółek o problemach z cerą, ale bardziej wywiad przeprowadzany na nas przez specjalistę. Nie jest to książka, którą przeczytamy do poduszki w jeden wieczór. Lekturę podzieliłam sobie na wiele małych części, aby móc jak najlepiej skorzystać ze zgromadzonej tam wiedzy. Autorka nie rzuca słów na wiatr - tłumaczy, jak konkretne substancje wpływają na skórę, omawiając jej budowę i reakcje z perspektywy biologii.

Książka ma bardzo mądrą i przemyślaną budowę, która sprawia, że czujemy się jak na konsultacji ze skin coachem. Zaczyna od diagnozy naszej skóry za pomocą przygotowanego przez autorkę koła skóry. To jedna z moich ulubionych części Skin Coach - dała mi czas na sumienne przeanalizowanie swoich nawyków, zmusiła do refleksji, ale też zmian, o których opowiem Wam na końcu. Następnie przechodzimy przez typy skóry, plan pielęgnacji, makijaż, aż po przepisy na kosmetyki, które sami możemy wykonać w domu.

bożena_społowicz_skin_coach_książka_recenzja_opinia_blog

I choć dla mnie minimalizm kosmetyczny autorki jest zbyt daleko posunięty, to nie czuję dyskomfortu z powodu tego, że mam czasem inne zdanie niż ona. Autorka inteligentnie nakłania do zmian, zakładając plan minimum i plan maksimum, przy czym doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy z nas ma swoje słabości i nawet dla niej 80% wykonania planu stanowi doskonały wynik. Najważniejszą lekcją, którą wyniosłam z lektury, było dla mnie to, że każdy mały krok może być kamieniem milowym. Każda wypita szklanka wody, każdy spacer na świeżym powietrzu i każde pół godziny tylko dla siebie (!) przybliża nas do zdrowego organizmu, a za tym także do pięknej skóry. I takie podejście niesamowicie mi się podoba. 

Książka ma też słabsze strony, które nie zaniżają jednak jej wartości. Nie do końca przekonuje mnie oprawa fotograficzna, która według mnie bardzo często nie przystaje do treści i nie wnosi nic ciekawego poza przerwaniem bloku tekstu. Wyjątkiem jest tylko rozdział z kosmetyczną kuchnią, który został potraktowany ze zdecydowanie większym zaangażowaniem. Polecane przez skin coacha produkty niestety w ogromnej części objęły bardzo drogie kosmetyki, a ja chętnie zobaczyłabym też tutaj tańszą alternatywę. Dość kontrowersyjną sprawą może tu być podział cery ze względu na typ, bardzo minimalistyczny plan pielęgnacji czy krytyka nakładania na twarz olejów. Jestem jednak przekonana, że w każdym rozdziale znajdziecie jakąś wartościową wskazówkę dla siebie.

bożena_społowicz_skin_couch_książka_recenzja_opinia_blog

Jak wpłynęła na mnie książka? Przede wszystkim czytanie było chwilą dla mnie i mojej skóry, przyjrzałam się swojemu stylowi życia i popełnianym błędom. Na początek postanowiłam wprowadzić kilka małych zmian, do których od razu przekonała mnie autorka (zgodnie z założeniem, że każda z tych małych zmian jest bardzo ważna).

  • swój poranek zaczynam teraz od szklanki wody z cytryną, która przynosi szereg korzyści dla organizmu. Dla mnie jest to też chwila na rozbudzenie i zdecydowanie łatwiej wstaje mi się w ten sposób, bo nie zrywam się szybko z łóżka, gdy tylko zadzwoni budzik.
  • do swojej porannej pielęgnacji wprowadziłam serum z witaminą C, które ma działanie antyoksydacyjne, a więc zapobiega starzeniu się, ale także wspomaga ochronę przeciwsłoneczną (a jak wiemy, to bardzo ważny aspekt!).
  • staram się zasnąć przed 23.00. Niestety nie zawsze jest to możliwe (ten post piszę właśnie przed 23.00 ;)), ale pozytywne skutki kładzenia się do łóżka ok. 22.30 są odczuwalne w zasadzie natychmiast, ponieważ nasz organizm regeneruje się najbardziej pomiędzy 23.00 a 1.00 w nocy. 
  • ograniczam fast-foody, gotowe dania i sklepowe słodycze. Te ostatnie staram się zastępować własnymi wypiekami, bo nie wyobrażam sobie życia bez cukru! Oczywiście pozwalam sobie na grzeszki, ale... naprawdę jesteśmy tym, co jemy!
  • rozważam też wprowadzenie mycia twarzy tylko przegotowaną wodą. Myślę, że to może być ważny krok przy pielęgnacji mojej cery, która bardzo źle reaguje na wszelkie zmiany wody podczas wyjazdów.

bożena_społowicz_skin_couch_książka_recenzja_opinia_blog

Czy słyszeliście już o książce Skin Coach? Macie w planach jej przeczytanie?

* post powstał we współpracy z Wydawnictwem Otwarte
Czytaj dalej »




SZABLON BY: PANNA VEJJS.