MÓJ HIT! Lush, Pasta do mycia twarzy 'Angels on Bare Skin'

17 lipca 2017

MÓJ HIT! Lush, Pasta do mycia twarzy 'Angels on Bare Skin'

lush_angels_on_bare_skin_blog_opinia_recenzja

O produktach marki Lush słyszałam wiele pozytywnych opinii - to naturalne, ręcznie (!) robione kosmetyki. Niestety ich dostępność jest dość ograniczona i trzeba ich szukać raczej za granicą. Kiedy byłam w Wiedniu, na ulicy zobaczyłam dziewczynę niosącą torebkę Lush i wtedy mnie olśniło, że mogę wykorzystać wyjazd na zakupy w tym królestwie pięknych zapachów, ponieważ Lush jest znany głównie z produktów kąpielowych.

Wejście do sklepu jest niemałym szokiem - półki są zasypane produktami, przyciągają nas różne kolory i zapachy. Nie do końca wiedziałam, czego tak naprawdę szukam, ale obsługa w sklepie jest niesamowicie kompetentna. Dzięki poradom sprzedawczyni wybrałam pastę myjącą do twarzy Angels on Bare Skin z lawendą i wybór okazał się absolutnie strzałem w dziesiątkę. 

lush_angels_on_bare_skin_blog_opinia_recenzja

Pasta, którą nazywam pieszczotliwie czyścikiem, zamknięta jest w czarnym, prostym opakowaniu. Pamiętacie takie pasty do czyszczenia rąk z trudnych zabrudzeń? Bardzo mi to właśnie taki produkt przypomina.

Sam czyścik ma bardzo gęstą konsystencję, dlatego sprawia troszeczkę problem przy aplikacji. Trzeba nałożyć odrobinę pasty we wnętrzu dłoni, dodać do niej wody i rozetrzeć, dzięki czemu zmieni swoją konsystencję na bardziej aksamitną i dopiero wtedy można ją nałożyć na twarz. Czyścik ma naprawdę świetny, wypełniony olejami oraz ekstraktami skład i równie świetne działanie. Gołym okiem widzimy prawdziwe cząstki lawendy! Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam jej zapach, który bardzo mnie relaksuje i uspokaja. 

Zauważyłam znaczną poprawę stanu cery przy dłuższym i regularnym używaniu pasty. Skóra jest cudownie oczyszczona, ale zarazem mięciutka i nawilżona. Jeśli po oczyszczaniu często czujecie dyskomfort, ściągnięcie i napięcie, to zdecydowanie jest to coś dla Was! Na mojej cerze pojawia się mniej niedoskonałości i zdecydowanie szybciej się goją, a cera jest świeża i bardziej promienna. Jestem absolutnie zachwycona!

Minusy produktu? Cena (ok. 16 dolarów) oraz dostępność. Produkt ma też krótki termin ważności (tylko trzy miesiące!) ze względu na naturalny skład, więc jego zużycie w tym czasie jest w zasadzie niemożliwe, bo jest bardzo wydajny. Dobrym pomysłem może być kupienie takiego produktu na spółkę z przyjaciółką :)

Testowaliście produkty Lush?
 
Moja kolekcja róży do policzków

13 lipca 2017

Moja kolekcja róży do policzków

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution

Bez różu nie wyobrażam sobie makijażu. Wystarczy odrobinę musnąć policzki, aby twarz nabrała zupełnie innego charakteru. Delikatny rumieniec powoduje, że cera prezentuje się świeżo i zdrowo - uwielbiam taki efekt! W moich zbiorach jest kilka róży, które chciałabym Wam pokazać - w zasadzie większość jest naprawdę godnych polecenia. Przy różach bardzo wiele zależy od współpracy z podkładem i pędzlem - odpowiednia baza i akcesoria sprawią, że róż będzie wyglądał naturalnie i będzie trwały. U mnie genialnie sprawdza się puchaty, skośny pędzel z Zoevy - dogaduje się z absolutnie każdym różem!

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution


Bourjois, Rose d'Or


To pozycja już chyba kultowa. Róże Bourjois kojarzą mi się z dzieciństwem, bo używała ich moja mama, a do tego mają bardzo charakterystyczny zapach. Po tych kilkunastu latach nadal nic się nie zmieniło :) Ten kosmetyk sprawdzi się u początkujących lub szukających naprawdę subtelnego efektu - jest dość słabo napigmentowany, ja zawsze nakładam go kilka razy. Kolor to dziewczęcy róż ze złotymi drobinkami, który działa tym bardziej rozświetlająco, dlatego dla szarych i zmęczonych cer będzie idealny! Przez swoją delikatność nie jest bardzo trwały, trzeba go położyć na dobrze przypudrowany podkład.

Bell, Ladycode - Luminous Skin


Ten róż dorwała moja mama - uwaga! - w Biedronce za całe trzy złote! Róż jest naprawdę zaskakująco ładny i przyjemny. Świetnie się go aplikuje, bo jest pudrowy i kremowy zarazem, ma delikatny kolor i piękne, satynowe wykończenie. Jeśli się spieszę, nie mam koncepcji lub ochoty na jakiś bardziej dopracowany makijaż, to właśnie po niego najczęściej sięgam. Odcień jest dosyć chłodny i myślę, że bardziej pasuje blondynkom.

Inglot, róż AMC


Róże z Inglota mają naprawdę imponującą trwałość, ale z moim odcieniem pracuje się trudno. Niestety starł mi się numerek, więc go Wam nie podam, ale to matowa, ceglasta,  brudna czerwień. Kosmetyk jest mocno napigmentowany i trochę tępy - bardzo łatwo z nim przesadzić albo zrobić sobie plamę, którą trudno będzie rozetrzeć. Tutaj jest wręcz niezbędny duży, puchaty pędzel. Wydajność jest oszałamiająca i mam ogromny problem z jego zużyciem!

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution

Miss Sporty, Ohh! Blushed again, Cinnamon


Nie do końca jestem pewna, co mną kierowało przy zakupie tego różu, ale było to już dość dawno. Wybrałam odcień Cinnamon, czyli brzoskwiniowy brąz ze złotymi drobinkami, choć zdecydowanie lepiej czuję się w odcieniach dziewczęcego różu. Leżał nieużywany przez jakiś czas, ale ostatnio sobie o nim przypomniałam i przy troszkę opalonej skórze nie prezentuje się na mnie nawet tak źle. Jak na taki tani róż pigmentacja jest całkiem niezła, choć trwałość jakoś szczególnie nie powala. Na zdjęciu wygląda trochę dziwnie, bo się pokruszył i musiałam go reanimować ;)

Annabelle Minerals, Róż mineralny Rose


O ile z podkładami mineralnymi marki Annabelle Minerals jakoś nieszczególnie się dogadałam, o tyle róże są naprawdę świetne. Opakowanie mogłoby być mniejsze, bo zużycie go w całości jest chyba niemożliwe! Odrobinę proszku wysypuję na pokrywkę, a potem dokładnie wcieram go w pędzel, aby był jak najrównomierniej rozłożony. Dzięki temu na policzku uzyskuję cudownie wyglądająca smugę koloru. Odcień Rose jest stonowanym, przybrudzonym różem, który jest uniwersalny. Wykończenie jest matowe, ale można go tak ładnie rozblendować, że naprawdę wygląda jak naturalny rumieniec! 

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution


MakeUp Revolution, paleta Sugar and Spice 


Jedna paleta i aż osiem odcieni róży! Swatche wszystkich kolorów możecie zobaczyć niżej. Muszę przyznać, że najczęściej korzystam z dwóch pierwszych odcieni z górnego rzędu, bo są najmniej napigmentowane i najbardziej stonowane. Mimo że w palecie wydają się brązowe, to na twarzy uzyskują bardziej ceglasty ton. Pozostałe róże są absolutnie niesamowicie napigmentowane, przez co trzeba się z nimi obchodzić delikatnie, bo łatwo uzyskać efekt "rosyjskiej lali", szczególnie, że odcienie są dosyć słodkie. Trzeba mieć naprawdę dobrze blendujący pędzel i nakładać dosłownie odrobinkę. Dwa odcienie są mocno błyszczące - jeden można wykorzystać jako rozświetlacz, drugi da nam mocny efekt świeżości, ale może podkreślać niedoskonałości i rozszerzone pory. Paleta posiada świetne, ogromne lusterko. Jej powierzchnia jest błyszcząca, więc niestety dość łatwo ją porysować. Według mnie paleta raczej dedykowana jest maniaczkom róży, niż stanowi must-have.

róż_do_policzków_najlepsze_jaki_wybrać_swatche_blog_inglot_annabelle_minerals_miss_sporty_bourjois_bell_makeup_revolution


Który róż z mojej kolekcji spodobał Wam się najbardziej? A może macie jakichś swoich ulubieńców?

Rozczarowania kosmetyczne czerwca

10 lipca 2017

Rozczarowania kosmetyczne czerwca

balea_dezodorant_gosh_foundation_plus_la_petite_marseillais_odżywka_blog

Dzień dobry w poniedziałek! Mam nadzieję, że macie zdecydowanie więcej energii na ten tydzień niż ja. Standardowo dzień zaczynam od kawy, a przy okazji przygotowania też krótkiego tekstu dla Was! Dzisiaj będą trzy kosmetyki, które rozczarowały mnie w czerwcu. Będzie krótko, ale niestety ze sporą ilością żalu. Czym mi podpadły? 

balea_dezodorant_gosh_foundation_plus_la_petite_marseillais_odżywka_blog

Balea, dezodorant 'Sensitive'


Dezodorant wpadł do mojego koszyka przy okazji zakupów w wiedeńskim DM-ie. Zachęciła mnie marka oraz zapach dezodorantu - cudowna woń czystości i delikatności z mydlaną nutą. Niestety okazało się, że dezodorant przeokropnie pyli, tak, że pomimo otwartego okna, każde użycie kończyło się u mnie atakiem kaszlu. Do tego zapach dezodorantu zmieniał się na skórze w ciągu dnia i nie zauważyłam kompletnie żadnej ochrony

Gosh, Foundation Plus +


Co do podkładów jestem naprawdę wymagająca. Na razie nie znalazłam absolutnie nic, co przebiłoby mój ukochany Revlon ColorStay, ale na lato jest troszkę za ciężki - używam go tylko wtedy, kiedy potrzebuję mocnego krycia lub wyjątkowej trwałości. Na konferencji Meet Beauty dostałam do przetestowania podkład marki Gosh i niestety się nie dogadaliśmy. Krycie podkładu jest słabe, bardzo łatwo ściera się z niedoskonałości, nie niweluje zaczerwienień. Ale to, co irytuje mnie najbardziej to to, że podkład bardzo szybko się świeci i spływa z twarzy, lubi się też warzyć i wchodzić w pory

La Petit Marseillais, odżywka karite i olej arganowy


Próbowałam się przekonać do tej odżywki, ale niestety się nie udało. Moje włosy całkowicie ją wchłaniają i nie widzę żadnego efektu - włosy nie są wygładzone ani lepiej się nie rozczesują. Konsystencja niby jest dosyć fajna i bogata, ale już podczas aplikacji czuć, że nic z tego nie będzie. Całe szczęście opakowanie jest małe i już niewiele mi jej zostało. 


Tych kosmetyków nie polecam! Mieliście którąś z powyższych pozycji? ;)

Manicure hybrydowy - osiem najczęściej popełnianych błędów

6 lipca 2017

Manicure hybrydowy - osiem najczęściej popełnianych błędów

manicure_hybrydowy_hybrydy_najczęściej_popełniane_błędy_odpryskiwanie_lakieru_nietrzymanie_hybryd_blog

Obecnie manicure hybrydowy stał się tak popularny i łatwo dostępny, że wiele z nas wykonuje go własnoręcznie w domowym zaciszu. Jeśli Twój manicure ma słabą trwałość, szybko odpryskuje, pęka lub jest matowy, to możliwe, że popełniasz jeden z błędów, które przedstawiam poniżej. Jeśli je wyeliminujesz, będziesz mogła cieszyć się pięknym manicure zdecydowanie dłużej!

1. Złe przygotowanie płytki lub zniszczone paznokcie


Zdrowa płytka paznokcia jest sekretem udanej hybrydy. Jeśli paznokcie są zniszczone i rozwarstwione, lakier nie będzie się na nich utrzymywał. Dobrze więc najpierw zregenerować paznokcie za pomocą odżywki lub manicure japońskiego (serdecznie polecam Wam ten zabieg, u mnie zdziałał cuda! Zobaczcie tutaj). Płytka paznokcia musi być też odpowiednio przygotowana przed nałożeniem hybryd. Pierwszym etapem jest zmatowienie - należy to zrobić bardzo delikatnie za pomocą bloku polerskiego. Drugi etap to odtłuszczanie - trzeba je wykonać dokładnie, w szczególności przy samych skórkach oraz końcówce, o czym często zapominamy. Tłusta płytka paznokci spowoduje, że manicure nie będzie się jej trzymał i bardzo szybko odpadnie.

manicure_hybrydowy_hybrydy_najczęściej_popełniane_błędy_odpryskiwanie_lakieru_nietrzymanie_hybryd_blog

2. Niezabezpieczenie wolnego brzegu


Wolny brzeg to biała część paznokcia, która podczas manicure wymaga szczególnej uwagi. Bardzo często panie malujące paznokcie zapominają o zabezpieczeniu końcówki, która jest szczególnie narażona na ścieranie i urazy mechaniczne. Warto zwrócić na to uwagę przy piłowaniu paznokci - jeśli wolny brzeg będzie zbyt krótki, trudno będzie go pokryć lakierem. Na końcówkę nakładamy zarówno bazę, lakier kolorowy, jak i top. Możemy nawet zrobić to pod spodem paznokcia. Abu uniknąć nieestetycznego zgrubienia na końcu, dobrze przejechać po końcówce pędzelkiem z resztką lakieru, a potem wyrównać ponownie lakier na całej płytce. Dzięki dokładnemu zabezpieczeniu wolnego brzegu możemy uniknąć obkurczenia lakieru, powstawaniu odprysków oraz odklejaniu się lakieru, bo nie dostanie się pod niego powietrze.

3. Zbyt grube warstwy


Zbyt grube warstwy nie tylko nie wyglądają ładnie, ale mogą sprawić, że lakier będzie odchodził od paznokcia płatami. Lepiej nałożyć jedną cienką warstwę więcej. Jeśli masz problem z kryciem lakieru kolorowego, przed jego nałożeniem możesz pokryć paznokcie białym kolorem. Za duża ilość lakieru może też spowodować, że lakier skurczy się w lampie i malowanie trzeba będzie powtórzyć.

manicure_hybrydowy_hybrydy_najczęściej_popełniane_błędy_odpryskiwanie_lakieru_nietrzymanie_hybryd_blog

4. Zbyt krótkie utwardzanie


Lakier hybrydowy musi spędzić odpowiednio długi czas w lampie, aby był dobrze utwardzony, a więc trwały. Producent najczęściej określa wymagany czas naświetlania. Warto zwrócić uwagę, że niektóre kolory, np. czarny lub biały, są mocno napigmentowane i wymagają specjalnego traktowania - bardzo cienkich warstw i dłuższego czasu utwardzania. Jeśli lakier wyjmiemy z lampy zbyt szybko, możemy zmyć kolor podczas przemywania paznokci cleanerem. 

5. Zalewanie skórek


Zalewanie skórek to jeden z największych grzechów głównych przy manicure. Osiągnięcie precyzji często wymaga wiele praktyki, ale ma bezpośrednie przełożenie na trwałość lakieru. Zalanie skórek spowoduje, że pod lakier w końcu dostanie się powietrze, które spowoduje odpryśnięcie. Dzięki temu, że lakiery hybrydowe wymagają utwardzania, dają nam sporo czasu na naprawienie ewentualnych usterek. Ja błędy przy skórkach często poprawiam drewnianym patyczkiem, innym sposobem jest też nakładanie w tym miejscu lakieru malutkim pędzelkiem.

manicure_hybrydowy_hybrydy_najczęściej_popełniane_błędy_odpryskiwanie_lakieru_nietrzymanie_hybryd_blog

6. Zmywanie dyspersji


Warstwa dyspersyjna to rzecz charakterystyczna dla lakierów hybrydowych - to lepiąca warstwa, która pozostaje na lakierze po jego utwardzeniu w lampie. Jej pozbywanie się pomiędzy kolejnymi warstwami lakieru jest błędem - pomaga ona w lepszym zespojeniu się i przyleganiu manicure'u. Paznokcie cleanerem przemywamy przed nałożeniem bazy oraz po nałożeniu topu, czyli po ostatnim etapie manicure hybrydowego, nie robimy tego w trakcie nakładania hybryd. Jeśli Twój top po przemyciu cleanerem matowieje, to odczekaj kilkanaście sekund po wyjęciu z lampy i dopiero usuń warstwę dyspersyjną.

7. Odrywanie lakieru


Ściąganie lakieru hybrydowego przez odrywanie to najgorsza rzecz, jaką można zrobić swoim paznokciom, bo wraz z lakierem często pozbywamy się też warstw paznokcia. Po takim zabiegu płytka będzie osłabiona, zniszczona, rozwarstwiona, a nawet zniekształcona. Paznokcie będą łamliwe i miękkie. Jeśli chcemy usunąć hybrydy, najpierw spiłowujemy top pilnikiem, a potem lakier rozpuszczamy acetonem.

8. Piłowanie hybrydy 


Jeśli podczas noszenia hybrydy, będziemy ją piłować, to automatycznie naruszamy strukturę lakieru i pozwalamy na to, aby dostawało się do niego powietrze i zanieczyszczenia, co skróci jego trwałość. O odpowiedni kształt paznokci dbamy przed nałożeniem lakieru hybrydowego.  


O poprawnym nakładaniu i zdejmowaniu manicure hybrydowego napisałam w poniższych postach. Warto się z nimi zapoznać, aby uniknąć problemów z trwałością!


Czy zdarzają Wam się wymienione błędy podczas wykonywania manicure hybrydowego?

Weekendowe SPA w domu

3 lipca 2017

Weekendowe SPA w domu

domowe_spa_pielęgnacja_blog

Czy zdarza Wam się taki moment, kiedy Wasz organizm mówi: "STOP", a Wy macie jeszcze milion rzeczy na swojej liście to do? Mnie ten stan dopadł w weekend i dlatego postanowiłam na chwilę się zatrzymać i zregenerować swoje ciało (i przy okazji umysł!) przed kolejnym pracowitym tygodniem. Drogie Panie, każda z nas ma prawo mieć chwilę dla siebie! Nigdy nie zapominajcie o sobie, ciągle próbując spełniać oczekiwania. Mnie też zdarzają się słabsze dni... A co wtedy warto zrobić? Pełne, domowe SPA!

domowe_spa_włosy_maseczka_peeling_blog

Włosy


Znowu w ostatnich dniach kompletnie odpuściłam sobie bardziej zaawansowaną pielęgnację włosów - niestety zabrakło mi trochę motywacji. Tym razem postanowiłam nie odpuścić i dać im mocną dawkę nawilżenia, nawet kosztem objętości. Dlatego też nałożyłam olejek z kokosem Alverde na jakieś 3 godziny (w tym czasie posprzątałam mieszkanie ;)), następnie umyłam je szamponem Organix z keratyną (ten szampon naprawdę daję radę!), a potem jeszcze dołożyłam moją ukochaną maskę aloesową od Pilomax na pół godzinki. Ostatnim etapem była kuracja dwufazowa od Biokap z olejkami i silikonami. Faktycznie taki ogrom produktów spowodował lekkie obciążenie, ale tego dnia nigdzie nie wychodziłam i zrobiłam to świadomie. Włosy odżyły, są gładsze i bardzie miękkie.

Twarz


Przy domowym SPA punktem obowiązkowym jest dla mnie peeling oraz maseczka. Peeling to pokazywany już wielokrotnie na blogu Yoskine szafirowy - absolutnie uwielbiam ten produkt. Ma kremową konsystencję, w której zatopione są malutkie, ale ostre drobinki. Cera jest po nim perfekcyjnie wygładzona! Jeśli chodzi o maseczkę, to w ruch poszła kupiona w Wiedniu Balea z wodą termalną oraz ekstraktem z alg. Nałożyłam ją przed snem i nie stosowałam już nic więcej. Skóra miała ładniejszy koloryt, była miękka i na tyle nawilżona, że nawet makijaż następne dnia ładniej wyglądał i był trwalszy. 


domowe_spa_paznokcie_peeling_blog

Paznokcie


Weekend to idealny czas na wykonanie manicure'u i pedicure'u. Zaczęłam standardowo od usunięcia skórek żelem Sally Hansen, a następnie pomalowałam paznokcie. Na stopach wylądowała czerwień z drobinkami My Love, a na dłoniach Mint od Semilac. Na koniec skórki nawilżyłam oliwką NeoNail.


Ciało


Pod prysznicem do akcji wkroczył kawowy peeling od Eveline - to może być świetna propozycja dla tych, którzy uwielbiają peeling kawowy (ma szereg cudownych właściwości!), ale nie lubią go samodzielnie mieszać. Po pozbyciu się martwego naskórka mogłam wykonać depilację. Użyłam do tego żelu z Balei, który mnie troszkę rozczarował swoją wodnistą konsystencją przelewającą się przez palce. Na koniec krem do stóp z olejkiem lawendowym od Evree.


Pozwalacie sobie czasem na takie wypasione SPA w domu? :) 


Test: Skin79, All That... - Black, Rose, Aloe

30 czerwca 2017

Test: Skin79, All That... - Black, Rose, Aloe

skin79_all_that_mask_black_rose_aloe_blog_opinia_test_recenzja

Jak pewnie już zdążyliście zauważyć, na blogu co kilka tygodni pojawia się test azjatyckich masek w płacie. Ja bardzo się cieszę z takiego obrotu sprawy, bo tego typu maski to jedno z moich pielęgnacyjnych odkryć roku. Jeśli jesteście ciekawi tych testów, zajrzyjcie pod poniższe linki: 


Dzisiaj kolejna dawka masek od Skin79, tym razem z serii All That..., które miałam przyjemność przetestować dzięki uprzejmości drogerii Kosmetykomania. W jej skład wchodzą trzy wersje masek - węglowa, różana oraz aloesowa. Która z nich spisała się najlepiej?


skin79_all_that_black_opinia_recenzja_test_blog
skin79_all_that_black_opinia_recenzja_test_blog

Skin79, All That Black


Maska z węglem ma za zadanie oczyścić pory i wyregulować wydzielanie sebum. Porównując tę maskę do innych, których do tej pory używałam, ta jest wykonana ze zdecydowanie grubszego materiału. Otwory na oczy są bardzo malutkie, ale okazało się, że jest to cecha wszystkich masek z tej serii. Płat był dobrze nasączony i dobrze trzymał się skóry. Podczas aplikacji odczuwałam efekt chłodzenia oraz... lekkie mrowienie. Po zdjęciu moje policzki były ściągnięte, zauważyłam też, że kwiatowy zapach maski zmienił się na inny, dziwny. Nie było to jednak jakoś bardzo uciążliwe. Koloryt był wyrównany, a pory lekko oczyszczone. Zdecydowanie lepiej było następnego dnia - oczyszczenie było jeszcze wyraźniejsze, cera była zmatowiona, niedoskonałości pod koniec dnia ładnie zagojone. 

skin79_all_that_rose_opinia_recenzja_test_blog
skin79_all_that_rose_opinia_recenzja_test_blog

Skin79, All That Rose


Wersja różana i aloesowa mają pewną cechę, która odróżnia je od innych masek. Posiadają dodatkową warstwę płachty, którą trzeba ściągnąć po nałożeniu maski na twarz. Ma ona po prostu ułatwić aplikację oraz rozwinięcie maski, ponieważ w tym przypadku maska jest bardzo cieniutka. Zaletą tej cienkości jest to, że genialnie przylega do skóry i nie ma szans na to, aby cokolwiek przesunęło się podczas zabiegu, nawet jeśli w tym czasie postanowicie zrobić coś bardziej intensywnego. 

Ze względu na to, że maska jest różana, taki właśnie ma zapach. Ja za wonią róży nie przepadam, ale w tym przypadku nie jest intensywny, więc mi nie przeszkadzał. Zabieg był bardzo relaksujący dzięki chłodzeniu i efektowi nawilżenia. Koloryt cery był wyrównany, a zaczerwienienia zniwelowane. Skóra była miękka i napięta. Naprawdę zachwycona byłam jednak następnego dnia - cera była genialnie zregenerowana, czyli ogólnie w świetnej kondycji. Wyglądała na zdrową, była lekko zaróżowiona, niedoskonałości zostały zniwelowane, a makijaż pięknie się tego dnia trzymał, mimo że miałam na sobie ciężki podkład. Celem maski jest łagodzenie, ukojenie, nawilżenie i regeneracja - wszystkie obietnice zostały spełnione! 

skin79_all_that_aloe_opinia_recenzja_test_blog
skin79_all_that_aloe_opinia_recenzja_test_blog

Skin79, All That Aloe


Wersja aloesowa maski najmniej przypadła mi do gustu. Faktycznie zauważyłam, że aloes zdecydowanie lepiej działa na moje włosy niż na twarz. Efekt chłodzenia był bardzo wyraźny, maska ma aloesowy, delikatny i odświeżający zapach. Po ściągnięciu skóra była orzeźwiona, ale maska dała zdecydowanie najmniejsze nawilżenie z trzech prezentowanych w tym poście, mimo że takie właśnie jest jej główne zadanie. Koloryt był wyrównany, a skóra była napięta, ale efekt nie był zbyt trwały i następnego dnia nie widziałam większej różnicy w kondycji cery, co miało miejsce w przypadku Black i Rose. 

Jeśli szukacie fajnie oczyszczającej maski, polecam Wam serdecznie wersję węglową, jeśli ogólnie chcecie zregenerować swoją cerę - wersję różaną, która na pewno Was zachwyci. Maski możecie kupić w komplecie za 39,90 zł tutaj


Czy Wy też uwielbiacie maski w płacie? Macie swoich ulubieńców?


*wpis powstał we współpracy z drogerią internetową Kosmetykomania