Krótki przegląd kosmetycznych nowości | Pielęgnacja włosów, nowy zapach i ciekawe bibułki matujące!

25 listopada 2019

Krótki przegląd kosmetycznych nowości | Pielęgnacja włosów, nowy zapach i ciekawe bibułki matujące!

ysl_yvesrsaintlauren_libre_merci_handy_bibułki_matujące_douglas

Ostatnie kosmetyczne nowości pokazywałam Wam jakiś miesiąc temu, ale jako że na razie nie planuję kolejnych zakupów, postanowiłam podsumować to, co się u mnie pojawiło.

Uwielbiam korzystać z promocji na perfumy i tak trafił do mnie nowy zapach marki YSL - Libre. Wcześniej otrzymałam próbkę od Douglasa i bardzo mi się spodobał, więc postanowiłam nabyć pełnowymiarową buteleczkę. Przy okazji zamówiłam też bardzo ciekawe bibułki matujące marki Mercy Handy. Zamknięte są w grubym, plastikowym opakowaniu z lusterkiem, a "nabiera" się je przy pomocy... puszka do pudru z taśmą. Bardzo ciekawe rozwiązanie!

camolin_żel_pod_prysznic_mydło_w_płynie_kosmetyki_wegańskie

Ostatnio otrzymałam paczkę PR-ową od marki Camolin, w której znalazłam żele pod prysznic oraz mydło w płynie. Produkty bardzo ładnie pachną, ich składy opierają się na naturalnych składnikach i co więcej - są to kosmetyki wegańskie, co wiele z Was może zainteresować. 

tusz_aliexpress_ddk_lashes

Na YouTube trafiłam na recenzję bardzo intrygującego tuszu do rzęs, który daje naprawdę spektakularny efekt - DDK Lashes. Zamówiłam więc opakowanie na Aliexpress. Na pełny produkt składają się dwie buteleczki: baza-tusz oraz włoski w płynie, które się do niej przyczepiają i pozwalają na stopniowanie efektu w zależności od liczby nałożonych warstw. 

łzs_łojotokowe_zapalenie_skóry_głowy_pielęgnacja_kosmetyki_produkty_pahrmaceris_oliprox

Na koniec nowe produkty do włosów. Jeśli śledzicie mój blog na bieżąco, wiecie, że odwiedziałam trychologa, który zdiagnozował u mnie łojotokowe zapalenie skóry głowy. Jako że żaden dermatolog, u którego przez ostatnie lata byłam, nie chciał mi udzielić pomocy w kwestii przetłuszczania się włosów, na razie postanowiłam nie konsultować się z żadnym lekarzem i spróbować zadziałać samodzielnie. 

I tak zakupiłam w aptece internetowej produkty przeznaczone do walki z ŁZS - szampon Pharmaceris oraz zestaw (szampon + wcierka) Oliprox. A do codziennego mycia kosmetyk od Białego Jelenia, bo jak do tej pory mam dobre doświadczenia z tą marką.

Które nowości zainteresowały Was najbardziej? A może polecacie jakieś produkty dedykowane problemom z ŁZS? 

Inglot, Konturówka do brwi w żelu | Produkt, którego używam od lat!

19 listopada 2019

Inglot, Konturówka do brwi w żelu | Produkt, którego używam od lat!

inglot_pomada_konturówka_do_brwi_12_makijaż_brwi_trwałość_efekt_cena_swatche_blog_opinia

Swoją przygodę z makijażem brwi zaczęłam od cienia i wosku. Pamiętam, że wtedy bardzo modne było nakładanie białego, perłowego cienia pod łuk brwiowy, co w swoim make-upie promowały gwiazdy, jak Rihanna. Miałam właśnie wtedy takie trio marki Inglot, która szturmem weszła ze świetną ofertą cieni na rynek.

A potem przyszła moda na pomady do brwi ABH - drogie i trudno dostępne. I wtedy zaczęłam rozumieć, że temu mojemu makijażowi czegoś brakuje. Niestety z natury mam jasne i bardzo niesymetryczne brwi, a lewa jest mocno wybrakowana w górnej części (co będziecie miały okazję zobaczyć niżej na zdjęciach). Marka Inglot wyszła jednak naprzeciw moim oczekiwaniom i w jej ofercie odnalazłam konturówkę do brwi, której zostałam wierna przez lata. 

inglot_pomada_konturówka_do_brwi_12_makijaż_brwi_trwałość_efekt_cena_swatche_blog_opinia

Produkt ma żelową konsystencję, dobrze trzyma się pędzla i umożliwia to, czego nie mogłam uzyskać cieniem - wypełnienie ubytków. Efekt można stopniować, po wyczesaniu pomady brwi wyglądają bardzo naturalnie. Jeśli macie odpowiednio cienki pędzelek, to możliwe będzie nawet narysowanie kresek imitujących włoski.

Chyba najważniejsze jest jednak dla mnie to, że produkt jest niezawodny i ma genialną trwałość: zawsze trzyma się cały dzień, nie zdarzyło mi się przez te lata, by coś się wytarło czy rozmazało, nawet gdy pada deszcz. Makijaż jest w perfekcyjnym stanie od momentu nałożenia do jego zmycia. 

Co ciekawe, dzięki poleceniu obsługi od razu trafiłam na świetny odcień - nr 12. W opakowaniu wygląda dość szaro, na kartce brązowawo, ale możecie zobaczyć, że po nałożeniu idealnie pasuje do blondynek, bo jest to coś pośredniego. Zobaczcie, jak bardzo zmienia się twarz i makijaż, kiedy dopełnimy je wyrazistszymi brwiami!

inglot_pomada_konturówka_do_brwi_12_makijaż_brwi_trwałość_efekt_cena_swatche_blog_opinia

W produkcie widzę jedynie dwa minusy. Większy z nich to to, że niestety dosyć szybko wysycha i nie jestem w stanie zużyć całego opakowania do końca. Często posiłkuję się później jakimś płynnym primerem, żeby to jeszcze podratować. Pomimo tego wydajność i tak jest świetna, bo opakowanie spokojnie wystarcza na kilka miesięcy codziennego użytkowania. Do ideału brakuje mu też tego, że nie nadaje się do stylizacji brwi - to znaczy, że nie utrwalimy nim niesfornych włosów, a jedynie nadajemy kolor i zarysowujemy kształt. Przy moich rzadkich brwiach nie jest to aż tak niezbędne, ale jeśli włoski wykrzywiają się Wam w różne strony, to konieczne będzie nałożenie dodatkowego produktu.

Za 2 g zapłacimy 43 zł - cena może nie jest najniższa, ale przy tej wydajności nie jest to ogromnie bolesne dla naszej kieszeni. Paleta kolorystyczna jest też na tyle bogata, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Na koniec mogę napisać, że polecam tę kosmetyczną pozycję z całego serca!

A Wy jakie pomady do brwi lubicie? Może przyjdzie czas na przetestowanie przeze mnie w końcu czegoś nowego :)

Clinique, Krem pod oczy Pep-Start | Moje pierwsze zetknięcie z marką

14 listopada 2019

Clinique, Krem pod oczy Pep-Start | Moje pierwsze zetknięcie z marką

clinique_pepstart_krem_pod_oczy_cena_efekty_działanie_recenzja_opinia_blog_blogerka

Pielęgnację okolicy oczu traktuję wyjątkowo serio - mam dużą świadomość tego, jak cienka jest skóra w tym miejscu. Jednocześnie w przypadku produktów pod oczy jestem skłonna do większego ryzyka i eksperymentów, uwielbiam sprawdzać coraz to nowe kremy, płatki czy maseczki. Jestem też w stanie zapłacić za taki kosmetyk więcej pieniędzy, bo wiem, że naprawdę jest to inwestycja na przyszłość. I tak właśnie zetknęłam się z kremem pod oczy marki Clinique - coś tam o nim słyszałam, znałam też markę, a dodatkowo po prostu miałam ochotę kupić produkt z perfumerii. 

(hamuje procesy starzenia się)

Krem wyróżnia się spośród innych już na pierwszy rzut oka dzięki aplikatorowi. Aby nałożyć kosmetyk, delikatnie pociągamy kuleczkę, przykładamy do skóry i naciskamy tubkę. Taki sposób to nie tylko oszczędność produktu, ale też świetna okazja do masażu. Aby pogłębić efekt i zadziałać mocniej na zasinienia i worki, krem możemy przed użyciem włożyć na parę minut do lodówki. 

Być może zabrzmi to trochę mało wiarygodnie, ale skuteczność kremu jest dostrzegalna niemal od razu - cienie pod oczami się rozjaśniają, skóra jest nawilżona, a zmarszczki spłycone (to zapewne zasługa zawartego w nim silikonu). Plusem jest to, że wysoko w składzie znajdziemy masło shea - które osobiście bardzo lubię i często szukam go w kosmetykach. Oprócz tego krem posiada również ekstrakt z alg i z kory magnolii (hamują procesy starzenia się), ekstrakt z boskiej trawy (działa łagodząco, antyoksydacyjnie, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny) czy kofeinę (pobudza mikrokrążenie, redukując obrzęki i zapobiega wiotczeniu skóry).

(hamuje procesy starzenia się)

Widziałam opinie wielu kobiet, które polecały ten krem pod makijaż. Zaskoczyło mnie, bo mam zupełnie przeciwne zdanie. Wprawdzie konsystencja jest lekka i teoretycznie produkt szybko się wchłania, ale pozostawia na skórze ochronny filtr. Z jednej strony daje to ogromny komfort, ale z drugiej - niestety ma wpływ na trwałość make-upu. Ostatnio zauważyłam, że mój tusz do rzęs zaczął się rozmazywać i szukałam przyczyny. Początkowo wzięłam za winowajcę korektor pod oczy, ale zastosowałam na dzień inny krem pod oczy i voila! Efekt pandy zniknął.

To jest minus, który ma według mnie ciekawy wpływ na skuteczność produktu. Odnoszę wrażenie, że stosowany rano daje lepsze rezultaty, bo spojrzenie jest bardzo odświeżone. Kiedy natomiast zaczęłam używać go na noc, to jest to zdecydowanie mniej widoczne. 

Pep-start to naprawdę fajny krem, choć jak możecie przeczytać - mam co do niego pewne zastrzeżenia. Cena waha się od 70 do 100 zł za standardową pojemność 15 ml, ale zapowiada się na naprawdę wydajny, więc można taki wydatek przeżyć. Mimo wszystko będę używać i masować się kuleczką z przyjemnością :)


Używałyście Pep-start od Clinique? Czy też zauważyłyście jakieś problemy z Waszym makijażem?


8 rzeczy, które zrobiłam dla swojego zdrowia i urody

9 listopada 2019

8 rzeczy, które zrobiłam dla swojego zdrowia i urody

problemy_z_cerą_i_włosami_badania_specjaliści_dieta_woda_sport_blog_blogerka

Dopiero teraz dotarłam do takiego momentu w swoim życiu, w którym zrozumiałam, że aby zadbać o swoje zdrowie (a przy okazji o urodę) trzeba na ten temat spojrzeć holistycznie. Nie wystarczy jedynie działać powierzchownie i „leczyć” objawy, lecz warto głębiej zrozumieć swoje ciało i dowiedzieć się czego mu brakuje.

Przez ostatnich kilka miesięcy zaczęłam się nad tym wszystkim poważnie zastanawiać. Postanowiłam dociekać źródła problemów i wtedy szukać rozwiązań, zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Chciałam się dzisiaj z Wami podzielić tym, co udało mi się już zrobić. Niektóre rzeczy są błahe, inne natomiast spowodowały szereg zmian w stylu życia. Mam nadzieję, że być może którąś z Was to zainspiruje czy zmotywuje do tego, by spojrzeć na siebie trochę inaczej.


1. Zrobiłam podstawowe badania

Jestem osobą, która nie ignoruje symptomów swojego organizmu i nie unika lekarzy, ale też brakowało mi swego rodzaju „przewodnika”, który doradziłby mi, co powinnam skontrolować. Podstawową morfologię staram się robić raz na rok / półtora roku. Ostatnie moje badania zostały zrobione jakoś na początku roku i były bardzo dobre, więc nie byłam pewna, czy jest je potrzeba teraz odświeżać. W końcu jednak zdecydowałam się na ten krok i okazało się, że poziom moich białych krwinek jest dosyć niski. Było to dla mnie zaskakujące, bo nie czułam się źle – może czasem trochę zmęczona, ale nie miałam ostatnio problemów z brakiem odporności czy infekcjami. Na razie będę na siebie bardziej uważać, a w razie potrzeby skonsultuję się z lekarzem.

Nowością dla mnie były badania hormonów tarczycowych. W zeszłym roku lekarz zalecił mi zbadanie podstawowego parametru TSH, ale dopiero teraz wgłębiłam się w temat i okazuje się, że ten jeden czynnik niewiele nam mówi. Nie chcąc więc tłumaczyć się lekarzowi, zrobiłam badania prywatnie – nie kosztowały aż tak dużo, a były bardziej szczegółowe. Oprócz TSH zawierały też takie parametry, jak FT3, FT4 oraz badania autoprzeciwciał przeciwtarczycowych. To ich wahania i duże rozbieżności mogą nam dopiero więcej powiedzieć o stanie tarczycy. Pomimo że wyniki okazały się w normie, ja jeszcze rozważam wykonanie USG tarczycy, które ostatni raz miałam z 20 lat temu.

Jako że przez długi czas prowadziłam dosyć stresujący tryb życia, zbadałam także poziom witaminy D, kortyzolu oraz ferrytyny (jest to białko odpowiedzialne za magazynowanie żelaza). 


2. Wykonałam testy na nietolerancje pokarmowe

W zeszłym roku przez kilka miesięcy chodziłam regularnie na zabiegi kwasowe u kosmetologa. Z polecenia udało mi się trafić na cudowną babeczkę, której naprawdę zależy na tym, aby klientka pozbyła się swoich problemów, a nie zostawiła tylko u niej pieniądze. Widząc moje kłopoty z cerą, dokładniej z zaskórnikami i grudkami, oceniła, że jest to wynikiem nietolerancji pokarmowej – według niej ewidentnie coś mi w mojej diecie nie służyło. Długo opierałam się przed zrobieniem badań, bo niestety są one drogie, ale kiedy przeliczyłam, ile kosztowały mnie zabiegi kwasowe, wydanie 500 zł nie wydało się aż tak straszne. Tym bardziej, że okazało się, iż kosmetolog miał rację! Już wcześniej podejrzewałam, że mleko może przyczyniać się do powstawania u mnie niedoskonałości, a wyniki badań to potwierdziły. Nie toleruję kazeiny, czyli białka mleka krowiego, które niestety nie ulega rozkładowi pod wpływem temperatury. A to oznacza, że zmuszona jestem do całkowitego wyeliminowania nabiału z mojej diety. Całe szczęście poziom tej nietolerancji nie jest wysoki, ale daje już objawy kliniczne. Wyszło na jaw też jeszcze kilka drobnych rzeczy, jak np. pieprz, ale tutaj przebieg tej nietolerancji jest już bezobjawowy.


problemy_z_cerą_i_włosami_badania_specjaliści_dieta_woda_sport_blog_blogerka


3. Odwiedziłam trychologa i otrzymałam diagnozę

Konsultacja z trychologiem chodziła mi już po głowie od dawna (zamierzona gra słowna ;)), ale… miałam problem ze znalezieniem odpowiedniego specjalisty. W końcu udało mi się za bardzo sensowną kwotę wyhaczyć pewien salon na grouponie. Byłam bardzo zaskoczona wizytą, bo specjalista nie tylko zbadał skórę głowy pod mikroskopem, ale przeprowadził bardzo szczegółowy wywiad i spisał zalecenia, jak wykonanie badań (co częściowo już wypełniłam) czy zmiany w diecie. Co ciekawe, dał mi też diagnozę, którą podejrzewałam od dawna, ale dermatolodzy mnie zbywali – czyli łojotokowe zapalenie skóry. Na razie na podstawie zaleceń trychologa oraz researchu w Internecie i własnej wiedzy wprowadzam intensywny i czasochłonny plan pielęgnacyjny. Jeśli jesteście ciekawe, bardzo chętnie opiszę Wam go na blogu.


4. Wprowadzam zmiany w diecie

Aktualnie jestem w trakcie zmian w mojej rutynowej diecie. Rezygnacja z nabiału to dla mnie duże wyzwanie, bo na tych produktach opierały się moje posiłki… Na razie testuję produkty wegańskie i szukam tego, co najbardziej mi smakuje. Mam tu na myśli w szczególności zamienniki mleka krowiego i jogurtów.

Oprócz tego zgodnie z zaleceniami trychologa staram się wprowadzić produkty zawierające antyoksydanty – witaminę A, E oraz C, a także cynk. Antyoksydanty zapobiegają starzeniu się organizmu i powstawaniu nowotworów, wspierają mechanizmy obronne naszych komórek. Jako że muszę zrezygnować z produktów mlecznych, szukam też źródeł wapnia. Tutaj jeszcze długa droga przede mną, choć od dłuższego okresu przykładam większą wagę do mojego żywienia. Teraz muszę jednak temu poświęcić jeszcze więcej czasu i energii. 


problemy_z_cerą_i_włosami_badania_specjaliści_dieta_woda_sport_blog_blogerka

5. Piję 1,5 l wody dziennie

Na pewno dla ogromnej większości z Was picie wody jest bardzo naturalną czynnością. U mnie to tak nie wygląda, bo rzadko czuję pragnienie, więc nie sięgam automatycznie po coś do picia. Zdarzało mi się, że przez cały dzień potrafiłam wypić tylko 4 kawy… Nie ma szans, żeby to nie odbijało się na organizmie. Przeważnie do picia wody miałam słomiany zapał, ale teraz naprawdę uparłam się, że wprowadzę ten nawyk w życie. Przyniosłam do pracy półlitrowy shaker sportowy i cały czas mam wodę na biurku. Dodatkowo, dodaję do niej sok aloesowy, który właśnie działa antyoksydacyjne, a także wspiera odporność. Co ciekawe, kiedyś na konferencji dla blogerów dowiedziałam się, że nie powinniśmy pić czystej wody, lecz przełamać czymś jej pH (np. ogórkiem czy cytryną), bo w przeciwnym wypadku nie nawadnia ona naszego organizmu, lecz jedynie przez niego przelatuje. 


6. Kupiłam roczny karnet na siłownię i… zrezygnowałam z windy J

Właśnie kończył mi się mój roczny karnet na siłownię i odnowiłam subskrypcję. Ćwiczę, ale za mało i zbyt nieregularnie, i naprawdę chcę to naprawić! Trycholog zalecił mi nawet, jakie zajęcia powinnam wybierać – streching, mobility, jogę, zdrowy kręgosłup i basen oraz… robić sobie dzień dla siebie, właśnie z aktywnością fizyczną i relaksem. Część z tego mam zamiar realizować, ale jednak mimo wszystko nie chcę rezygnować z bardziej intensywnego fitnessu, jak zumba czy trampoliny.

Już kilka miesięcy temu postanowiłam zrezygnować z windy. Muszę przyznać, że  akurat to wychodzi mi bardzo dobrze. To taka drobna zmiana, która jest błaha, ale robi coś dobrego dla naszego organizmu. Mieszkam na trzecim piętrze, więc nie jest to bardzo męczące (choć początkowo było, a to zły znak!), wybieram schody nawet, kiedy jestem padnięta po całym dniu lub wracam z miękkimi nogami z treningu. Z windy czasem zdarza mi się jeszcze korzystać tylko w przypadku, kiedy mam ciężkie zakupy.

problemy_z_cerą_i_włosami_badania_specjaliści_dieta_woda_sport_blog_blogerka

7. Zainstalowałam aplikację do liczenia kalorii

Na początku roku straciłam sporo kilogramów i niestety aktualnie zmagam się z efektem jojo… Zainstalowałam więc aplikację Fitatu, która liczy kalorie i dostarczane składniki odżywcze. Aplikacja naprawdę otwiera oczy na pewne rzeczy i zwiększa świadomość, czy dobrze się odżywiamy. Ja teraz już wiem, jakie produkty są bardzo kaloryczne, czego dostarczam zbyt mało oraz ile powinnam jeść w ciągu dnia, by zachować dobrą formę. Okazuje się, że do tej pory często moje porcje były zbyt duże, a głównym winowajcami wzrostu wagi były makaron, chleb i zbyt późne, obfite kolacje (zamieniłam je na bardziej treściwe śniadania, które traktowałam po macoszemu).


8. Włączyłam suplementację

Do mojej diety dołożyłam też niewielką suplementację na podstawie potrzeb mojego organizmu:
  • magnezu, ze względu na to, że piję duże ilości kawy,
  • witaminę C, ponieważ zaczyna nam się sezon przeziębień, a moja odporność jest obniżona,
  • witaminę D, bo choć według badań jest u mnie w normie, to przy tej niższej granicy. Dodatkowo zimą jej zapas będzie się stopniowo zużywać.



Post jest bardzo długi, ale tak naprawdę wiele tematów można tutaj jeszcze rozwinąć, jak pielęgnacja włosów przy łojotoku, dieta, jak i to, co jeszcze planuję zrobić  w kierunku swojego zdrowia. Mam nadzieję, że tego typu tematy są dla Was interesujące, bo wydają mi się wyjątkowo ważne. Chciałabym, żeby blog nie był tylko zbiorem recenzji i trików, ale także skłaniał Was do refleksji i robił coś dobrego!

Nowości w mojej szafie | Stone Skirts, Selfieroom, Varlesca, Rose Boutique, Renee i inni

5 listopada 2019

Nowości w mojej szafie | Stone Skirts, Selfieroom, Varlesca, Rose Boutique, Renee i inni

stoneskirts_sukienka_czerwona_wiązana_jakość_czy_warto_kupić

W ostatnich miesiącach pojawiło się u mnie tyle nowości ubraniowych, że aż nie zdążyłam wszystkiego sfotografować do tego postu (bardzo często wstaję wcześniej rano, żeby zrobić zdjęcia przed pójściem do pracy). Dodatkowo, czekałam jeszcze na kilka paczek, które teraz już do mnie dotarły. Stwierdziłam, że w sumie post i tak byłby zbyt długi, więc dobrze będzie to podzielić! Dzisiaj oprócz ubrań zobaczycie także buty i torebki. Myślę, że teraz już tak uzupełniłam garderobę, że będę zmuszona przez dłuższy czas zrezygnować z kolejnych zakupów (a ja uwielbiam robić zakupy!). 

stoneskirts_koszula_sukienka_jakość_czy_warto_kupić

Stone Skirts


W ostatnich miesiącach odkryłam sklep Stone Skirts - moim pierwszym zamówieniem była przepiękna, czerwona sukienka z pierwszego zdjęcia. Jej długość to midi, ale można ją regulować dzięki wiązanym ramiączkom, a dodatkowo ma jeszcze kieszenie! Jakość tej sukienki tak mnie zachwyciła, że zdecydowałam się na kolejne produkty tej marki. Najpierw na neonową sukienkę - nie posiadam w swojej szafie takich kolorów stąd mój wybór, która ma dosyć luźny krój, ale wiąże się ją w pasie. Koszula natomiast jest fajną opcją na ciepły, jesienny dzień. Jako że jest lekko prześwitująca, to i tak wymaga założenia czegoś pod spód. Co ciekawe, te produkty mają domieszkę jedwabiu!

selfieroom_komplet_basic
selfieroom_koszulka_tshirt_top
bluza_oversize_selfieroom

Selfieroom


Selfieroom to sklep, w którym bardzo często kupuję rzeczy z kategorii basic, bo jest ich tam naprawdę sporo! W moim posiadaniu znalazł się czerwony komplet złożony z crop topu oraz długiej, ołówkowej spódnicy (trzeba przyznać, że naprawdę ładnie podkreśla kształty!). Zwykły, ale uroczy T-shirt w paski z tego sklepu ozdabiają falbaniaste rękawy. Kolejne rzeczy są właśnie typowo bazowe - szary top oraz oversize'owa bluza z dekoltem na plecach. Kupiłam ją z myślą o eksponowaniu koronkowej bielizny ;)

varlesca_spódnica_mini_panterka_woskowane_spodnie

Rose Boutiqe i Varlesca


W Rose Boutique upolowałam bardzo wyjątkową, białą bluzkę z ażurowym deseniem. Jedyną moją obiekcją co do niej jest to, że mogłaby być troszkę dłuższa. Pierwszy raz zrobiłam zakupy w sklepie Varlesca - wybrałam falbaniastą mini w panterkę oraz woskowane spodnie (kupiłam je z myślą właśnie o koszuli ze Stone Skirts). 

czerwona_ramoneska_dobrej_jakości_answear
szary_klasyczny_płaszcz_wełniany_mango

Ramoneska i płaszcz


Od dawna myślałam o ramonesce w wyrazistym kolorze, ale w sieciówkach najczęściej nie odpowiadało mi (niestety niechlujne) wykończenie. Na wyprzedaży w Answear  trafiłam na tego gagatka (Jacqueline de Young)! Cieszę się, że ma pagony na ramionach, bo bardzo lubię ten element w ramoneskach. Jej uzupełnieniem jest kwiecista apaszka z Orsaya. Kupiłam też płaszcz z domieszką wełny z Mango. Zależało mi na neutralnym kolorze i klasycznym kroju. Myślałam, że będzie troszkę grubszy, ale sprawdzi się w chłodniejszy, jesienny dzień. Do płaszcza długo szukałam odpowiedniego szala, chciałam, żeby był gruby, duży i ciepły. Interesujący model znalazłam dopiero w Vero Modzie. 

anwear_eleganckie_spodnie_na_spotkanie
answear_stylizacja_biznesowa_elegancka_na_spotkanie

Biznesowo!


Postanowiłam uzupełnić też szafę o coś bardziej eleganckiego i odpowiedniego na spotkania biznesowe, które mi się czasem zdarzają. I tak wybrałam białą koszulę o nietoperzowym kroju (Answear), ale z fajnym tyłem z ażurowymi prześwitami, spodnie z wysokim stanem i prostą nogawką oraz spódnicę midi na gumce z małymi guziczkami z przodu (obie rzeczy z Vero Mody). 

sweterek_orsay_t-shirt_z_półgolfem
basic_koszulka_t-shirt_bazowy_gdzie_kupić

Basicowo!


Jak pewnie mogliście już zauważyć, bardzo często decyduje się na podstawowe wersje ubrań w jednolitym kolorze. I tak trafił do mnie różowy sweter, znowu z myślą o eksponowaniu koronkowej bielizny (na zdjęciu wyżej - Vila) oraz cienki sweterek z rękawem 3/4 ozdobiony srebrnymi guzikami. Z myślą o wzorzystych marynarkach zaopatrzyłam się w kilka koszulek - czarną z półgolfem (Orsay), białą z długim rękawem i dekoltem w łódkę (Orsay), bordową (Mango) i ciemno różową (Jacqueline de Young).

renee_kombinezon_w_kwiaty_na_lato_hiszpanka
fuksjowy_różowy_garnitur_damski_z_czym_łączyć_stylizacja
buty_renee_sandałki_botki_czółenka

Renee - ubrania i buty


Jeśli zaglądacie w moje "modowe" posty, na pewno zauważyliście, że niemal zawsze pojawia się w nich sklep Renee. Na wyprzedaży dosłownie za gorsze kupiłam kwiecisty kombinezon, który bardzo wydłuża nogi i ma dekolt na gumce, więc można go nosić jako hiszpankę. Drugą rzeczą był fuksjowy garnitur, który za mną chodził - niestety tutaj jestem zawiedziona jakością wykonania, ale kupiłam go za połowę ceny i stwierdziłam, że nie będę go już zwracać. (Specjalnie do garnituru dokupiłam też T-shirt w kwiaty z Answear, fajnie się komponują!) 

Nie mogło zabraknąć butów. Dwie pary sandałek kupiłam na tej samej promocji. Jedna para jest czarna ze srebrnymi elementami, druga różowo-szampańska. Po kilku tygodniach zamówiłam też czarne czółenka z niewielkim obcasem i bordowe botki na słupku. 

torebka_skórzana_shopper_answear
torebka_parfois_nerka_czarna_tally_wejil

Torebki


W końcu zdecydowałam się na pierwszą w mojej kolekcji skórzaną torebkę. Ze względu na ten materiał chciałam, żeby była to czarna shopperka, prosta i bez udziwnień, które wyjdą z mody. Przeciwieństwem do niej jest torebka z Parfois w charakterystyczne dla tej marki kolorowe kwiaty. Co ciekawe, model jest dwustronny: można go inaczej zapiąć i torebka będzie miała jasnoróżowy kolor. Szukałam też fajnej nerki, ale ciągle coś mi nie pasowało - albo była zbyt sportowa, albo... za mała. Zastanawiałam się długo nad tym zakupem, nad tym, czy jest on niezbędny. Ale okazało się, że kiedy pracuję w terenie (czasem organizuję eventy albo sesje zdjęciowe), sprawdza się idealnie! Nerka z Tally Wejil ma odpowiednią wielkość do tego, aby zmieściły się tam dokumenty, klucze i telefon. 

bielizna_gorteks_blog_zdjęcia_klientów

Bielizna


Na koniec bielizna... Przeważnie wybierałam dosyć klasyczne kroje i kolory, bo skupiałam się na tym, aby rozmiar był odpowiedni, a nie jak ta bielizna wygląda. Przez reklamę na Facebooku trafiłam do sklepu Gorteks, który oferuje szeroki wybór rozmiarów oraz kolorów. Zdecydowałam się więc na coś bardziej szalonego, a do tego w naprawdę niskiej cenie. 


Pochwalcie się, co ostatnio pojawiło się w Waszych szafach!

Niedzielne SPA | Regenerujący zastrzyk dla włosów, cery i stóp

27 października 2019

Niedzielne SPA | Regenerujący zastrzyk dla włosów, cery i stóp

pielęgnacja_niedziela_dla_włosów_szampon_basiclab_fioletowy_szampon_biosilk_chłodny_blond_syoss_salonplex_żel_aloesowy_maska_anna_nafta_kosmetyczna

W ten weekend niestety zaliczyłam poważy spadek energii, dlatego dla podładowania akumulatorów postanowiłam zrobić sobie dzień dobroci dla siebie. Poświęciłam więcej czasu niż zwykle na bardziej intensywną pielęgnację.

Na pierwszy ogień poszły włosy (to sformułowanie w tym połączeniu zabrzmiało groźnie ;)). Najpierw umyłam je szamponem do włosów cienkich BasicLab. Użyłam go do pierwszego mycia, bo szczerze mówiąc, nie przepadam za nim - pachnie jak proszek do prania i moje włosy się po nim nie układają. Do drugiego mycia wykorzystałam natomiast fioletowy szampon Biosilk w trosce o mój odcień blondu. I faktycznie po użyciu widać różnicę w kolorze, bo stał się odrobinę chłodniejszy.

Po oczyszczeniu przyszła pora na maskę, której nie używałam całe wieki. Mój wybór padł na trochę zapomnianą markę Anna Cosmetics i coś, co może się kojarzyć ze starym, domowym sposobem na piękne włosy, bo produkt zawiera w sobie naftę kosmetyczną, jajko i drożdże. Skórę głowy dopieściłam żelem aloesowym, a końcówki serum Syoss z serii SalonPlex. Po takiej dawce włosy nabrały trochę życia, stały się bardziej miękkie i błyszczące. 

pielęgnacja_cery_maseczka_marion_płatki_pod_oczy_chusteczki_złuszczające_sephora_roler_z_kwarcu

Później zajęłam się twarzą. Jako że dzisiaj nie nakładałam makijażu - jedynie odrobinę pudru mineralnego, zdecydowałam się na użycie po raz pierwszy ciekawych chusteczek z Sephory, które mają dwie różne strony. Pierwsza oczyszcza / zmywa makijaż, a druga złuszcza skórę dzięki drobnym wypustkom. Nie jestem przekonana do zmywania pełnego make-upu takimi chusteczkami, ale może być to fajna opcja do uzupełnienia demakijażu o kolejny krok. 

Potem przyszedł czas na płatki pod oczy z Purederm. Super jest to, że za całą taką paczkę, która wystarcza na 15 razy zapłaciłam jakieś grosze. Płatki może nie dają jakoś genialnego efektu, ale przy regularnym stosowaniu można zauważyć lepsze nawilżenie i delikatne napięcie. Na skórę twarzy wylądowała natomiast maseczka z miodem i cytryną od Marion, która szczególnie mnie nie zachwyciła. Działa jak dobrze nawilżający krem, ale odnoszę wrażenie, że powoduje u mnie zatykanie porów i wysyp niedoskonałości. Po wchłonięciu produktu zabieg uzupełniłam masażem rolerem z kwarcu, który wcześniej włożyłam do lodówki - bardzo odprężające!

pielęgnacja_stóp_evree_kąpiel_peeling_maska_she_foot

Na koniec zostały mi troszkę zapomniane stopy - nie poświęcałam im ostatnio zbyt dużo uwagi. Najpierw przez kilka minut wymoczyłam je w ciepłej wodzie z dodatkiem płynu do kąpieli stóp marki Evree, który fajnie zmiękcza naskórek i daje efekt odświeżenia. Wykorzystałam to, że skóra była miękka i nie poprzestałam na tym jednym kroku. Dodatkowo, zrobiłam peeling i nałożyłam maskę od SheFoot. Stopy są mi oczywiście wdzięczne za taką opiekę ;), ale jednocześnie nie do końca przekonują mnie takie jednorazowe zabiegi w saszetkach. W moim przypadku efekt jest odczuwalny maksymalnie jeden dzień. Markę SheFoot natomiast bardzo lubię i są to produkty, które naprawdę fajnie się u mnie sprawdzają. 

Muszę przyznać, że już dawno nie robiłam u siebie takich intensywniejszych zabiegów! A jak to jest u Was? Dbacie o siebie w pośpiechu pomiędzy kolejnymi zadaniami, czy macie w tygodniu jakiś dzień na małe SPA?