theBalm, Nude 'tude: naturalna i seksowna | Opinia, swatche i makijaż!

28 kwietnia 2017

theBalm, Nude 'tude: naturalna i seksowna | Opinia, swatche i makijaż!

the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog

Na blogu dawno nie było nic z kolorówki, a w szczególności cieni do powiek. Dzisiaj na tapet wzięłam bardzo popularną swego czasu paletę Nude 'tude marki theBalm, której produkty bardzo lubię, bo są dobrej jakości i mają niezłą trwałość. 

Ta paleta nie mogła wyglądać inaczej - sześć kobietek w pin-upowym stylu jest bardzo charakterystycznych dla theBalm. W tym przypadku marka niesamowicie się z nami bawi - panie teoretycznie, jak nazywa wskazuje, są nagie, ale odpowiednie miejsce przykrywają... cienie! Na okładce mamy sypialnię w stylu glamour - czego więc możemy się spodziewać po otwarciu drzwi sypialni? ;) Z jednej strony trochę to prowokacyjne, z drugiej nie jest w ogóle wulgarne. Raczej ma to wskazywać na to, że paletą możemy uzyskać naturalny, a zarazem seksowny look, pomagający podnieść pewność siebie. Myślę, że jak najbardziej udało się te dwie rzeczy połączyć, bo paleta daje naprawdę ogromne możliwości, jeśli chodzi o wersje makijażu. Mnie udało się zrobić tutaj kilka udanych zestawień i uzyskać różny efekt: lekki, rozświetlający, ciemniejszy dzienny, wieczorowy, smoky eyes. Nazwy cieni są również dopasowane do całej palety. 'tude to nieodpowiednie, pewne siebie, wywyższające się zachowanie. Nie dziwi więc fakt, że wśród cieni znajdziemy bezczelną, nieprzystępną, samolubną, ale też kuszącą. To trzeba przyznać - koncepcja, konsekwentność w jej realizowaniu i spójność palety są bardzo wyraźne i doskonale wpisane w markę. Taka zabawa z klientem bardzo mi się podoba: lubię, jak muszę coś rozgryźć i nie wszystko jest podane na tacy. 

Jeśli chodzi o rzeczy "techniczne" to oczywiście paleta wykonana jest z grubej, świetnej jakości tektury, a w środku ma lusterko. I to całkiem spore, więc bez problemu można w nim wykonać nawet pełny makijaż twarzy.

the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog

Cienie mają różną pigmentację w zależności od odcienia, co pokażę Wam niżej na dokładnych swatchach. Uwielbiam wielozadaniowość tej palety i połączenie, które do siebie niesamowicie pasuje, a zarazem nie jest jedynie zbiorem brązów. Bo znajdziemy tu i róże, i fiolet, i złoto, i brązy zarówno ciepłe, jak i z chłodną poświatą. Mamy tutaj wykończenia perłowe (ale nie mylcie tego z jakąś tandetą!), jak i matowe. Uniwersalność tej palety jest niesamowita - być może nie wykorzystacie wszystkich cieni, ale nie ma szans, żebyście nie znalazły w tym wszystkim czegoś dla siebie. Jedyne czego mi brakuje, to jednego matowego, beżowego cienia, który służyłby do rozblendowania górnej granicy koloru. 

Pisząc tę recenzję, porównałam sobie Nude 'tude z Naturally Your Zoevy. Widać między nim pewne podobieństwo, ale jeśli Zoeva wydaje Wam się trochę zbyt złota, to Nude 'tude będzie idealną alternatywą. W Zoevie zdecydowanie brakuje mi odcienia rose gold - taki kolor daje efekt świeżości i rozświetlenia, koniecznie musicie coś takiego mieć w swojej kolekcji. Mam nawet wrażenie, że cienie theBalm są lepiej napigmentowane od tych w Naturally Yours Zoevy (choć i w Nude 'tude mamy mniej kryjące kolory). Maty są jednak w theBalm zdecydowanie bardziej tępe - trudniej się je rozciera, ale da się bardzo ciemne cienie doprowadzić nawet do wersji dziennej. Trzeba jednak troszkę wprawnej ręki. Przyda się tutaj dość duży, puchaty pędzel, który sobie z nimi poradzi. Ja jeszcze lubię na pędzel nakładać puder - wtedy blendowanie idzie zdecydowanie łatwiej. Trwałość jest zbliżona do Zoevy - u mnie niestety żadne cienie nie trzymają się bez bazy, bo mam bardzo tłustą powiekę. Z bazą wytrzymują ok. 10 godzin, potem zaczynają się troszkę rolować, ich kolor jednak nie blednie. Warto też dodać, że nie osypują się ani podczas nakładania, ani podczas noszenia makijażu. 

the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog_swatche_kolory

A teraz przejdźmy do konkretnych odcieni i przyjrzyjmy się im bliżej!

Sassy - perłowa biel; szczerze mówiąc ten cień zamieniłabym właśnie na beż. Używam go do rozświetlania wewnętrznych kącików, ale według mnie jest to jednak cień dający mocny efekt i trzeba umieć się nim posługiwać. 

Stubborn - ładny, delikatny róż; jeden z moich ulubionych cieni, mimo że jest troszkę słabiej napigmentowany. Zdecydowanie nadaje się jako cień bazowy pod cały makijaż oka. Niestety trzeba nałożyć dwie warstwy, żeby był widoczny.

Selfish - złoto-brązowy kolor ze srebrną poświatą. Ten odcień przypomina mi troszkę cień Maybelline Color Tattoo On and On Bronze (pamiętacie ten cień jeszcze? swego czasu ogromny hit!), ale tutaj zdecydowanie w chłodniejszej wersji. 

Sophisticated - ciepły brąz ze złoto-różowymi drobinkami. Super sprawdzi się do zewnętrznego kącika.

Sexy - absolutnie ubóstwiam ten cień! Określiłabym go jako bakłażanowy mat. Z jednej strony wydaje się brązowy, ale po nałożeniu wybija się głęboki fiolet. Naprawdę piękny!

Serious - czarny, matowy kolor. 
 
the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog_swatche_kolory

Snobby - żółte złoto. Ja za bardzo nie przepadam za takimi odcieniami (po prostu mi nie pasują), ale ładnie się komponuje z Seductive, bo mają jakąś podobną nutę.

Stand-offish - piękne różowe złoto. Niestety jest słabo napigmentowany, ale uwielbiam nanosić go na środek powieki jako wykończenie makijażu. Dzięki temu make-up jest ciekawy, wielowymiarowy, a powieka wydaje się bardzo wypukła, a co za tym idzie, po prostu większa. 

Sultry - matowy, ciepły brąz - czyli odcień must-have. Używam go w zewnętrznym kąciku, jeśli chcę uzyskać bardzo delikatny makijaż, a w wersji dziennej, ale ciemniejszej nakładam go na całą powiekę i łączę z Seductive i Snobby. 

Seductive - mocno napigmentowany ciepły brąz ze złotą poświatą. Na ręce może się wydawać troszkę dziwny, ale na oku robi dobrą robotę. 

Silly - matowy brąz ze złoto-różowymi drobinkami. To jest troszkę dziwny cień, a zarazem intrygujący. Jest bardzo tępy, a ta matowa baza nie jest mocno napigmentowana, więc można się z nim fajnie pobawić.

Sleek - bardzo ciemny, matowy brąz, który po nałożeniu tak naprawdę wygląda jak czarny. Szczerze mówiąc, ten cień chyba kupuję najmniej. Wymieniłabym go na coś innego. 

the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog_swatche_kolory_makijaż_dzienny_lekki

A tutaj paleta w akcji! Na całą powiekę nałożyłam cień Stubborn, w zewnętrzny kącik Sexy, a na środku dołożyłam różowe złotko Stand-offish. Jak widzicie, ten ciemny bakłażan naprawdę da się rozblendować tak, by pasował do dziennego makijażu. Udało mi się uzyskać bardzo lekki, świeży i rozświetlający efekt. W sam raz na wiosnę! :) Specjalnie nie dokładałam kreski ani sztucznych rzęs. Chciałam Wam pokazać, że można użyć palety do bardzo szybkiego i prostego makijażu, takiego, który często noszę na co dzień. 

Paletę możecie kupić tutaj za 132 zł. Jeśli cena wydaje Wam się wysoka, weźcie pod uwagę, że mamy tutaj aż dwanaście cieni!

the_balm_nude_tude_paleta_cieni_neutralnych_na_dzień_opinia_recenzja_blog

Na koniec chciałabym Wam polecić sklep, z którego pochodzi moja paleta, a mianowicie MakeUp.pl. Widzieliście kiedyś fioletową folię bąbelkową? Ja już tak! Bo właśnie w takiej otrzymujemy kosmetyki z tej drogerii. Zapakowane ze starannością i bardzo dokładnie - nie ma szans, żeby się coś uszkodziło. Sklep ma dwie ogromne zalety - darmową dostawę bez względu na wielkość zamówienia oraz szybkość realizacji. Paletę dostałabym następnego dnia po zamówieniu, gdyby nie to, że nie było mnie wtedy w domu. Mogłam sobie jednak przełożyć termin odbioru na pasujący - myślę, że dla wielu z Was jest to bardzo ważny aspekt. Zamówienie otrzymane w dobę? To robi wrażenie! W drogerii jest ogromny wybór marek, także tych selektywnych, możecie nawet kupić zapachy w atrakcyjnych cenach. 

Jak Wam się podoba paleta theBalm? Widzicie w niej kolory dla siebie?


*wpis powstał we współpracy ze sklepem MakeUp.pl

Gadżety Kobiety: podświetlane lusterko z Chin niczym z garderoby gwiazdy!

25 kwietnia 2017

Gadżety Kobiety: podświetlane lusterko z Chin niczym z garderoby gwiazdy!

podświetlane_lusterko_do_makijażu_z_chin_opinia_recenzja_blog_gdzie_kupić_podświetlane_lusterko

Podświetlane lusterko to niezwykle przydatny gadżet podczas wykonywania porannego makijażu, w szczególności zimą, kiedy dzień jest bardzo krótki. Być może pamiętacie, że w swoich zbiorach posiadam już takie lusterko i byłam bardzo zadowolona z zakupów:


Ostatnio jednak dostałam propozycję przetestowania gadżetów z chińskiego sklepu ToSave - zobaczyłam to lusterko i... przepadłam! Spójrzcie na to lusterko w sklepie. Pod linkiem znajdziecie wszystkie niezbędne informacje o wymiarach, dostępnych kolorach, cenie i przesyłce. 

podświetlane_lusterko_do_makijażu_z_chin_opinia_recenzja_blog_gdzie_kupić_podświetlane_lusterko

Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się zbyt wiele. Obawiałam się, że lusterko może nie przetrwać transportu przez pół świata. Straciłam też nadzieję, kiedy w ciągu miesiąca nie dostałam paczki. To był jedyny minus, bo samo lusterko wynagrodziło czas oczekiwania!

Wybrałam kolor biały, bo ładnie komponuje się na biurku. To, co mnie zaskoczyło, to rozmiar lusterka. Jest naprawdę ogromne (ok. 26 cm wysokości i 19 cm szerokości), dzięki czemu obejmuje całą twarz, a nawet dekolt. Lusterko odzwierciedla obraz 1:1, czyli jest zwykłe, niepowiększające. Możecie sobie nawet w nim z powodzeniem strzelić selfie ;) Zasilane jest za pomocą czterech standardowych baterii AA (których nie ma w zestawie) - może być to zarówno wadą, jak i zaletą. Z jednej strony nie mamy problemu z kablami (u mnie to lusterko ciągle wędruje pomiędzy półką a biurkiem), z drugiej - te baterie trzeba będzie wymieniać i dokupować. 

podświetlane_lusterko_do_makijażu_z_chin_opinia_recenzja_blog_gdzie_kupić_podświetlane_lusterko

Lusterko ma z tyłu podpórkę (jak ramki na zdjęcia), dzięki której możemy zmieniać kąt ustawienia lusterka. Design niesamowicie mi się podoba - czyż nie wygląda, jak wyciągnięte z garderoby gwiazdy? :)

Najważniejszą rzeczą jest jednak oczywiście podświetlenie! Lusterko ma aż 16 LED-owych żaróweczek, a intensywność światła można regulować. Na dole mamy specjalny przycisk, który działa jako włącznik/wyłącznik, a po przytrzymaniu zmienia się jasność światełek. Na powyższym zdjęciu po lewej stronie maksymalna jasność, po prawej minimalna. Różnica jest spora, ale niestety nie dało się tego uchwycić aparatem. 

W zasadzie jedynym minusem lusterka jest dla mnie to, że światło jest troszkę za zimne - kolory wydają się dość sine, szczególnie podkładów. Ale jeśli robimy makijaż kosmetykami, które znamy i które już przetestowałyśmy, nie jest to ogromny problem. Samo oświetlenie jest bardzo skuteczne i nawet w dość ciemnym pomieszczeniu jesteśmy w stanie dokładnie wykonać make-up. W porównaniu do lusterka Babyliss, które podlinkowałam na początku wpisu, chińska wersja świeci zdecydowanie jaśniej i daje więcej światła. 

Inne ciekawe gadżety znajdziecie również w sklepie BeautyInHair.

Skusiłybyście się na taki gadżet? Ja jestem zachwycona!


*produkt otrzymany od sklepu ToSave.com

Szklanka wody z cytryną na czczo - nawyk, który odmieni Twoje życie! | Czemu warto filtrować wodę?

22 kwietnia 2017

Szklanka wody z cytryną na czczo - nawyk, który odmieni Twoje życie! | Czemu warto filtrować wodę?

woda_z_cytryną_na_czczo_czemu_warto_ją_pić_zalety_korzyści_blog

Ponad dwa miesiące temu podjęłam decyzję, że do swojej porannej rutyny wprowadzam nowy nawyk, czyli picie wody z cytryną na czczo. Słyszałam o wielu korzyściach płynących ze spożywania tego prostego napoju, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo wpłynie to na mój organizm! W dzisiejszym poście dowiecie się, jakie są zalety picia wody z cytryną, jakie efekty zauważyłam po dwóch miesiącach, a także poznacie prosty sposób na to, aby zawsze mieć doskonałej jakości wodę do picia!

zalety_picia_wody_z_cytryną_na_czczo_rano_przepis

Zalety picia wody z cytryną na czczo

  • Po nocy nasz organizm jest odwodniony, dlatego szklanka wody zapewni mu odpowiednią dawkę nawilżenia.
  • Cytryna to samo zdrowie! Kiedy jesteście przeziębieni, pewnie często sięgacie po tabletki z witaminą C, ale ja ciągle powtarzam, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Wypicie codziennie jednak szklanki wody z cytryną wzmocni Wasz organizm oraz układ odpornościowy. Cytryna ma działanie bakteriobójcze i zapobiega rozwojowi choroby. Dodatkowo, kwas cytrynowy odkwasza organizm, ponieważ ma zasadowe pH (mimo że cytryna ma kwaśny smak, taka zmyłka ;)), dzięki czemu możemy nawet zmniejszyć ryzyko zachorowania na nowotwór!
  • Woda z cytryną wypłukuje toksyny z organizmu. To korzyść, która najbardziej przekonała mnie do tego, aby wprowadzić taki nawyk. Dzięki wypitej na czczo wodzie wspomagamy pracę jelit oraz oczyszczanie wątroby, a co za tym idzie pozbywanie się toksyn. 
  • Cytryna jest przeciwutleniaczem, co oznacza, że chroni przed wolnymi rodnikami i zapobiega starzeniu się komórek. Dzięki codziennemu piciu wody z cytryną na czczo możemy zachować na dłużej młodą, promienną i zdrową skórę. 
  • Woda z cytryną dostarcza organizmowi elektrolitów: magnezu, wapnia i potasu, co pozytywnie wpływa na układ nerwowy i funkcjonowanie mózgu - może nawet zapobiegać depresji! 

Jakie efekty zauważyłam po dwóch miesiącach picia wody z cytryną?


Nigdy nie miałam problemu z porannym wstawaniem (nawet wczesnym), ale często towarzyszył mi brak energii i motywacji w ciągu dnia. Odkąd wprowadziłam picie wody z cytryną po przebudzeniu, zauważyłam znaczącą zmianę w moim samopoczuciu. Nie jestem już zmęczona i apatyczna, zdecydowanie łatwiej zmobilizować mi się do pracy i działania. Mogę z całą pewnością i bez przesady powiedzieć, że dzięki temu drobnemu nawykowi zmienił się także mój tryb życia. Nagle okazało się, że mam dość czasu i energii na to, żeby pracować na pełen etat, prowadzić regularnie blog, ćwiczyć dwa-trzy razy w tygodniu i spotykać się z przyjaciółmi! Zmiana była tak ogromna, że wodę z cytryną zaczęłam polecać także swoim znajomym :)

W ciągu tych dwóch miesięcy ani razu nie złapałam infekcji. Mało tego, nie byłam nawet bliska choroby, mimo że pogoda sprzyjała przeziębieniom i część zespołu w mojej pracy niestety poległa.

Jeśli chodzi o cerę, to zmniejszył się problem przesuszenia i ściągnięcia, który pojawiał się za każdym razem po nałożeniu makijażu. Zmniejszyły się też moje cienie pod oczami! Nie zniknęły całkowicie (taka moja uroda), ale zdecydowanie łatwiej mi je przykryć korektorem.

Niestety zauważyłam też pewien skutek uboczny, a mianowicie dosłownie wysyp niedoskonałości na twarzy. Prawdopodobnie tak właśnie objawiło się usuwanie toksyn z organizmu. Przyjęłam to z pewną pokorą, licząc na pozytywne długofalowe skutki. Zmobilizowało mnie to jednak do podjęcia po raz kolejny leczenia dermatologicznego. 

woda_filtrowana_miękka_woda_zalety_korzyści_dzbane_filtrujący_wodę_z_biedronki

Mój poranny rytuał 


Woda pita na czczo powinna być letnia - nie zimna ani gorąca - aby wzmocnić działanie i wchłanianie witaminy C. Muszę się przyznać, że jestem w tej kwestii leniwa i pijam wodę w temperaturze pokojowej, którą przygotowuję przed snem i stawiam obok łóżka. Wodę piję zaraz po przebudzeniu, będąc jeszcze w łóżku. To daje mi czas na przebudzenie i spokojne rozpoczęcie poranka. Poświęcam na to ok. dwóch minut i nie zrywam się zaraz po dźwięku budzika, jak to miało miejsce wcześniej. Mam wrażenie, że to również wpłynęło na to, że jestem efektywniejsza w ciągu dnia.

Trik, dzięki któremu nigdy nie zabraknie Wam wody pitnej!


W codziennym piciu wody zaczął mi w marcu towarzyszyć dzbanek filtrujący wodę Jasper marki Aquaphor. Podstawowa zaleta jest bardzo prosta - nie muszę pamiętać o kupowaniu wody butelkowanej i dźwigać całej zgrzewki po schodach. Wystarczy dzbanek, filtr i woda z kranu! Zapewniam Was, że jeśli spróbujecie tego sposobu, nie będziecie sobie już mogli wyobrazić życia bez filtrowanej wody. Przygotowywane z niej napoje są zdecydowanie smaczniejsze, nie ma również tego okropnego osadu, który osadza się w szklankach. Mało tego, mój filtr uzupełnia przefiltrowaną wodę o magnez (a że piję dużo kawy, to muszę go dodatkowo suplementować). Dzbanek ma pojemność 2,8 l (posiada również miarkę, dzięki której możemy precyzyjnie odmierzać potrzebną ilość wody), a także pokazuje nam stan zużycia filtra, więc wiemy, kiedy powinniśmy go wymienić.

woda_filtrowana_miękka_woda_zalety_korzyści_dzbane_filtrujący_wodę_z_biedronki

Zalety wody filtrowanej


Filtr usuwa z wody kranowej szkodliwe dla organizmu substancje - chlor, produkty ropopochodne, fenol, pestycydy, ołów czy rtęć. Pozbywamy się z wody kamienia, dzięki czemu napoje są klarowne, mają wyśmienity smak, a sprzęty AGD oraz akcesoria kuchenne nie są przez niego niszczone, bo nie zostaje na nich osad. Filtr redukuje również nadmierną twardość wody - możecie jej używać do mycia twarzy czy włosów, dzięki czemu skóra będzie miękka, a włosy jedwabiste i błyszczące.


Dzbanek możecie obecnie kupić w Biedronce (do wyboru kolor biały, granatowy i limonkowy - esencja wiosny i energii ;)), a jego cena to jedynie 24,99 zł. Od razu możecie również zaopatrzyć się w zapas filtrów - trzy sztuki zwykłych filtrów za 24,99 zł lub filtr magnezowy za 12,99 zł. Promocja obowiązuje do końca kwietnia, więc macie jeszcze trochę czasu :) Do dzbanka dołączona jest też mała książeczka "Encyklopedia urody", w której znajdziecie wiele przepisów na kosmetyki do pielęgnacji twarzy, włosów, a nawet paznokci, oraz zdrowe napoje. 

A czy Wy pijecie wodę z cytryną na czczo? 


*post powstał we współpracy z marką Aquaphor
MakeUp Revolution: Zestaw szczotek do makijażu twarzy | Czy wygrały z pędzlami?

18 kwietnia 2017

MakeUp Revolution: Zestaw szczotek do makijażu twarzy | Czy wygrały z pędzlami?

makeup_revolution_precision_contour_set_zestaw_szczotek_do_makijazu_twarzy_opinie_blog

Witajcie po świątecznej przerwie na blogu! Ja jeszcze mam problem z powrotem do rzeczywistości, ale mam nadzieję, że u Was z tym znacznie lepiej. Dłuższa niż zwykle przerwa na blogu była spowodowana właśnie świątecznym czasem, ale teraz już wracamy do normalnego trybu. Przed nami jeszcze tyle kosmetycznych zakątków do odkrycia! :)

Jako gadżeciara i wielbicielka pędzli do makijażu nie mogłam sobie odmówić innego sposobu na aplikację kosmetyków kolorowych, czyli szczotek do makijażu twarzy. Zdecydowałam się przetestować od razu cały zestaw - wybrałam Precision Contour Set marki MakeUp Revolution. Po pierwsze, zachęcił mnie design w kolorze różowego złota, a po drugie - zestaw zawiera wszystko, czego potrzebowałam: model do podkładu, bronzera i różu.


MakeUp Revolution, Precicion Contour Set


Jak już wspomniałam, wybrany przeze mnie zestaw zawiera trzy szczotki do makijażu twarzy o owalnym kształcie - możecie go znaleźć w intenetowych drogeriach za ok. 100 zł. Jest jednak możliwość kupienia pojedynczych modeli, także do makijażu oczu, przy czym ceny szczotek wahają się od 25 do 60 zł w zależności od ich wielkości i przeznaczenia.  

Szczotki prezentują się naprawdę pięknie, włosie jest gęste i miękkie, a także bardzo miłe w użytkowaniu. Podczas aplikacji oraz mycia z żadnej szczotki nie wypadł ani jeden włosek. Niestety gęstość włosia powoduje, że szczotki wchłaniają dużo produktów i ciężko je domyć, w szczególności model do podkładu. W przypadku czyszczenia nie musimy się jednak martwić o rozklejenie główki i trzonka, co często się zdarza w klasycznych pędzlach, bo tutaj stanowi to jedną całość.

Warto jednak przyjrzeć się każdej szczotce bliżej.

makeup_revolution_zestaw_szczotek_do_makijażu_twarzy_blog_opinie

MakeUp Revolution, Brush Oval Face 


To największa szczotka z zestawu przeznaczona do rozprowadzania fluidu. Jej powierzchnia jest zdecydowanie większa od przeciętnego pędzla do podkładu, więc teoretycznie fluid powinno nakładać się szybciej, ale... Włosie pochłania dużo produktu, lecz słabo go "oddaje", co sprawia, że krycie nawet ciężkich podkładów jest lekkie. Uzyskujemy bardzo naturalny efekt, podkład świetnie stapia się ze skórą, nie mamy żadnych smug ani plam, trwałość tak nałożonego makijażu też jest naprawdę świetna. Zalet mamy tutaj sporo, jednak krycie dla mnie jest w ostatnim czasie bardzo ważne, bo walczę niestety ze sporym kryzysem cery. Dlatego też muszę dokładać więcej warstw podkładu, a co za tym idzie zużywam więcej produktu - mniej więcej dwa razy, co jest sporą różnicą. W przypadku modelu Oval Face mam też pewne zastrzeżenie do budowy szczotki - rączka na styku z dość dużą główką jest zbyt cienka, przez co mamy wrażenie, że zaraz włosie oderwie się od trzonka (choć szczotka wykonana jest stabilnie i na pewno tak się nie stanie!), a dodatkowo utrudnia to też przesuwanie szczotki po skórze.

makeup_revolution_brush_oval_face_oval_cheek_oval_shape_opinie_recenzja_blog

MakeUp Revolution, Brush Oval Cheek


Średniej wielkości szczotka służy do nakładania różu do policzków. Ten gagatek sprawił mi najwięcej problemów i mimo testowania z różnymi produktami nie przypadliśmy sobie do gustu, bo aplikacja najczęściej wymaga zbyt dużo zachodu Szczotką aplikowałam trzy rodzaje róży: róż w kremie oraz róże w kamieniu mocno i słabo napigmentowane. Najgorzej ze szczotką dogadywał się słabo napigmentowany róż (ja akurat testowałam ten klasyczny róż z Bourjois). Musiałam się sporo namachać, żeby cokolwiek było widać - produkt zostawał na szczotce, musiałam kilkukrotnie go dokładać, a pocierając skórę, niestety powodowałam ścieranie podkładu. Lepiej było z różami kremowymi, które często są bardzo problematyczne w aplikacji, ale tutaj udawało się go dobrze rozetrzeć - efekt był bardzo naturalny, ale za to niestety trwałość różu nie była zbyt dobra. Modelem Oval Cheek najlepiej nakładało mi się róże bardzo napigmentowane (również z marki MUR z palety, którą widzicie na zdjęciach). Kompletnie nie musiałam się przejmować tym, czy przez przypadek nałożę za dużo produktów i zrobię sobie plamę, a nawet musiałam dokładać kolejną warstwę!

makeup_revolution_brush_oval_face_oval_cheek_oval_shape_opinie_recenzja_blog

MakeUp Revolution, Brush Oval Shape


Najmniejsza szczotka z zestawu - o szczuplejszym i bardziej wydłużonym kształcie - stworzona jest do konturowania twarzy oraz nakładania korektora. Postanowiłam skonfrontować ją z konturowaniem na sucho i na mokro - w obu przypadkach uzyskałam satysfakcjonujący efekt. Przy aplikacji broznera w kamieniu efekt był wyrazistszy, bo szczotka jest mała i doskonale pasuje do miejsca pod kością policzkową, bez problemu udawało mi się rozetrzeć bronzer bez plam i smug. W związku z tym, że w tym momencie nie mam w swojej kolekcji bronzera w kremie, szczotka chrzest bojowy przeszła dzięki konturowaniu ciemniejszymi podkładami. Byłam pozytywnie zaskoczona rezultatem - jeśli lubicie delikatne modelowanie twarzy, koniecznie musicie wypróbować ten patent!

Czy szczotki wygrały z pędzlami i u kogo się sprawdzą?


Pomimo że widzę sporo zalet szczotek, nadal pozostanę wierna pędzlom. Jakość zestawu pędzli z Zoevy jest dla mnie na razie nie do pobicia! Po set sięgałam zdecydowanie rzadziej i traktuję go raczej jako alternatywę, kiedy moje pędzle są już brudne. Nie zachęciły mnie też na tyle, bym wypróbowała jeszcze zestaw od makijażu oka. Szczotki mogą być jednak dobrym wyborem dla osób, które cenią sobie lekki, delikatny i naturalnie wyglądający makijaż, ale mają problem z uzyskaniem takiego efektu pędzlami. Sprawdzą się również u osób, które mają problem z aplikacją mocno napigmentowanych produktów lub swój makijaż wykonują głównie kosmetykami kremowymi. Będą też gratką dla gadżeciar i kolekcjonerek pędzli, bo swoim designem pięknie uzupełnią każdą kolekcję.

A jak u Was wypadły szczotki do makijażu? Używaliście? Uważacie je za lepsze od pędzli?

DIY: Organizer na lakiery #2

13 kwietnia 2017

DIY: Organizer na lakiery #2

organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić

Ponad rok temu pokazywałam Wam, jak zrobiłam swój organizer na lakiery do paznokci. Od tego czasu moja kolekcja znacznie się rozrosła - miałam zdecydowanie za mało miejsca i niestety zaczął robić się chaos. Swój organizer na hybrydy, a właściwie na akcesoria do manicure'u, zrobiłam w pudełku z Sephory, które dostałam podczas ostatnich zakupów. Pudełko jest o tyle świetne, że wieczko jest zamykane na magnes - bardzo proste i funkcjonalne rozwiązanie. Przygotowałam dla Was mały tutorial z mojej pracy nad organizerem na lakiery :) 

organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić

Materiały potrzebne do wykonania organizera na lakiery


- pudełko
- gruba tektura
- klej na gorąco
- taśma miernicza / linijka
- nożyczki
- długopis lub ołówek
- washi tape

Organizer krok po kroku


1. Pierwszy etap to rozplanowanie organizera. Wybrałam, jakie produkty chciałabym w nim umieścić, ile potrzebuję przegródek i jaką powinny mieć wielkość.

organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić

2. Kolejny krok to dokładne wymierzenie wielkości przegródek, odrysowanie ich na grubej tekturze i wycięcie.

3. Moja tektura pochodziła ze zwykłego pudełka, więc nie była szczególnie atrakcyjna. Aby organizer wyglądał estetycznie, okleiłam przegródki ozdobną taśmą. Nie musicie się przejmować, jeśli w trakcie oklejania coś wyjdzie Wam nierówno - po zapełnieniu organizera nie będzie się to rzucać w oczy, więc zdolności manualne nie są niezbędne :) 

organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić

4. Gotową przegródkę posmarowałam klejem na gorąco z trzech stron, czyli tam, gdzie będzie stykać się z kartonem lub inną przegródką, a następnie umieściłam w odpowiednim miejscu w pudełku. 

5. Moje pudełko jest dość wysokie, więc stwierdziłam, że szkoda marnować tę przestrzeń i jej nie wykorzystać. Pod spodem wieczka klejem na gorąco przykleiłam wstążkę, dzięki czemu powstały przegródki, w których umieściłam pilniczki, sondy, drewniane patyczki i pędzelki. Pomysł był dość spontaniczny - jeśli chcecie przygotować podobną opcję, radzę Wam wykorzystać do tego gumkę. Wielkość kieszonek będzie wtedy dopasowywać się do ilości umieszczonych w niej rzeczy i będzie to znacznie wygodniejsze rozwiązanie.

organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić
organizer_na_lakiery_do_paznokci_diy_organizer_na_hybrydy_pudełko_na_lakiery_jak_zrobić

Organizer gotowy!

Umieściłam w nim nie tylko lakiery hybrydowe, ale także ozdoby - cekiny, kryształki, naklejki, efekty lustra i syrenki, a także oliwki czy małe buteleczki z acetonem i cleanerem. 

Pudełko wylądowało w mojej manicure'owej szufladzie biurka :)

Jak Wy organizujecie lakiery i akcesoria do manicure'u?

Organique, Grecka pianka do mycia ciała | Coś jeszcze może Cię zaskoczyć pod prysznicem!

10 kwietnia 2017

Organique, Grecka pianka do mycia ciała | Coś jeszcze może Cię zaskoczyć pod prysznicem!

organique_grecka_pianka_do_mycia_ciała_opinia_recenzja_blog_cena

Uwielbiam gorący prysznic wieczorem po ciężkim dniu. Chwila dla siebie, relaks, rozluźnienie mięśni... Prysznic to codzienna rutyna, ale produkt, który Wam dzisiaj pokażę, tę rutynę urozmaicił i przeniósł ją w inny wymiar. Czym zachwyciła mnie grecka pianka do mycia ciała Organique?

organique_grecka_pianka_do_mycia_ciała_opinia_recenzja_blog_cena

Ten produkt to aksamitny, cudowny mus, który pobudza zmysły już po otwarciu opakowania. To była miłość od pierwszego dotknięcia! Pianka ma tak przyjemną konsystencję, że aż nie chce się wychodzić spod prysznica. Pieni się bardzo delikatnie, ale odpowiednio do tego, aby oczyścić perfekcyjnie skórę. Głównym składnikiem kosmetyku jest gliceryna, dlatego też po zastosowaniu pianki skóra jest fantastycznie nawilżona i mięciutka. W składzie znajdziemy też SLS i SLES, ale na dalszym miejscu, co bardzo mnie cieszy, bo często produkty do oczyszczania opierają się właśnie na tych składnikach.

Zapach jest bardzo subtelny - z jednej strony owocowy, a z drugiej lekko "wytrawny", trochę przypomina mi pianki marshmallow. Ubolewam, że niestety nie utrzymuje się na skórze. Intensywny żółty kolor jest lekko zaskakujący jak na produkt do kąpieli, ale to odcień, który jest bardzo pozytywny i energizujący. Jeśli dobrze się przyjrzymy, w środku dostrzeżemy troszkę małych, czarnych drobinek (ale nie działają one peelingująco).

organique_grecka_pianka_do_mycia_ciała_opinia_recenzja_blog_cena

Przez to, że opakowanie jest szerokim, plastikowym słoikiem, pianki używa się bardzo komfortowo, nie jest też ciężkie, więc nie musimy się obawiać katastrofy, korzystając z niego mokrymi dłońmi. Sama szata graficzna też bardzo mnie przekonuje - jest zarówno prosta, jak i elegancka. Zobaczcie na to misternie zdobione wieczko - jestem kupiona!

Jedynym minusem jest cena - ok. 22 zł za 100 ml produktu to dość droga zabawa, choć wydajność bardzo mnie zaskoczyła. Naprawdę wystarczy jedynie odrobina do umycia całego ciała. Taka pianka będzie jednak idealnym pomysłem na prezent - sprawcie tę radość bliskiej osobie! Ja wypróbowałam ją właśnie dlatego, że dostałam ją na urodziny od przyjaciółki :)

Pamiętacie, jak wspominałam Wam o połączeniu żelu i oliwki Lirene (recenzja)? Pianka od Organique to drugi produkt pod prysznic, który tak pozytywnie mnie zaskoczył i zmienił zwykłą, codzienną czynność w ogromną przyjemność.


Używaliście już pianek do mycia ciała Organique?