Yoskine, Weekendowy zabieg japoński | Trzydniowe SPA bez ruszania się z domu!

16 października 2017

Yoskine, Weekendowy zabieg japoński | Trzydniowe SPA bez ruszania się z domu!

yoskine_weekendowy_zabieg_japoński_blog_recenzja_opinia_efekty

Czy mieliście kiedykolwiek maseczkę, której używa się przez trzy dni z rzędu? A może macie ochotę na weekendowe, trzydniowe SPA w domu, by wrócić w poniedziałek do obowiązków z odświeżoną cerą? To w takim razie musicie spojrzeć w drogerii na półkę z marką Yoskine, która ma w swojej ofercie właśnie taką maseczkę.

Założeniem weekendowego zabiegu japońskiego jest trzy-etapowe wygładzenie cery. Maski aplikujemy przed snem i pozostawiamy na całą noc na twarzy. W piątek i sobotę nakładamy produkt z zawartością kwasu glikolowego i migdałowego, a w niedzielę na naszą skórę działać retinol.

yoskine_weekendowy_zabieg_japoński_blog_recenzja_opinia_efekty

Wszystkie trzy etapy mają dość gęstą konsystencję, trzeba im dać dłuższą chwilę na wchłonięcie i przede wszystkim produktu jest naprawdę sporo. Mnie saszetka wystarczyła na to, aby grubą warstwą pokryć twarz i dekolt. Myślę, że spokojnie można byłoby z niej zrobić dwa zabiegi. Zapach jest delikatny i relaksujący.

Jeśli chodzi o działanie, to mam mieszane uczucia, ponieważ moja skóra niestety nie przepada za kwasem migdałowym. Po pierwszej nocy skóra wyglądała świetnie - była wygładzona, oczyszczona, a pory zwężone. Kryzys nastąpił po sobotnim zabiegu, bo niestety pojawiły się nowe niedoskonałości, część stała się bardziej wypukła, a na dekolcie zaliczyłam nieprzyjemną, boląca zmianę. Ostatni etap spowodował, że skóra stała się promienna, uzyskała ładny koloryt i była świetnie nawilżona.

Gdyby nie wysyp niedoskonałości - byłbym zachwycona maseczką. Absolutnie nie zniechęcam się do marki tym bardziej, że miałam okazję testować także inną maskę i zadziałała naprawdę świetnie. Jeśli Wasza skóra lubi kwas glikolowy lub migdałowy, to powinnyście ją wypróbować! Szczególnie, że można ją dorwać już za 6 zł. 

Znacie maski Yoskine? Które polecacie?

theBalm, Bahama Mama | Klasa sama w sobie!

11 października 2017

theBalm, Bahama Mama | Klasa sama w sobie!

thebalm_bahama_mama_bronzer_opalanie_konturowanie_swatche_blog_opinia_recenzja


O tym produkcie prawdopodobnie napisali już wszyscy... oprócz mnie :) Ale te długie miesiące testowania, aplikowania różnymi pędzlami, na rożne podkłady pozwoliły mi zrozumieć, że bronzer theBalm Bahama Mama to klasa sama w sobie. 

Stylistyka opakowania jest idealnie dopasowana do bronzera - morze, plaża, piękna opalenizna i oczywiście charakterystyczna dla theBalm postać kobieca. Opakowanie jest wykonane z tektury, dzięki czemu jest bardzo lekkie, ale jednocześnie jest zaskakująco dobrze wykonane i trwałe. Zdjęcia w tym poście są aktualne, możecie zobaczyć, że nadal świetnie wygląda, a produktu używam już chyba z dwa lata. Bronzer posiada też małe lusterko - nie jest ono szczególnie funkcjonalne, ale przyda się w kryzysowych sytuacjach. 

thebalm_bahama_mama_bronzer_opalanie_konturowanie_swatche_blog_opinia_recenzja

Bahama Mama to produkt matowy, ale kiedy bardziej przyjrzymy się opakowaniu zobaczymy odrobinę błyszczących drobinek. Nie są one widoczne na twarzy, więc nie musicie się tego obawiać. Kolor tego bronzera jest bardzo ciekawy i wyważony, na pewno nie należy do najchłodniejszych na rynku, ale absolutnie nie wpada w pomarańcz, co zdarza się tego typu produktom. Z powodzeniem można go używać zarówno do konturowania, jak i opalania twarzy. W obu przypadkach wygląda bardzo naturalnie, możemy też stopniować efekt, dokładając kolejne warstwy. Odcień świetnie się sprawdzi w przypadku naszych słowiańskich cer - nie jest jasny, ale nie jest też na tyle ciemny, żeby można było sobie nim zrobić krzywdę.


thebalm_bahama_mama_bronzer_opalanie_konturowanie_swatche_blog_opinia_recenzja

Bahamę Mamę można pokochać również za łatwość aplikacji oraz trwałość. Nakładanie to naprawdę bajka, bo bronzer jest bardzo aksamitny, poddaje się blendowaniu, nie tworzy plam ani smug (pamiętajcie, żeby tego typu produkty nakładać na przypudrowany podkład, będzie łatwiej! :)). Można go nakładać bardziej precyzyjnie, jak i rozcierać na większych partiach. Pomimo że moja cera szybko się przetłuszcza, bronzer naprawdę daję radę i trzyma się cały dzień. Często zauważam, że po całym dniu nałożony na policzki róż już się starł, ale bronzer nadal jest widoczny. Wydajność jest imponująca - używam go codziennie od wielu miesięcy, a zużycie jest bardzo niewielkie. Cena ok. 60 zł może się początkowo wydawać wysoka, ale biorąc pod uwagę jakość, trwałość oraz wydajność - uwierzcie, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto.

Czy Wy też jesteście fankami bronzera theBalm? :)

Niedziela dla włosów | Test kosmetyków WS Academy z paczulą wonną i poważny włosowy kryzys

8 października 2017

Niedziela dla włosów | Test kosmetyków WS Academy z paczulą wonną i poważny włosowy kryzys

niedziela_dla_włosów_peeling_bandi_ws_academy_paczula_wonna_włosowy_kryzys

Ostatnie tygodnie to dla moich włosów istna katorga. Żadne kosmetyki na nie nie działają i się z nimi nie dogadują. Włosy się nie układają, szybko przetłuszczają i strasznie wypadają. Myślę, że przyczyną jest zmiana pory roku, ogólne osłabienie organizmu i stres, którego było przez ostatnie dwa-trzy miesiące dosyć sporo. Myślę, że zauważyliście w tym czasie moją mniejszą aktywność na blogu i w social mediach. Powoli jednak wracam do stabilizacji i myślę, że będzie miało to pozytywne skutki na blogu :)

W ten weekend udało mi się znaleźć dłuższą chwilę na to, aby poświęcić ją włosom. Niestety taki jednorazowy zastrzyk "energii" moim włosom niewiele pomógł - jak widzicie na zdjęciach, są matowe, a końcówki są mocno przesuszone. W planach mam powrót do wcierania w skórę głowy soku z rzepy, a także zapuszczenie naturalnego odrostu, który będzie pasował do mojej aktualnej koloryzacji, a dzięki temu zmniejszę częstotliwość rozjaśniania.

niedziela_dla_włosów_peeling_bandi_ws_academy_paczula_wonna_włosowy_kryzys_jesień_wypadanie_przetłuszczanie_blog

W tym tygodniu moje włosy były przyklapnięte i jakby obklejone - stwierdziłam, że to idealny moment na zastosowanie peelingu skóry głowy. Dzięki temu w końcu udało mi się porządnie doczyścić włosy. Bardzo często pytacie mnie o peeling od Bandi, ale nie jestem regularna w jego używaniu, więc trudno mi coś na jego temat powiedzieć. Pojedyncze aplikacje nie dają spektakularnych i długotrwałych efektów.

Postanowiłam przeprowadzić dla Was test kosmetyków od WS Academy, które już na blogu się pojawiły. Tym razem jest to jednak linia z paczulą wonną. O ile czarna orchidea wypadła zachwycająco, tak ta wersja mnie rozczarowała. Szampon nie radzi sobie najgorzej, bo nie plącze włosów i dobrze oczyszcza włosy, ale fryzura nie ma objętości i jakoś nie mogę włosów odbić od nasady. Odżywka z moimi włosami się nie dogadała - nie wiem, czy wynika to z mojego obecnego kryzysu, czy po prostu nie jest dla mnie. Włosy nie są szczególnie wygładzone czy miękkie, a końcówki po aplikacji esencji nadal są przesuszone. Tych kosmetyków używałam już wcześniej, więc nie jest to opinia oparta jedynie na pierwszym wrażeniu. 
 
niedziela_dla_włosów_aloes_włosowy_kryzys_jesień_wypadanie_przetłuszczanie_blog

Po oczyszczeniu peelingiem i uczuciu słabego dociążania przez odżywkę postanowiłam dołożyć też do zabiegu żel aloesowy Skin79 - nałożyłam go na całe włosy, także na skórę głowy. Zwykle po nałożeniu włosy dłużej zachowywały świeżość, ale tym razem się to nie powiodło - były oklapnięte i bardzo szybko się przetłuściły. 

Jak widać czeka mnie długa droga w doprowadzeniu moich włosów do względnego ładu. Trzymajcie kciuki!

Biolaven, Szampon do włosów | Jak zadziałały na moje włosy winogrona i lawenda?

4 października 2017

Biolaven, Szampon do włosów | Jak zadziałały na moje włosy winogrona i lawenda?

biolaven_szampon_do_włosów

W ostatnich tygodniach bardzo wyraźnie widziałam, jak zmienia się stan moich włosów pod wpływem kosmetyków i jak zmieniają się ich potrzeby. Szamponu Biolaven, który jest bohaterem dzisiejszego wpisu, miałam okazję używać w dwóch rożnych dla moich włosów okresach: zaraz po rozjaśnianiu oraz po doprowadzeniu kosmyków do względnej stabilizacji.

Szampon ma krótki i przyjemny skład - nie zawiera silnych detergentów, dlatego też nie pieni się zbyt mocno, ale na tyle wystarczająco, żeby włosy były domyte. Produkt ma charakterystyczny dla całej linii zapach - winogron pomieszanych z lawendą (w składzie znajdziemy olej z pestek winogron i olejek eteryczny z lawendy). Dla mnie jest on bardzo przyjemny i wręcz kojący, myślę, że nie będzie drażnił nawet tych, którzy za lawendą nie przepadają.

biolaven_szampon_do_włosów

Jak już wspomniałam na początku, szamponu używałam na włosach w różnym stanie. Zaraz po rozjaśnianiu kompletnie nie dogadywały się z produktem, miałam problem z ich rozczesaniem nawet po nałożeniu odżywki. Potem przez jakiś czas używałam dociążającego szamponu i włosy stały się bardziej wygładzone, więc Biolaven nie robi już im takiej "krzywdy". Są delikatnie przesuszone na końcach, ale skóra głowy ma się dobrze. Producent obiecuje miękkość, wygładzenie i wzmocnienie, ale nie mogę się pod takimi rezultatami podpisać. Nie zauważyłam, żeby produkt miał jakikolwiek wpływ na przetłuszczanie - włosy nie są ani dłużej, ani krócej świeże. 

Wyciągnęłam więc wniosek, że szampon ma szansę się sprawdzić na śliskich włosach niskoporowatych. Jeśli macie na głowie puch, raczej po niego nie sięgajcie. 

Zaletą szamponu jest to, że ma aż 300 ml i jest średnio gęsty, przez co wystarcza na całkiem długo. Cena jednak nie jest najniższa - 17 zł za butelkę. Po zużyciu kosmetyku jestem pewna, że już do niego nie wrócę, bo w zasadzie oprócz oczyszczania nie przyniósł moim włosom żadnych innych pozytywnych efektów. 

Pół godziny dla siebie... | GlySkinCare, Kolagenowa maska do twarzy ze złotem

29 września 2017

Pół godziny dla siebie... | GlySkinCare, Kolagenowa maska do twarzy ze złotem

glyskincare_kolagenowa_maska_ze_złotem_opinia_recenzja_działanie_skład_cena_efekty_blog

Czwartek, godzina 19.30. Na liście zadań jeszcze trzy duże rzeczy do odhaczenia, ale nadszedł moment, w którym wiem, że jeśli nie odetchnę głębiej, to zwariuję. Maseczka to jeden z moich absolutnie ulubionych patentów na relaks. Nakładam maskę na twarz, włączam ulubioną muzykę i staram się przynajmniej kilka minut poleżeć z zamkniętymi oczami. 

Z kolagenową maską ze złotem od GlySkinCare ta chwila wydłużyła się do trzydziestu zbawiennych minut. Ten czas dla siebie jest bardzo ważny i mam nadzieję, że każda z Was znajduje go codziennie. Wiem, jak w obecnych czasach jest to trudne (tak, mnie też zdarza się znaleźć chwilę na odpoczynek dopiero po 14 h pracy), ale istotne dla naszego komfortu psychicznego i fizycznego. Nigdy więc nie miejcie sobie za złe, że pozwalacie sobie na relaks :)

Maski w płacie w tym roku robią w mojej kosmetycznej rutynie niezłą rewolucję, bo są bardzo szybkie w stosowaniu - nie trzeba nic mieszać, rozsmarowywać i zmywać. Po tym produkcie nie miałam zbyt wielu oczekiwań, bo informacje na opakowaniu są dość lakoniczne, ale cieszę się, że zostałam przyjemnie zaskoczona. 

glyskincare_kolagenowa_maska_ze_złotem_opinia_recenzja_działanie_skład_cena_efekty_blog

Kolagenowa maska w płacie nie przypomina tych bawełnianych, które zapewne od razu przyjdą Wam na myśl, tylko jest lekko gumowa. Dzięki czemu też łatwiej ją nakładać, choć otwory na oczy są małe i niestety maska dobrze nie przylega na skórze pod oczami. Jej nasączone było dobre, a moja skóra w ciągu pół godziny wchłonęła cały żel, którym była pokryta. Dodatkowo, przed użyciem włożyłam ją do lodówki, dzięki czemu uzyskałam przyjemny efekt chłodzenia.

Efekty po ściągnięciu płatu były bardzo dobrze widoczne. Przede wszystkim skóra była bardzo napięta, jakby po liftingu, dla mnie było to mocno odczuwalne. Dodatkowo, cera była rozjaśniona, a koloryt wyrównany. Otrzymała dużą dawkę nawilżenia, dzięki czemu stała się miękka w dotyku. Zaraz po zdjęciu twarz lekko się lepiła, ale resztki substancji po chwili się wchłonęły, a ja zauważyłam, że na skórze pozostały złote, świecące drobinki. Dla niektórych taki efekt mógłby dawać wrażenie brokatowego, ale ja używałam maski wieczorem przed snem i jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało. Przed położeniem się spać nałożyłam jeszcze próbkę kremu, którą znalazłam w opakowaniu. Kolejnego dnia skóra była nawilżona, rozświetlona i świetnie współpracowała z makijażem.

Produkt ma naprawdę interesujący i wart uwagi skład - znajdziemy tu kolagen, glicerynę, kwas hialuronowy, aloes, alantoinę, olej z pestek winogron, złoto czy wyciąg z kwiatów róży francuskiej. Ja jestem naprawdę pod wrażeniem! Od razu sprawdziłam też, czy nie ma płatków pod oczy tej marki i znalazłam produkt z dokładnie tej samej serii ze złotem. Jedynym minusem tej maski jest cena - 26 zł za jeden zabieg to bardzo dużo, za to można przecież kupić krem, który wystarczy nam na kilka tygodni.

Używałyście kiedyś kolagenowych masek pod oczy lub na twarz?

NaiLove: ChiodoPRO, 192 Secret Blush | Dyskretnie i uniwersalnie

24 września 2017

NaiLove: ChiodoPRO, 192 Secret Blush | Dyskretnie i uniwersalnie

chiodopro_192_secret_blush_opinia_recenzja_blog_swatche_trwałość

Bardzo dawno na blogu nie było paznokci, prawda? W czasie wakacji znowu miałam trochę przerwy od hybryd i doprowadzałam paznokcie do stanu normalności. Kiedy w końcu udało mi się z nimi dojść do porządku, w moim manicure ciągle gości lakier od ChiodoPRO w odcieniu Secret Blush. To moja pierwsza przygoda z tymi lakierami i od razu okazała się strzałem w dziesiątkę.

chiodopro_192_secret_blush_opinia_recenzja_blog_swatche_trwałoś

Secret Blush to cudowny, stonowany róż z domieszką odcienia nude. Kolor jest tak uniwersalny, że przypadnie do gustu każdej kobiecie i jest jednym z tych, które wręcz trzeba posiadać w swojej kolekcji. Nazwa w zasadzie idealnie do niego pasuje, jest delikatny, ale daje efekt zadbanych i dziewczęcych paznokci. Nawet jeśli zdarzy nam się odpryśnięcie, to nie rzuca się to zbyt bardzo w oczy. Doskonale sprawdzi się do pracy lub biura, jeśli wymaga się od Was subtelnego manicure'u.

chiodopro_192_secret_blush_opinia_recenzja_blog_swatche_trwałoś

Lakier bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Pomimo jasnego odcienia perfekcyjnie kryje przy dwóch warstwach - zero problemów, prześwitów, smug czy bąbelkowania. Konsystencja jest średnio gęsta i bardzo dobrze się z nim pracuje, także przy skórkach. Pędzelek jest duży i wygodny, dzięki czemu łatwo położyć kolor równomiernie.

Przy ostatnich ulubieńcach pytaliście mnie, jak oceniam trwałość lakieru. Według mnie jest podobna do Semilac, ale ChiodoPRO jest lakierem bardziej miękkim. Przez to dość łatwo ulega urazom mechanicznym (ja ostatnio przycięłam lakier zamkiem błyskawicznym i od razu zrobiła się dziurka), ale równocześnie sprawnie można się go pozbyć i nie trzeba go kilkukrotnie namaczać acetonem.   

chiodopro_192_secret_blush_opinia_recenzja_blog_swatche_trwałoś

Podsumowując, ja jestem zachwycona! A jak Wam się podoba? :)